Absurdalne ustawy

Jak wiadomo nam było za PRLu: "jak Partia mówi, że bierze - to bierze; jak Partia mówi, że daje - to mówi!". JE Donald Tusk bodaj pół roku temu zapowiedział, że 20 proc. pieniędzy z prywatyzacji ma iść na Fundusz Emerytalny.

Jest to za późno i za mało. Np. UPR domagała się, by dawać 25 proc. z prywatyzacji na emerytury - jeszcze w 1988 roku, przed pierwszą prywatyzacją. Nie dlatego, że my kochamy akurat emerytów - w polityce to ja nikogo nie kocham - lecz dlatego, że jest to sprawiedliwe: państwowe zakłady budowano przecież w dużej części ze składek obecnych i przyszłych emerytów...

Reklama

Jeśli mielibyśmy dziś uratować Fundusz Emerytalny dzięki pieniądzom z prywatyzacji, to trzeba by już dawać nie 20 proc. czy 25 proc. - lecz 85 proc. - bo większość majątku państwowego już, chwalić Boga, wyprzedano. I - pomijając cenę, za jaką to sprzedawano - ani grosz nie poszedł na Fundusz Emerytalny.

Jednak dobra psu i mucha - i plasterek na ranę też by się przydał. Tylko: gdzie ta obietnica pana Premiera?

Teraz mają być sprzedawane udziały państwa w rozmaitych spółkach - potem pozostaną już tylko szkoły, szpitale i koleje - i koniec. Po wyprzedaniu wszystkiego ludzie zdolni do pracy wyjadą sobie za granicę - a emeryci zostaną z rękami w nocnikach. Zupełnie inaczej jest z projektami ustaw, do których państwo nie musi nic dopłacać. Tu sypnął się ostatnio grad projektów. Jeden śmieszniejszy od drugiego.

WDost Jan Rulewski (Bydgoszcz PO) zaproponował wprowadzanie podatku od "Coca-Coli", samochodów, motocykli i quadów (a skutery, hulajnogi, rowery i wrotki - to pies?). Pieniądze z opodatkowania Coli i Pepsi miałyby pójść, zdaje się, na dofinansowywanie zsiadłego mleka, które jest, zdaniem p. Senatora, "zdrowsze".

Ja akurat lubię zsiadłe mleko, a nie piję ani coli, ani pepsi - to jednak nie jest powodem, bym godził się, że państwo ma prawo zabrać Kowalskiemu pieniądze - i dać je mnie. Wielu chłopów w 1945 nie chciało brać ziemi zabranej komu innemu przez państwo - rozumując: "Skoro pozwolimy, by zabrało panu, to jeszcze łatwiej zabierze potem mnie...". Co się i stało. Tak samo i tu: jak raz się zgodzimy - to potem opodatkuje i zsiadłe mleko...

Innym absolutnie "genialnym" projektem Platformy Obywatelskiej jest wprowadzenie kodeksu drogowego jako obowiązującego nie tylko na drogach publicznych - ale i na terenach prywatnych. Jest to kolejna nacjonalizacja.

Efekt tego byłby taki, że mógłbym zostać ukarany mandatem za jeżdżenie po pijanemu rowerem po własnym podwórku, jeżdżenie po nim bez świateł, mijanie się z lewej strony... również na to, by w warsztacie przetransportować samochód np. bez karoserii lub hamulca na kanał remontowy trzeba by używać holu - bo przecież poruszanie się niesprawnym samochodem jest zakazane...

Żadne wysiłki Senatorów i Posłów, by pousuwać z takiego projektu ustawy co większe absurdy - nie zdadzą się na nic. Zły bowiem nie jest ten czy inny zapis projektu - absurdalny jest sam pomysł takiej ustawy. Co kogo obchodzi, jak ja jeżdżę po swojej prywatnej drodze?

Politycy i urzędnicy uważają zapewne, że ludzie nic, tylko chcą się pozabijać. Tymczasem jak do tej pory na prywatnych placykach, drogach i podwórkach ludzie jeżdżą bez kodeksu drogowego - i jakoś tam liczba zabitych i rannych jest zdumiewająco mała. Nikt bowiem nie chce przecież doprowadzić do stłuczki czy zranienia bliźniego.

Ważne jest to, że do tych ustaw reżym nie musiałby nic dopłacać - przeciwnie: ściągnąłby trochę pieniędzy w podatkach - i w mandatach za jazdę po podwórku. Natomiast ustawa o dawaniu pieniędzy z prywatyzacji na Fundusz Emerytalny uszczuplałaby dochody budżetu. I dlatego ONI prędzej puszczą ustawę o opodatkowaniu "Coca-Coli" - niż o pieniądzach na Fundusz Emerytalny...

Zobacz nasz raport specjalny: Janusz Korwin-Mikke - zawsze pod prąd

Dowiedz się więcej na temat: coli | fundusz emerytalny

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje