Ale gafa, panie pośle!

Sexy sukienka, sałatkowy skandal, pomylone flagi i o jeden parasol za mało - o tym, co dzieje się, gdy politycy zapominają o żelaznych zasadach savoir-vivre'u, opowiada specjalistka od dobrych manier Joanna Modrzyńska.

Jolanta Kamińska, Interia: Dobre maniery w polskiej polityce to rzadkość czy wręcz przeciwnie?

Reklama

Joanna Modrzyńska: - Nie mogę powiedzieć, że jest źle, ale nie jest też dobrze. Ogólnie nasi politycy wypadają po prostu średnio w kwestii stosowania dobrych manier.

- Niestety, zdarza się, że brak wiedzy merytorycznej nadrabiają niekiedy grubiańskim i aroganckim zachowaniem. Z przykrością obserwuję, że wiele mediów - zamiast niwelować tego typu zachowanie poprzez niezapraszanie do studia czy niezamieszczanie kolejnych felietonów takich osób - traktuje ich obecność w przestrzeni publicznej jako swego rodzaju gwarant wysokiej oglądalności czy sprzedaży...

W takim razie, jakie faux pas politycy popełniają najczęściej?

- Ich błędy można zaliczyć do wielu kategorii. Moją ulubioną jest "dyscyplina" pod nazwą "całowanie kobiet w dłoń". Zdecydowanie zbyt często polscy politycy nadużywają tego skądinąd pięknego gestu, który jednak zgodnie ze staropolską tradycją jest oddaniem czci kobiecie i powinien mieć miejsce tylko wobec starannie wybranych przedstawicielek płci pięknej, np. matki, żony czy narzeczonej.

- Mam pokaźną kolekcję zdjęć polskich polityków z pierwszych stron gazet, którzy całują niedbale, niewłaściwie i z pogwałceniem wszelkich reguł, np. całują odwróceni tyłem czy bokiem do kobiety, bez wstawania z miejsca, ciągnąc kobiecą dłoń za bardzo w górę lub w dół, pod "gołym niebem" - co jest dopuszczalne tylko przed lub po podróży, np. na dworcu kolejowym. Poza tym doprowadzają do bezpośredniego kontaktu fizycznego poprzez dotknięcie ustami, co jest po prostu niedopuszczalne.

- W Polsce gest ten jest powszechnie znany. Natomiast za granicą wielokrotnie widziałam polskich polityków, którzy spotykali się z chłodnym przyjęciem i wręcz niechęcią do okazywania takich gestów. Niestety, wielu z nich, zwłaszcza starszych polityków, jest odpornych na tego typu sugestie i działa odruchowo, co może nawet prowadzić do próby pocałowania mężczyzny, czego też byliśmy świadkami... Tak właśnie kończy się stosowanie dobrych manier na pokaz, bez próby wniknięcia w ich sens i istotę.

Ma pani na myśli Jarosława Kaczyńskiego?

- Tak, ale nie tylko, choć najbardziej groteskowe sceny z całowania w dłoń m.in. Radosława Sikorskiego były właśnie jego udziałem.

Jakie jeszcze błędy znajdują się na tej liście?

- Równie często politycy mają problemy z zastosowaniem w praktyce zasady precedencji, czyli decydowania, kto pierwszy wyciąga rękę na powitanie, w jakiej kolejności przedstawiamy sobie osoby, po której stronie się stoi czy idzie.

- Tu można przywołać słynną już wpadkę Bronisława Komorowskiego w czasie szczytu przywódców Trójkąta Weimarskiego. Prezydent, najprawdopodobniej chcąc być szarmancki, w myśl zasady "kobieta powinna zajmować honorowe miejsce po prawej stronie", ustawił w ten sposób Angelę Merkel, mimo że zgodnie z ułożeniem flag kanclerz powinna stać po lewej. To był poważny błąd, ponieważ w czasie spotkań politycznych obecne osoby szeregujemy merytorycznie, czyli według sprawowanych funkcji. W tej sytuacji najważniejsze miejsce przysługiwało gospodarzowi spotkania, Bronisławowi Komorowskiemu, następne w kolejności prezydentowi Sarkozy'emu, zaś ostatnie w hierarchii kanclerz Merkel.

- Nagminnie politycy nie potrafią się też ubrać. Zagadnienia dress code’u stanowią dla nich nie lada wyzwanie. I nie chodzi tu o drogie garnitury czy sukienki od uznanych projektantów. Panie często występują z odkrytymi ramionami, dużymi logotypami, zbyt obwieszone biżuterią czy też z makijażem niedostosowanym do pory dnia. Zapominają, że sukienki czy spódnice do kostek zarezerwowane są dla kreacji wieczorowych i plażowych.

Kobiety polskiej polityki często popełniają takie błędy?

- Ogólnie nie jest w tej kwestii całkiem źle, choć zdarzają się wpadki. Nigdy nie zapomnę kreacji pani Aleksandry Miller w czasie wizyty japońskiej pary cesarskiej. To niedopuszczalne, by żona premiera na takim spotkaniu wystąpiła w sukience bez rękawów, w dodatku długiej, niemal do kostek, z napisami "seksy", "love". Z kolei garnitur pana Millera wyglądał na za duży. To nie powinno było się zdarzyć.

A co z naszą obecną panią premier i jej stylem?

- Muszę przyznać, że jest to bardzo elegancka kobieta. Brak mi jedynie w jej strojach bluzek koszulowych, podkreślających elegancki charakter garsonek, w których pani premier występuje na co dzień, podczas pełnienia obowiązków służbowych.

Czas ocenić panów...

- Panowie najczęściej mają zbyt krótkie skarpetki, źle dobrane do pory dnia kolory garniturów oraz zbyt krótkie lub zbyt długie krawaty. Często występuje też u nich zjawisko określane jako underdress - niedostosowania ubioru do okazji, np. założenie garnituru wtedy, kiedy wymaganym strojem był smoking. Warto podkreślić, że te najczęściej popełniane błędy są w istocie egalitarne - tutaj ani płeć, ani wiek, ani tym bardziej przynależność partyjna nie są wyznacznikiem.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje