Alicja Bartuś: Prawdziwy Europejczyk. Czyli kto?

Czy będziemy żyć w Europie katedr i arcydzieł ludzkiego umysły czy w Europie Auschwitz? Jaka ona będzie za 5, 10, 50, 100 lat? Odpowiedź zależy głównie od nas. Europejek i Europejczyków. Kimkolwiek jesteśmy - mówi dr Alicja Bartuś z Oświęcimskiego Forum Praw Człowieka.

W połowie maja w Oświęcimiu odbyła się organizowana przez OFPC III Międzynarodowa konferencja Europa wobec wyzwań XXI wieku "Europejczyk/Europejka - czyli kto?".

Reklama

- W świetle ostatnich wydarzeń, spróbujmy zdefiniować, kim jest współczesny Europejczyk i Europejka? Jakimi wartościami się kierują? Co jest dla nich ważne? Czego się obawiają? Co my, Polacy, wnosimy do wspólnoty europejskiej? - zastanawiał się prezydent Oświęcimia Janusz Chwierut, gospodarz spotkania.

Uczestnicy konferencji przez dwa dni dyskutowali w Oświęcimiu o tożsamości europejskiej i narodowej, historii i kulturze Europy, a także zagrożeniach dla bezpieczeństwa na kontynencie. Wiele miejsca poświęcono kryzysowi migracyjnemu, coraz silniejszym nastrojom nacjonalistycznym i postawionej pod znakiem zapytania przyszłości Unii Europejskiej.

Europa się wyludnia i odchodzi od religii

Jakim miejscem jest dziś Unia Europejska? Jaką rolę odgrywa na tle dynamicznie rozwijającego się świata? Przyjrzyjmy się faktom.

- Europa jest kontynentem postępującej od półwiecza integracji, która teraz pogrąża się w kryzysie, a zarazem odwiecznych aspiracji narodowych. Od upadku Związku Radzieckiego liczba państw europejskich wzrosła o 14. Przed wybuchem I wojny światowej Europę tworzyło 21 państw, dziś jest ich 46, nie licząc Kosowa i Naddniestrza - podkreśla dr Alicja Bartuś.

W mniemaniu wielu mieszkańców Europy - zwłaszcza Europy Zachodniej - Unia Europejska uchodzi za kolebkę wszystkiego, co europejskie. Zajmuje ona w sumie nieco ponad 4,4 mln km kw. To 43 proc. powierzchni kontynentu. Sama tylko europejska część Rosji jest większa (4,5 mln km kw.). Oczywiście UE może się powoływać na znaczą przewagę ludnościową: w krajach wspólnoty mieszka w sumie ponad 500 z 720 mln mieszkańców Europy, stanowiąc najbardziej zróżnicowaną mozaikę ludzką na świecie.

- Równocześnie maleje rola Europy na świecie. Jesteśmy jedynym kontynentem, który się wyludnia. A także  jedynym, gdzie na tak masową skalę społeczeństwa odchodzą od religii. Wprawdzie ponad dwie trzecie mieszkańców Europy jest formalnie ochrzczonych w jednym z kościołów chrześcijańskich, ale w większości krajów katolickich świątynie pustoszeją. Jedyną stale przyrastającą grupą wśród wierzących są muzułmanie. Islam wyznaje ok 55 mln mieszkańców kontynentu, czyli 8 proc. populacji - wylicza dr Alicja Bartuś.

Zagrożenie dla europejskiej tożsamości

Uzasadnione, w obliczu zmieniającej się Europy i odchodzeniu od jej dawnej globalnej roli, jest dziś pytanie o tożsamość mieszkańców kontynentu. Kim jest i kim ma być współczesny Europejczyk?

- Główny problem polega na tym, że większość społeczeństw Starej Unii, tworzącej ją  do maja 2004 roku, intensywnie zastanawia się nad własną tożsamością. Kim jest Francuz? Niemiec? Belg? Szwed? Holender? Brytyjczyk? O tożsamości i rdzeniu Europy chętnie dyskutują też Rosjanie. Moskwianie, mieszkańcy największego miasta kontynentu, często pytają, gdzie jest prawdziwa kolebka Europy? Czy na Zachodzie, który stale rozmywa swą tożsamość, czy na Wschodzie, który jest tej tożsamości wierny - relacjonuje dr Alicja Bartuś.

- Na pierwszy rzut oka Europa nadal jest jednak w miarę spójnym kulturowo kontynentem rozpiętym między Północą w Południem i między Wschodem a Zachodem. Północ od Południa odróżnia poziom bogactwa, a Wschód od Zachodu to, że im bliżej Moskwy, tym przeszłość jest mniej pewna od przyszłości. Zachód dąży do poszerzania obywatelskich swobód, a Wschód patrzy na rozwój tych wartości, delikatnie mówiąc, sceptycznie, widząc w nich... zagrożenie dla europejskiej tożsamości - dodaje pełnomocniczka prezydenta Oświęcimia ds. OFPC.

Stoimy w obliczu wielkiego strachu przed obcym

Podobne zagrożenie spora część mieszkańców - zwłaszcza naszej części - Europy dostrzega w największej od II wojny światowej wędrówce ludów.

Kryzys migracyjny poważnie zachwiał dotychczasową koncepcją Unii Europejskiej, stawiając pod znakiem zapytania dalszą integrację, jednolitą politykę Wspólnoty i jej przyszłość. Kolejne deklaracje i szczyty związane z pomocą dla uchodźców najczęściej kończyły się na pustych słowach, pokazując, że UE w obliczu największego wyzwania w swojej historii nie ma skutecznej recepty, a jej liderzy - wystarczającej charyzmy.

- Stoimy w obliczu wielkiego strachu przed obcym. Na ten strach części Europejczyków nie udało się dotąd znaleźć skutecznego remedium, dlatego tym silniej wpływa on na atmosferę dysputy. I tej czysto naukowej, i tej publicznej, w której coraz większą rolę odgrywają populiści. Pomysłem tych ostatnich na "odrodzenie Europy" jest powrót kontynentu do dawnych granic narodowych, religijnych i kulturowych - przypomina dr Alicja Bartuś.

I dodaje: - Europa, a przynajmniej jej najbujniejsze metropolie, jest mozaiką, tyglem wielu nacji, grup etnicznych, kulturowych, językowych, religijnych. Nieodwracalnie ze sobą wymieszanych, co silnie rzutuje na poczucie tożsamości. Dotąd uważano, że tygiel jest lepszy od zatęchłej piwnicy, w której kiszą się przebrzmiałe koncepcje i wartości. Ameryka podbiła świat, bo jest tyglem. Nowy Jork zapanował nad Ameryką, bo jest największym tyglem na kontynencie. Jednak wobec kryzysu migracyjnego idea tygle jest właśnie podważana i z dużą dozą prawdopodobieństwa zostanie zmodyfikowana.

Kiedy klimat sprzyja populistom

Dr Alicja Bartuś zwraca uwagę na jeszcze jeden problem, który w okresie poważnej próby, może mieć istotne konsekwencje dla spójności społecznej. Dla przykładu, w Polsce mierzony siłą nabywczą per capita poziom życia w ciągu ostatnich lat poprawił się (z 40 do 75 proc. średniej unijnej), ale wciąż dzieli nas ogromny dystans do Niemców, Duńczyków czy Francuzów.

- A ekonomia ma olbrzymie znaczenie: poziom dochodów, a także skala bezrobocia w poszczególnych krajach istotnie, a czasem wręcz decydująco, wpływa na atmosferę społeczną i polityczną. Może tworzyć klimat sprzyjający populistom. Zwłaszcza gdy na problemy gospodarcze, prekaryzację znacznej części obywateli, nakłada się kryzys uchodźczy i związane z nim strachy - wyjaśnia.

- Zagraża to spójności społecznej, zwłaszcza w tych krajach, w których obywatele słabo angażują się w działalność na rzecz innych, rzadko należą do organizacji i stowarzyszeń, niechętnie udzielają się w wolontariacie. A Polska ma jedno z najbardziej biernych społeczeństw na kontynencie: tylko 15 proc. z nas angażuje się w cokolwiek, w tym wędkarstwo czy kółko szachowe. U Duńczyków odsetek ten wynosi 90 proc. - dodaje dr Alicja Bartuś.

Fundamentalne pytanie dla przyszłości Europy

W targanej kryzysem Unii Europejskiej trwa debata o jej przyszłości. Tej formalnej, i tej dotyczącej tożsamości kontynentu i jego mieszkańców.

- Kto jest prawdziwym Europejczykiem? To fundamentalne dziś pytanie w Europie pochłoniętej dociekaniem własnej tożsamości; w Europie będącej kolebką patriotyzmów, ale też nacjonalizmów; w Europie najpotworniejszych zbrodni, ale i uniwersalnych praw człowieka; w Europie rządów prawa i Europie, w której wielu tęskni za rządami woli narodu; w Europie tysiąca stereotypów i Europie otwartej na przybyszy - wylicza dr Alicja Bartuś.

- Czy będziemy żyć w Europie katedr i arcydzieł ludzkiego umysły czy w Europie Auschwitz? Jaka ona będzie za 5, 10, 50, 100 lat? Odpowiedź zależy głównie od nas. Europejek i Europejczyków. Kimkolwiek jesteśmy - konkluduje pełnomocniczka prezydenta Oświęcimia ds. OFPC.

Dariusz Jaroń na Twitterze

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje