Armia w dramatycznym stanie? "Jesteśmy zdezorientowani"

Świadomie realizowany bałagan, korupcja, nieodpowiedzialność - taki obraz polskiej armii nakreślił minister obrony narodowej Antoni Macierewicz. Jak zaznaczył, jest już lepiej, ale "tej sytuacji nie zmieni się z dnia na dzień". "Trudno mówić o rosnącym morale żołnierzy wobec takich wypowiedzi" - opowiada Interii przedstawiciel wojska. "Kiedy premier zapozna się z wynikami audytu i część jego zapisów zostanie odtajniona, opinia publiczna pozna dowody uchybień, o których mówimy teraz" - komentuje MON.

"Czasami naprawdę nie ma słów, żeby ocenić ten stan rzeczy, jaki zastaliśmy, jeśli chodzi o armię. Wystarczy powiedzieć, że całościowy stan rzeczy jest taki, że jesienią 2015 r. stan armii nie pozwalał państwu polskiemu na obronienie swojej integralności terytorialnej i niepodległości dłużej niż kilkanaście dni. A stopień korupcji, nieodpowiedzialności, świadomie realizowanego bałaganu, zamieszania w armii przekraczał wszystko, co można sobie wyobrazić" - powiedział minister obrony narodowej Antoni Macierewicz jeszcze przed wczorajszym posiedzeniem sejmowej komisji obrony na temat niejawnego audytu otwarcia w MON.

Reklama

Zgodnie z zapowiedzią Bartłomieja Misiewicza, rzecznika resortu obrony i szefa gabinetu politycznego MON, materiał dowodowy zebrany podczas audytu trafi do prokuratury, a część materiałów będzie odtajniona.

W tym momencie jednak trudno mówić o szczegółach, a zarzuty - i to poważne - padły.

"Trzeba mówić o konkretach"

- Jesteśmy kompletnie zdezorientowani. Nie wiemy, czy te słowa są kierowane do nas, czy do polityków - mówi w rozmowie z Interią Rajmund Andrzejczak, generał brygady Wojska Polskiego. Jak przyznaje, trudno mówić o rosnącym morale żołnierzy wobec takich wypowiedzi.

Słowa ministra słyszane są też na arenie międzynarodowej. Choć Antoni Macierewicz zapewniał, że jest lepiej i po czterech miesiącach od zmiany rządu stan armii jest "mniej dramatyczny", powiedział też, że tej sytuacji nie zmieni się z dnia na dzień. W świat poszła informacja o problemach w polskim wojsku.

- Trzeba mówić o konkretnych patologiach i uchybieniach. Tym bardziej, że przez ostatnie lata wielokrotnie dziennikarze, specjaliści, naukowcy, wskazywali na problemy związane z obronnością, dotyczące polskiej armii - uważa dr Michał Piekarski z pracowni koordynacji badań i dydaktyki bezpieczeństwa narodowego Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego.

I wylicza: jeśli wykryto korupcję, należało wskazać zamieszane w to osoby, prowadzone postępowanie i jego wyniki, np. w przypadku niepotrzebnych albo nieprawidłowo przeprowadzonych zakupów dla wojska powinny paść fakty, a nie sformułowania ogólne. - One do niczego nie prowadzą i są po prostu elementem gry politycznej - komentuje dr Piekarski.

Zaufanie społeczeństwa

Jak z kolei zaznacza Bartosz Zajda, wieloletni rzecznik Marynarki Wojennej, obecnie ekspert ds. wizerunku, obraz wojska kształtowany jest latami, a zniszczyć go bardzo łatwo - np. wypowiedzią ministra, generała czy nawet szeregowego żołnierza.

- Chodzi o wizerunek, który bezpośrednio przekłada się na zaufanie społeczne. To jest potrzebne, by armia - szczególnie w sytuacjach kryzysowych - mogła wykonywać swoje zadania - wyjaśnia. Jak podkreśla, jeśli w wojsku mamy do czynienia z przestępstwem i zapadnie wyrok w danej sprawie, należy o tym informować społeczeństwo. - Ale nie wcześniej - uważa.

"Takich przypadków jest bardzo mało"

Minister Macierewicz wskazał, że "stan armii nie pozwalał państwu polskiemu na obronienie swojej integralności terytorialnej i niepodległości dłużej niż kilkanaście dni".

Jak zaznacza dr Piekarski, żadne państwo - poza supermocarstwami, takimi jak np. USA - nie jest w stanie bronić się samodzielnie dłużej niż kilka-kilkanaście dni. - Nasza polityka zagraniczna zakłada bardzo ścisły związek z sojusznikami, dlatego w razie konfliktu zbrojnego zakładamy wsparcie sił sojuszników - wyjaśnia. Jednocześnie podkreśla, że szczegóły są kwestią niejawną. 

- Nie powinno się formułować takiego zdania bez podania szczegółów i bez zaznaczenia tego, przed kim mamy się bronić, bo w tym kontekście pytanie zasadnicze - mówi. 

Dr Piekarskiemu trudno wskazać przypadek tak gwałtownego negowania tego, co dzieje się w wojsku. - Na przykład w Stanach Zjednoczonych kontrowersje, dotyczące niektórych programów zbrojeniowych czy wydatków, są olbrzymie. Mimo to, tak otwartego mówienia o złym stanie armii nie obserwuję, nawet gdy zmienia się władza - komentuje.

Zobacz też opinię Tomasza Siemoniaka, ministra obrony narodowej w rządzie PO-PSL:

Komentarz MON

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy także Ministerstwo Obrony Narodowej.

- Przeprowadzając audyt, MON opiera się też w dużej mierze na dokumentach Najwyższej Izby Kontroli. Zalecenia tych kontroli nie były wdrożone. Dziwię się, że minister Siemoniak nie przyjrzał się tej sprawie, przecież jest partyjnym kolegą pana Kwiatkowskiego [prezesa NIK - red.] - powiedział Interii rzecznik MON i dyrektor gabinetu politycznego ministra obrony narodowej Bartłomiej Misiewicz.

- Kiedy premier zapozna się z wynikami audytu i część jego zapisów zostanie odtajniona, opinia publiczna pozna dowody uchybień, o których mówimy teraz - zaznaczył.

Poproszony o odniesienie się do kwestii obronności naszego kraju, powiedział: "Strategia jest taka, że Polska powinna być w stanie bronić się dłużej niż kilkanaście dni. Kilkanaście dni to śmiech na sali". Zaznaczył jednocześnie, że więcej nie może zdradzić z powodu klauzuli tajności tych informacji.

Justyna Tomaszewska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje