Czas na szampana

Zbliża się moment wielkiego buuum!!! Za zdrowie, szczęście, pomyślność, za Nowy Rok. Trudno nawet wyobrazić sobie sylwestrową noc bez strzelających szampanów, bez złotych bąbelków, pieszczących nasze rozpalone zmysły i wyobraźnię.

Radosne, beztroskie bąbelki. Toż to twór równie boski, co szatański, i jakże głęboko ludzki, bo odsłaniający nasze słabości i zachcianki. Szampan upaja, wabi, przytakuje. Obiecuje rozkosze z samego dna figlarnej duszyczki. Osłabia wolę, wzmaga euforię, usuwa zahamowania - słowem, uwodzi. Uwodzi czymś znanym i nieznanym jednocześnie, czymś, co nie pozwala kurczowo trzymać się przeszłości i popycha ku czekającej za rogiem powabnej przyszłości. Nic dziwnego, że tak chętnie witamy nim Nowy Rok.

Reklama

Szampan, jak Paryż, uwodzi aurą flirtu, wyrafinowanego smaku i zabawy. Może dlatego pod koniec roku, kiedy strzela najwięcej szampanów, to i najwięcej turystów przyjeżdża właśnie tu, nad Sekwanę, by kończyć stary i zaczynać nowy rok. Oczekują czegoś wyjątkowego, gromadząc się tradycyjnie już na Polach Elizejskich, pod wieżą Eiffla, na schodach Montmartre'u, moście des Arts czy w niezliczonych restauracjach, barach, dyskotekach, teatrach i kabaretach. W tę jedyną noc w roku metro kursuje dla nich i dla paryżan za darmo i do rana.

Żeby niczego nie uronić z tej szampańskiej zabawy, trzeba pamiętać, że w jego degustacji, jak w miłości, używa się wszystkich pięciu zmysłów: od pieszczoty języka, przez wzrok, węch, słuch po finezję upajającego smaku. To prawdziwa próba ich sprawności.

Inicjacja zaczyna się od dotyku - namacalnej ciszy zimnej butelki. To kontakt z jej ciężarem, kształtem, temperaturą, nie niższą od 8 i nie wyższą od 10 stopni Celsjusza. Nie wolno jej trzymać za szyjkę, ale za spód, za samo dno. Bo ona jest jak hermafrodyta - wewnątrz schronienie wilgotnej macicy, a na zewnątrz - kolekcja erekcji wszystkich rozmiarów: od olbrzymich po liliputy (są 15-, 12-, 9-, 6-, 3-, 1,5-litrowe, klasyczne - 750-gramowe i najmniejsze - 375- i 200-gramowe).

Otwieranie butelek to też nie lada sztuka. Robi się to albo brutalnym, choć finezyjnym, uderzeniem obnażonej szabli, albo delikatną pieszczotą dłoni i palców, obracając korek wokół jego osi. A korek jest ważny, bo wyskakuje na szczęście. Stąd smakosze przechowują go latami, jak swoisty talizman. Zresztą, zanim Szampania użyczyła "bąbelkom" swojego imienia, nazywano je "winem wyskakującego korka" właśnie na szczęście.

Po charakterystycznym "bum" przypominającym miłosne westchnienie, delikatne, drobne bąbelki, więzione pod ciśnieniem 6 atmosfer, uwalniają się i zaczynają swój zalotny taniec. Rozlewamy napój do lampek i uruchamiamy kolejne zmysły. Słychać dźwięk musującego płynu, jak morza po piasku. Każdy szampan robi to inaczej, zależnie od swojego wieku, pochodzenia, szlachetności. Po chwili ta muzyka bez solisty zaczyna oddychać. Czuć wtedy subtelną woń, zwaną bukietem - zapachy kwiatów, głogu, miodu i innych ulotnych kompozycji. Widać, jak alkohol wypełnia się złotym światłem. To zjawisko określa się suknią. Może ona być koloru złota z refleksem zieleni, żółtosłomkowa, ananasowa, brzoskwiniowa.

Każda rodzina win posiada charakterystyczne smaki - "tylne", pojawiające się na języku i podniebieniu, i smaki "głębokie", odczuwane w przełyku.

Gdy trzymana przez nas lampka nabierze jasnej i przejrzystej klarowności to znak, że czas zacząć doświadczenia smakowe: słodkawe, słonawe, kwaskowe, gorzkawe... To czas upojenia. Ale bez obawy, bo szampan to jedyny alkohol, który nawet po jego nadużyciu czyni nas piękniejszymi - jak stwierdziła, doświadczona w tym względzie, madame Pompadour.

W tym roku w sylwestrową noc najbardziej poszukiwanymi bąbelkami są: Dom Perignon 1998 (105 euro), Krug Grande cuvee (125 euro), Bollinger La Grande annee 1999 (85 euro), Veuve Cliquot Cuvee Royale (45 euro), Roederer Cristal 2000 (90 euro), Jacquesson Cuvee (31 euro), Philipponnat Clos des Goisses 1996 (90 euro), Moet et Chanden 1999 (43 euro), Salon Billecart (45 euro). A jako wyjątkowy prezent przygotowano 15 kufrów. W każdym po 2 butelki Kruga Escape Artist i cztery lampki ze szkła Baccarat oraz wiaderko do lodu. Cena jednego - 15 tysięcy euro...

Ale można też kupić przyzwoity szampan poniżej 20 euro, np. Bollinger za 19,95, Malard za 18 czy Vranken za 19 euro.

Prócz wymienionych marek jest jeszcze ponad 11 tysięcy innych. Nie ma więc obawy, że zabraknie ich w tę szaloną, jedyną noc w roku, noc szampańskiej zabawy na wytwornych balach, w przytulnych knajpkach, na placach i ulicach, pośród przyjaciół, rodziny lub w pobliżu ciepłego łóżka.

Gdziekolwiek w tę noc będziemy, to uwierzmy - uwierzmy, że Nowy Rok będzie najlepszym rokiem w naszym życiu. Uwierzmy bezwarunkowo! Mocno, zupełnie, całkowicie. Uwierzmy i zróbmy to wielkie buuum!!! Bum w Nieznane. Tam jest dobrze, tam musi być dobrze. Tego życzę.

Leszek Turkiewicz, Paryż

Dowiedz się więcej na temat: zmysły | zabawy | szczęście | nowy rok | szampan

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy