Dawcy szpiku, dawcy życia

Statystycznie co godzinę w Polsce pada diagnoza: rak krwi. Zachorować może każdy, na szczęście każdy może też pomóc. A przynajmniej może spróbować. Tak jak Beata Łanowy. Zarejestrowała się przypadkiem. Kilkanaście miesięcy później uratowała życie nieznajomej kobiecie.

Nowotwór atakuje system krwionośny, samą krew, szpik kostny i układ limfatyczny. Jest chorobą śmiertelną. Według międzynarodowych statystyk, co dziesięć minut odbiera komuś życie, a co 360 sekund diagnozowany jest kolejny przypadek. W Polsce, statystycznie, lekarze informują o wykrytym raku krwi co godzinę.

Reklama

Dla wielu chorych, kiedy konwencjonalne metody leczenia - jak chemioterapia i naświetlania - zawodzą, jedyną nadzieją na przeżycie jest przeszczep szpiku lub komórek macierzystych. Najłatwiej o pomoc zwrócić się do najbliższych, niestety tylko co trzeci pacjent znajduje dawcę w rodzinie. Większość musi szukać bliźniaka genetycznego w bazie dawców komórek macierzystych.

W Polsce rejestr dawców szpiku prowadzony jest przez Centrum Organizacyjno-Koordynacyjne do Spraw Transplantacji "Poltransplant", jednostkę budżetową podlegającą ministerstwu zdrowia. Wiodącą instytucją w kraju zbierającą potencjalnych dawców jest Fundacja DKMS Polska.

- W rejestrze prowadzonym przez "Poltransplant" zarejestrowanych jest ponad 770 tysięcy potencjalnych dawców, z tego z Fundacji DKMS Polska dokładnie 654 672 osoby. Dzięki dawcom z naszej fundacji szansę na powrót do zdrowia otrzymało już ponad 1700 pacjentów, w tym 66 od początku bieżącego roku - wylicza Dorota Wójtowicz-Wielgopolan z DKMS Polska.

Z roku na rok nazwisk na liście "Poltransplantu" przybywa, ale to wciąż zaledwie kropla w morzu potrzeb. Dopasowanie materiału genetycznego przypomina poszukiwanie igły w stogu siana. W najlepszym przypadku prawdopodobieństwo znalezienia dawcy wynosi 1:20000.

- Dopasowanie dawcy jest czasochłonne, zajmuje zazwyczaj kilka lat, dlatego nie nastawiałam się, że kiedykolwiek oddam szpik - przyznaje w rozmowie z Interią Beata Łanowy. W bazie dawców Fundacji DKMS zarejestrowała się przypadkowo pod koniec 2010 roku, kiedy Doda szukała szpiku dla Nergala. - Moja współlokatorka dobrze znała piosenkarkę. Pomyślałam, że rejestracja nic nie kosztuje i nie boli, więc się zgłosiłam, chociaż nie miałam wtedy pojęcia w co się pakuję.

Po roku zadzwonił telefon. To był pan Andrzej z Fundacji DKMS.

- Nadal jest pani chętna zostać dawcą komórek macierzystych?

- Tak - odpowiedziała bez zastanowienia.

Beata pomyślnie przeszła serię badań i czekała. Na początku stycznia 2012 roku dostała ostateczne potwierdzenie i termin zabiegu: 31.01. - Są dwie metody poboru szpiku, z krwi obwodowej i pod pełną narkozą z talerza kości biodrowej. Mdleję na widok krwi, dlatego ucieszyłam się, kiedy lekarz zdecydował się w moim przypadku na drugą z nich - przyznaje.

Komórki macierzyste pobierane są pod pełną narkozą za pomocą igły punktowej z tylnej części kości biodrowej, a nie rdzenia kręgowego, jak głosi obiegowa opinia internetowych "ekspertów". Zabieg trwa godzinę. Lekarz dokonuje dwóch niewielkich nacięć i pobiera około jednego litra mieszanki składającej się z krwi i szpiku kostnego. Procedura odbywa się na sali operacyjnej w warunkach całkowitej sterylności. Organizm odbudowuje komórki macierzyste w ciągu dwóch tygodni, jeszcze szybciej do formy wraca dawca.

Mniej inwazyjny jest pobór z krwi obwodowej. Na kilka dni przed pobraniem dawca przyjmuje podskórnie substancję powodującą uwolnienie komórek macierzystych do krwiobiegu.

W trakcie poboru na ramionach dawcy zakładane są dojścia dożylne. Krew przepływa z jednego ramienia poprzez separator komórek i wraca drugim dojściem dożylnym do organizmu. W separatorze komórki macierzyste oddzielane są od reszty krwi i zbierane jako materiał do przeszczepu. Pobieranie komórek macierzystych tą metodą wymaga maksymalnie dwóch sesji, a dawca nie musi zostawać w szpitalu.

Ze względu na pełną narkozę, Beata z sali operacyjnej zdołała zapamiętać tylko... tłum. To byli studenci medycyny, przyglądający się zabiegowi. Obudziła się po kilku godzinach. Dwa dni później była już w domu, kolejnego dnia rano poczuła się tak dobrze, że poszła do pracy.

- Do końca tygodnia odczuwałam w miejscu poboru lekki dyskomfort, porównałabym go ze stłuczeniem po upadku na snowboardzie. Nic, co utrudniałoby normalne funkcjonowanie - podkreśla.

- Bałaś się? - dopytuję.

- Oczywiście, że się bałam, nigdy wcześniej nie byłam na sali operacyjnej, nigdy nie podano mi narkozy.

- Chciałaś się wycofać?

- Nie, nigdy. Tam po drugiej stronie czekała na mój szpik śmiertelnie chora osoba.

Na szpik od Beaty czekała pani Bogusia. W 2004 roku zachorowała na anemię aplastyczną. Dwukrotnie była leczona surowicą. O ile pierwsza kuracja była skuteczna, tak druga nie przyniosła rezultatu. Stan zdrowia pacjentki przed pięcioma laty tak się pogorszył, że jedynym ratunkiem pozostawał przeszczep szpiku. Pani Bogusia miała szczęście. Dawczynię znalazła zaledwie po trzech miesiącach poszukiwań.

Zabieg, mimo początkowych komplikacji, udał się. Pani Bogusia musi się regularnie badać i dbać o siebie, ale dzięki przeszczepowi szpiku po niespełna dziesięciu latach walki z chorobą odzyskała zdrowie.

Decyzja o tym, czy dawca pozna biorcę jest obustronna i dobrowolna, ale muszą upłynąć dwa lata zanim do spotkania dojdzie. - Zaraz po pobraniu dowiedziałam się tylko tyle, że szpik dostała 50-letnia pani z Polski. Od razu pomyślałam o mojej mamie, jest w podobnym wieku - wspomina Beata.

Beata i pani Bogusia poznały się 13 października ubiegłego roku podczas Ogólnopolskiego Dnia Dawcy Szpiku.  - Oprócz nas tego dnia poznała się jeszcze jedna para. To były bardzo wzruszające chwile. Wszyscy płakaliśmy. Pamiętam, jak córka pani Bogusi podeszła do mnie i powiedziała: dziękuję, że uratowałaś moją mamę. Dziękuję Bogu, że zarejestrowałam się w bazie dawców, przecież ta kobieta mogła umrzeć.

- Decyzja o oddaniu szpiku była jedną z najlepszych, jakie podjęłam w życiu. Gdybym mogła, zrobiłabym to ponownie, ale to się prawie nie zdarza. Nie chciałam na tym poprzestać, dlatego postanowiłam działać w inny sposób i zachęcać ludzi do rejestrowania się w bazie dawców szpiku. Mimo wielkiej promocji, jaką zapewniły Fundacji DKMS działania Dody przy okazji choroby Nergala (muzyk znalazł dawcę - Grzegorza, przyp. red), wciąż za mało mówi się w Polsce na temat przeszczepu szpiku - zwraca uwagę Beata.

W rodzinnym Jarosławiu organizuje Dni Dawcy Szpiku, a także prelekcje dla uczniów i dorosłych. Odpowiada na pytania, rozwiewa wątpliwości na temat bezpieczeństwa zabiegu, a potem z dumą obserwuje jak znajome twarze rejestrują się w czasie Dni Dawcy.

Beata z iskrą w oku opowiada o swojej społecznej misji. Ale kiedy przywołuje tragiczną historię trzyletniej Lenki nie może powstrzymać łez. - Dziewczynka zmarła przed świętami. Przeszczep się przyjął, ale jej mały organizm, wyniszczony chorobą, nie potrafił dłużej walczyć. Trzeba robić więcej dla podniesienia świadomości potencjalnych dawców, może wtedy wcześniej dostałaby szpik i wciąż była wśród nas?- dopytuje.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje