Dwa tygodnie w syryjskim piekle. Reportaż Jonathana Littella

Prezentujemy fragmenty książki Jonathana Littella "Zapiski z Homs". Littell przedostał się nielegalnie na teren ogarniętej wojną Syrii. Jego "Zapiski" wstrząsają: to obraz wojny widzianej od środka.

Na ulicy z mieszkańcami. Dzielnica jest zrujnowana, wszystkie domy naprzeciw rogatki są podziurawione przez pociski dużego kalibru i przez bomby. Pokazują mi fragment pocisku, coś w rodzaju bomby kasetowej (cluster bomb).

Reklama

Siedem osób w dzielnicy zginęło na miejscu, szesnaście zostało aresztowanych. Żołnierze przychodzą z rogatki, wyważają drzwi i aresztują ludzi. Nie ma tu zbyt wielu bojowników WAS, nie mogą im więc w tym przeszkodzić.

Ta okolica jest spokojniejsza mniej więcej od 6 stycznia, odkąd do Homs przyjechali arabscy obserwatorzy. Ale trzy tygodnie temu zdarzyły się tu trzy krwawe dni: pierwszego dnia - osiemnastu zabitych, drugiego dziewięciu, trzeciego siedmiu. Ostrzeliwano ceremonie pogrzebowe, byli ranni. Pewien mężczyzna pokazuje mi bliznę po pocisku, który przeszył mu nogę na wylot.

Dwaj żołnierze WAS przyjeżdżają na motorze. Niedawni dezerterzy. Pokazują książeczki wojskowe armii i pozują dumnie z odkrytymi twarzami.

WAS ma trudności z ulokowaniem się tu z powodu wieżowców [uniwersytetu], które górują nad dzielnicą, oraz snajperów. Żołnierze zjawiają się tu licznie tylko w razie walk. Wieżowce są nie do zdobycia, strzegą ich BRDM-y i dwustu żołnierzy, broniących dostępu do snajperów na piętrach.

Meczet Hamzi. Nowiusieńki, jeszcze nieskończony i niepoświęcony. Dziury po kulach i pociskach artyleryjskich, powybijane szyby. Gdy przez nie spojrzeć, widać wieżowce. Wchodzi się od tyłu, przemykając pod ścianą, na oczach potencjalnych snajperów, sytuacja jest trochę niekomfortowa. Ale nic się nie dzieje. Wnętrze jest przestronne i nagie, praktycznie wykończone, chociaż nie całkiem. Depczemy zbite szkło. Wspinamy się na dach, chodzimy wokół kopuły; nie zapuszczamy się na stronę widoczną z wieżowców, nie warto kusić losu.

W samochodzie rozmowa z Imadem na temat wstępu do kliniki [Abu Bariego]. Imad nie chce kłopotów. Żeby wejść, musimy mieć pozwolenie od Abu Chattaba.

*

Powrót do Rady Wojskowej. Jakiś mężczyzna opowiada: jego siostrzenica S.Sz., dwadzieścia dwa lata, studentka literatury arabskiej i fryzjerka, została porwana przez służby bezpieczeństwa cztery i pół miesiąca temu, w sierpniu. Szła właśnie do swojego salonu fryzjerskiegow Insza'at, w pobliżu meczetu Kuba. Nie było żadnych powodów, żeby ją aresztować, niczego nie zrobiła; porwano ją o 8.00 rano, na długo przed manifestacją. Uwolnieni ludzie widzieli ją i powiedzieli, że była w siedzibie wywiadu lotniczego, co potwierdził później amid*, gdy przyszli do niego szejkowie, jak to mają w zwyczaju w razie porwań kobiet. Amid wywiadu lotniczego nazywa się Dżawdad i jest druzem. Natomiast generał dowodzący w Homs jest alawitą i nazywa się Jusif Wannus.

W czasie gdy rozmawiamy, grzmią serie z karabinów.

Strzelają ludzie z Kefar Aja, z rogatki, którą widzieliśmy.

Wielka dyskusja: oficerowie znają dziewczyny, które były maltretowane, gwałcone, ale zgodnie z panującymi tu zasadami ich rodziny nigdy nie pozwolą nam z nimi porozmawiać. Wstyd jest zbyt duży. Raid próbuje ich namówić, po raz kolejny.

Dzwonią po nas, chcą nam pokazać pogrzeb szahida. Zanim dotarliśmy do meczetu, ciało wyniesiono. Powiedziano nam, że zginął od wystrzałów, które słyszeliśmy, ale wydaje się to mało wiarygodne.

*

Imad wiezie nas do swojej lecznicy. Dwaj jeńcy nadal tu są, leżą pod kocami. Lekarz opatruje przestrzeloną kostkę jednego z nich. Drugi jest ranny w rękę. Są młodzi, lekko zarośnięci, to sunnici z Idlib. Ten ranny w rękę nazywa się Ahmad H. i ma dwadzieścia lat. Opowiada: przyjechali do Baba Amr w wojskowej karetce, żeby odebrać rannego żołnierza, to było w piątek, trzynastego. To ich towarzysze ostrzelali ich z Wieży przy ulicy Brazil, zanim dotarli do rannego. Dlatego zawrócili i przyjechali do Baba Amr. Gdy tylko wyzdrowieją, przyłączą się do WAS.

Lekarze zmieniają opatrunki. Ahmad H. stracił mały palec u prawej ręki. Znosi zabiegi ze stoickim spokojem, tylko lekko się krzywi.

Sztuka robienia dobrych zdjęć bez jednej choćby twarzy.

Po zabiegach spotykamy się w gabinecie z Imadem i lekarzem. Ten ostatni wyjaśnia, dlaczego nie pracuje w drugim punkcie sanitarnym: to niemożliwe z powodu monopolu Abu Bariego. Lekarze nie mają nic do powiedzenia, Abu Chattab też nie. Postanawiamy wrócić i zbadać sytuację po obietnicach [Muhannada al'Umara].

Mały spacer z kliniki Imada do kliniki Abu Bariego, nadal z Adamem. Na rogu ulicy jemy ful, palcami, z małych miseczek, stojąc obok wędrownego sprzedawcy. Raid kupuje safihy z mięsem i serem, pijemy także sok z ful zamiast zupy. Na końcu alei zachodzi słońce, barwiąc szarość na pomarańczowo. Rozlega się jeszcze kilka wystrzałów.

17.30. Docieramy do kliniki. Kolejna bardzo ostra kłótnia między Raidem a Abu Barim, który kategorycznie zabrania nam wejść. Mówi do swoich przyjaciół, że Rada Wojskowa zakazała nam wstępu. Raid dzwoni do Muhannada, po czym przekazuje słuchawkę Abu Bariemu, ale ten się rozłącza, nie oddając nam słuchawki, i mówi, że Muhannad potwierdza jego słowa. "Al-Madżlis al-Askari Muhannada zakazują wam tego". Napięcie rośnie. Raid: "Walczycie z Baszszarem, a chcecie zastąpić jego reżim takim samym autorytaryzmem. Tutaj to ty wszystko kontrolujesz, o wszystkim decydujesz, lekarze trzymają gęby na kłódki. Decydujesz o wszystkim, wbrew zdaniu Rady Wojskowej, wbrew zdaniu lekarzy". - "Skoro jesteśmy gorsi niż reżim, to ty tu nie wejdziesz". Dochodzi do gróźb. "Jeśli tu zostaniesz, zobaczysz rzeczy, których nie chcesz widzieć". - "Grozisz mi?" - "Tak, grożę ci". Zatem odchodzimy coraz dalej i czekamy na Imada, który zabiera nas do samochodu.

18.00. Imad wiezie nas do trzeciej kliniki, tej prawdziwej, w której właśnie urządzają salę operacyjną na wypadek blokady Baba Amr.

Al-Musanna, aptekarz, poznał Raida w czasie jego poprzedniego pobytu. [Podkreśla, jak wszyscy jego koledzy po fachu, kwestię ryzyka personelu medycznego]. "Praca lekarza w Baba Amr jest bardzo niebezpieczna. Jeśli opuścimy dzielnicę, mogą nas zaaresztować i uwięzić na trzy do sześciu miesięcy tylko po to, żeby uniemożliwić nam pracę". Trzej lekarze z Baba Amr zostali aresztowani, a także dwóch aptekarzy i pielęgniarze. Większość z nich uwolniono. Jeden z aptekarzy, Djamal F., został zabity w czasie odsiadki, cztery miesiące temu.

Język gestów: "Patrzą ci w dokumenty, widzą: jesteś z Baba Amr, i aresztują". Al-Muthanna od pół roku nie opuścił granic dzielnicy.

Wchodzi Abu Ibrahim, pielęgniarz, który trafił do więzienia we wrześniu. Pracował w szpitalu państwowym. Doniesiono na niego, że leczy rewolucjonistów, i został aresztowany. Odgrywa scenę, gestykulując zamaszyście, i opowiada: bili go kijem, zawiązali oczy, "Ty, chodź tutaj!", mocne ciosy. Chłostali go grubym kauczukowym kablem i razili prądem. Pokazuje nam blizny na nogach. Rany się zainfekowały, bo warunki higieniczne były bardzo złe, żadnego prysznica.

Został zatrzymany przez armię, potem przewieziony - nie wie dokąd, bo miał zawiązane oczy (z obawy, że ktoś go zidentyfikuje, nie chce nam podać szczegółów).

Ale mówi, że obchodzili się z nim stosunkowo dobrze. Jako pielęgniarz miał prawo do specjalnego traktowania: nie połamali mu kości. Później mógł leczyć innych więźniów.

Szczegóły tortur: pierwszego dnia był maltretowany dziewięć godzin. Następnie, po czterech dniach - maltretowano go znowu. Wynika to z rotacji przesłuchujących. Był przesłuchiwany trzy razy w ciągu dwunastu dni, za każdym razem - torturowany. Podwieszano go przy ścianie za nadgarstek, na plastikowej lince, przez cztery-pięć godzin dotykał ziemi tylko palcami u stóp: to asz-szaba, specyficzna metoda. Pokazuje tę pozycję.

Spędził w wiezieniu miesiąc. Wypuścili go, bo nic na niego nie znaleźli i niczego mu nie mogli udowodnić. Wszystkiemu zaprzeczył i w końcu dali mu spokój.

Fragment książki "Zapiski z Homs" Jonathana Littella w przekładzie Magdaleny Kamińskiej-Maurugeon. Wydawnictwo Literackie, w księgarniach od 24 stycznia 2013 r.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje