Gregorowicz: Najgorszą metodą wobec Rosji jest appeasement

Polityka Rosji nie posiada żadnych znamion szaleństwa. Jest dokładnie zaplanowana, dlatego należy absolutnie wykluczyć jakąkolwiek przypadkowość czy spontaniczność . W sytuacjach dla siebie niedogodnych stosuje kontrowersyjną metodę wywoływania incydentów i pilnego obserwowania reakcji przedmiotu swoich działań - przekonuje doktor Stanisław Gregorowicz, dyplomata i były radca RP w Moskwie, adiunkt w Polskiej Akademii Nauk. - Moskwa w ostatnim czasie tak bardzo odsunęła się od Europy i Ameryki, że powrót na poprzednią drogę, czyli w miarę rozsądnego współżycia i współpracy z Zachodem oraz powołanymi przez niego organizacjami - w tym NATO - stał się bardzo mało prawdopodobny - dodaje.

Putin największym beneficjentem

Po tragicznych wydarzeniach w Paryżu bardzo szybko  wyszło na jaw, że zepchnięcie Rosji do narożnika jest działaniem  obliczonym na krótką metę, a  największym beneficjentem ponownie okazał się  - tymczasowo i tylko pozornie odsunięty na boczny tor - Władimir Putin. Sprytnie wykorzystując  sytuację w Syrii, nie tylko wrócił do stołu, ale zajął krzesło głównego rozgrywającego. Czy zatem sparaliżowana strachem przed dżihadystami Europa "odpuści"  Putinowi zbrojny najazd na Ukrainę?

Reklama

Doktor Stanisław *Gregorowicz przestrzega, że stosowana wobec Rosji polityka ustępstw może zapędzić  Zachód w ślepy zaułek.  - Najgorszą metodą, jaką można zastosować wobec Moskwy jest  appeasement. Niestety, jego przejawy mogliśmy zaobserwować w momencie, gdy rozpoczęła się bezpośrednia i otwarta agresja Rosji wymierzona przeciwko Ukrainie. Podjęto wówczas działania hamujące, ale one okazały się niewystarczające - argumentuje.

Grzech Europy - zaniedbanie

"Przymykanie oczu"  i uleganie urokowi Moskwy zaczęło się jednak znacznie wcześniej.  - Przez minione dwa dziesięciolecia Zachód przyglądał się polityce Rosji z daleko idącą wyrozumiałością  i tolerancją dla wszystkich przemian, które dawałyby choćby odrobinę nadziei na transformację z zagrażającej światu totalitarnej machiny w mniej lub bardziej demokratyczne państwo obywatelskie. Oczywiście,  z uwzględnieniem rosyjskiej specyfiki, ale z demokratycznie wybieraną władzą i nastawioną na zaspokojenie potrzeb obywateli  i zapewnienie dalszego rozwoju gospodarką - wskazuje ekspert.

Brawurowa gra jednego aktora

Mit przez pewien czas udawało się podtrzymywać, między innymi dzięki  wybornej grze obserwowanej w teatrze jednego aktora, jakim stał się Kreml.  - Jeszcze w czasach "pomarańczowej rewolucji" Władimir Putin starał się przedstawiać Rosję jako wolne państwo, a siebie jako  zwolennika daleko idących gospodarczych reform,  wolnego rynku oraz demokratycznych metod rządzenia -  punktuje dyplomata.

W potrzasku propagandy

Na lansowanym przez Kreml  idealnym wizerunku jego gospodarza szybko pojawiły się pęknięcia, a naznaczone sowiecką symboliką  decyzje wprost dezawuowały kłamliwą grę.  - Kiedy wróciłem do Moskwy w 2003 roku, byłem świadkiem uroczystości zorganizowanych z okazji 50. rocznicy śmierci Józefa Stalina. Rozkręcono wówczas wielką kampanię propagandową i przedstawiono Stalina  w roli największego  polityka w dziejach związku sowieckiego, co w zestawieniu z jego zbrodniami popełnionymi na przedstawicielach opozycji było bardzo niesmaczne - recenzuje ekspert.

Gigantyczna centralizacja władzy

Wątpliwości co do prawdziwych zamiarów Władimira Putina, który skupił w swoich rękach pełnię władzy, przybywało w błyskawicznym tempie. - Najbardziej symptomatyczna okazała się  sprawa aresztowania Michaiła Chodorkowskiego, która pokazywała zupełnie inny kierunek niż ten, który wyznaczył Władimir Putin. On sam właśnie w tym czasie zaczął się rozglądać za jakąś ideologią, która zaznaczyłaby jego wyjątkową pozycję. Pierwsza, na jaką się natknął, był związek sowiecki - argumentuje dr Gregorowicz.

Kolejną cezurą okazał się rok 2006. W październiku znaleziono w windzie ciało niezależnej dziennikarki Anny Politkowskiej, a miesiąc później radioaktywnym polonem został otruty  były funkcjonariusz KGB i FSB Aleksander Litwinienko. Obydwa morderstwa, które opinia światowa ostatecznie przypisała Kremlowi, wywołały powszechne oburzenie, a potem niesmak.

 - Zjawisk tego typu nie można  lekceważyć. One mają bardzo istotne znaczenie i bezpośrednio wpływają na kształt polityki rosyjskiej, która moim zdaniem zmierza  w bardzo złym kierunku - tworzenia państwa autorytarnego; wyposażonego w absolutną władzę - ostrzega ekspert.

Pogwałcone zasady i zbrojna napaść

Ostanie półtora roku zweryfikowały wszystkie pokładane w Rosji nadzieje oraz przyjęte przez wiele państw zachodnich - w tym przede wszystkim Niemcy, które w obecności  Władimira Putina na Kremlu widziały głównie czynnik stabilizujący - założenia.

- Działania wojskowe  Moskwy wobec  Kijowa, a przede wszystkim jawne zlekceważenie przyjętych na forum międzynarodowym zobowiązań gwarancyjnych, dokonanie zbrojnej napaści na terytorium Ukrainy, anektowanie jej integralnej części, czyli Krymu oraz otwarte wspieranie separatystów, postawiło na nowo wszystkie zasadnicze pytania dotyczące celów polityki zagranicznej Federacji Rosyjskiej jak i metod jej realizacji - wylicza  dyplomata.

Lokalna operacja czy sen o wielkim ZSRR?

Czy mamy do czynienia  z przyjętym przez Rosję szerokim planem uzyskania przy pomocy wszelkich dostępnych, w tym zbrojnych, środków, strefy wpływów w Europie nawiązującym do stanu posiadania Związku Sowieckiego, czy też z lokalną operacją w ramach tak zwanego planu reintegracji obszarów dawnego ZSRR, który w latach 90. został ponownie przywołany przez Władimira Putina ?

Radykalizacja metod działania

- Wiele przesłanek wskazuje na to, że w polityce zagranicznej Rosji w następstwie widocznych od dłuższego czasu czynników zewnętrznych, jak również tych wewnętrznych znamionujących nadciąganie kryzysu strukturalnego, zachodzi wysoko niepokojąca przemiana w kierunku radykalizacji stosowanych metod działania dla osiągnięcia stawianych sobie celów zarówno z powodów spektakularnych, jak i być może strategicznych - dowodzi ekspert.

Skalkulowana na zimno strategia sprawia, że w grę nie wchodzi żaden przypadek. - Polityka Rosji nie posiada żadnych znamion szaleństwa. Jest dokładnie zaplanowana, dlatego należy absolutnie  wykluczyć możliwość  spontanicznych działań. W sytuacjach  dla siebie niedogodnych stosuje kontrowersyjną metodę wywoływania incydentów i pilnego obserwowania reakcji przedmiotu swoich działań. Jeśli pojawi się przerażenie - idzie naprzód, w przypadku jakiegoś oporu -  wyczekuje i zachowuje się tak, jakby nic się nie stało - dodaje.

Receptą - jak przekonuje ekspert -  jest konsolidacja, zdecydowanie i asertywność w decyzjach podmiotów przeciwdziałających polityce agresora. 

Brutalna rzeczywistość

Odważnych ruchów ze strony Zachodu  na horyzoncie jednak jak na razie nie widać, co tylko zwiększa ryzyko najgorszego scenariusza. - Moskwa w ostatnim czasie  tak daleko odsunęła się od Europy i Ameryki, że  powrót na poprzednią drogę, czyli w  miarę rozsądnego współżycia  i współpracy z demokracjami zachodnimi oraz powołanymi przez nie organizacjami - w tym NATO  - stał się bardzo mało prawdopodobny - puentuje ekspert.

***

*W Krakowskiej Wyższej Szkole Europejskiej odbyła się Konferencja "Polska-Niemcy-Rosja-NATO. Czy Polska jest stracona dla Zachodu?". Dr Stanisław Gregorowicz - adiunkt w Polskiej Akademii Nauk, długoletni dyplomata RP w Moskwie był na niej jednym z panelistów.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje