Guy Verhofstadt: Unia znalazła się na rozdrożu. Polska ma kluczowe znaczenie

- Donald Tusk przewodniczy Radzie Europejskiej w sposób, jaki lubię: konkretny i zorientowany na rezultat. To przynosi efekty - mówi Interii Guy Verhofstadt, były premier Belgii, szef frakcji liberałów i demokratów w Parlamencie Europejskim. Z belgijskim politykiem rozmawialiśmy również o Grecji, uchodźcach, roli Niemiec czy wyborach w Polsce.

62-letni Guy Verhofstadt to jeden z najbardziej wpływowych europejskich polityków. W latach 1999-2008 był premierem Belgii, a obecnie jest przewodniczącym frakcji liberałów i demokratów w Parlamencie Europejskim.

Reklama

Telewizja CNN nazwała go polityczną gwiazdą rocka, komentując w ten sposób jego pełne pasji wystąpienia w Brukseli. Przemówienie, na którym Verhofstadt krzyczy - ale życzliwie krzyczy - na premiera Grecji Aleksisa Ciprasa zostało odtworzone prawie milion razy.

Guy Verhofstadt to przy okazji niestrudzony federalista, który wierzy w jak najgłębszą integrację europejską, czego dowody bez trudu odnajdziecie w naszym wywiadzie.

English version of the interview you can find HERE

Michał Michalak, Interia: Nie tylko Grecy, ale również europejscy analitycy ocenili porozumienie strefy euro z Grecją jako upokarzające dla tego kraju. Mylą się?

Guy Verhofstadt: - Negocjacje w tej sprawie były ekstremalnie trudne. Przez kilka miesięcy Grecja i reszta członków Eurostrefy znajdowali się w głębokim pacie. Żałuję, że dopiero po miesiącach negocjacji i 17-godzinnym spotkaniu strefy euro udało się wypracować kompromis.

- Fundamentalnym problemem Grecji w ostatnich dekadach był brak reform. Mam nadzieję, że premier Cipras wykorzysta nadarzającą się szansę do radykalnego zreformowania swojego kraju. Nie dlatego, że tak mu każe Unia Europejska, tylko dlatego, że jego własny naród ma już dość klientelistycznego i skorumpowanego systemu politycznego. To jedyna droga do tego, by Grecja miała w przyszłości zrównoważoną gospodarkę.

Aleksis Cipras powiedział jednak, że nie wierzy w powodzenie nowego planu, a Janis Warufakis stwierdził, że będzie on "katastrofą" dla greckiej gospodarki. Czy te reformy zadziałają?

- Cipras mówił, że negocjacje były bardzo ciężkie, ale zadeklarował, że podejmie się zreformowania Grecji. Ma przy tym wsparcie parlamentu. W czwartek grecki parlament przyjął drugi pakiet uzgodnionych rozwiązań przy 230 głosach na "tak", 63 głosach na "nie" i 5 nieobecnościach. Janis Warufakis również głosował "za".

- Reformy są niezbędne i widzę polityczną wolę do skutecznego ich wprowadzenia. Grecja musi się zmienić. Kraj, który nie jest produktywny, który nie egzekwuje prawa, który stracił walor konkurencyjności będzie miał problemy, by pozostać w Eurostrefie. Cieszę się, że Cipras w końcu pokazał, że jemu również zależy, by to zmienić.

Problemy występują nie tylko w Grecji. Co z innymi krajami zmagającymi się z wysokim bezrobociem i długami? Czy widać jakieś światełko w tunelu?

- Europa rzeczywiście zmaga się z dużymi problemami takimi jak wysoka stopa bezrobocia, brak konkurencyjności i niski wzrost gospodarczy. Główną przyczyną tych problemów jest to, że stworzyliśmy wspólną walutę pozbawioną wspólnej polityki. Musimy wyciągnąć wnioski z tego kryzysu i dokonać niezbędnych zmian.

- Unia monetarna, z 19 narodowymi prawami weta, nie może dobrze funkcjonować. Jeśli Europa chce wyjść z kryzysu, Eurostrefa musi już teraz wprowadzić radykalne reformy, które stworzą autentyczną unię polityczną i gospodarczą. Mówiąc konkretnie, kraje UE, które wprowadziły euro, powinny podzielić się suwerennością poprzez wspólne zarządzanie długiem i wspólną europejską skarbowość.

Czy kraje UE powinny być bardziej solidarne w sprawie uchodźców? Czy powinny obowiązywać obligatoryjne kwoty imigrantów dla każdego państwa? Czy jest jakiś długofalowy plan rozwiązania problemu nielegalnej imigracji?

- Rzeczywiście, uważam, że kryzys imigracyjny nie jest wyłącznie sprawę Grecji czy Włoch. To problem Europy i wymaga rozwiązania ogólnoeuropejskiego. Jestem zwolennikiem obligatoryjnych kwot dla państw członkowskich, ale przede wszystkim powinniśmy się zająć przyczynami tego problemu.

- Musimy zniwelować bodźce, które sprawiają, że młodzi Afrykanie podejmują niebezpieczną podróż, by znaleźć lepsze życie w Europie. Możemy to uczynić poprzez inwestowanie w bezpieczne przystanie w Afryce, gdzie ludzie, którzy uciekają przed wojną, będą mogli znaleźć schronienie. Zamiast nakładać na nich obowiązek zwracania się o azyl w Europie, powinniśmy stworzyć system, który pozwoli na wydawanie wiz humanitarnych w ambasadach.

- Musimy pomóc im zbudować lepsze życie w Afryce poprzez stworzenie możliwości, których obecnie nie mają. Powinniśmy dać Afryce narzędzia do tego, by stała się zamożniejsza i bezpieczniejsza. Możemy to zrobić, otwierając nasze rynki zbytu na produkty rolne z Afryki, zacieśniając współpracę w działaniach pokojowych i usprawniając pomoc prorozwojową.

- Dopóki życie w Afryce będzie niebezpieczne i pozbawione perspektyw, dopóty ludzie będą próbowali przedostać się do Europy. Naszym obowiązkiem jest stworzyć Afryce warunki do rozkwitu.

Czy to dobrze dla Unii, że pozycja Niemiec jest tak silna?

- Niemcy to rzeczywiście bardzo silne państwo, ale błędne jest założenie, że Niemcy o wszystkim decydują. W ostatnich tygodniach kluczową rolę odegrał prezydent Francji Francois Hollande, ponadto kraje środkowej i wschodniej Europy są coraz ważniejsze. Fakt, że Donald Tusk stanął na czele Rady Europejskiej, jest dowodem na to, jak mocna stała się pozycja Polska na europejskiej scenie.

- Koniec końców państwa członkowskie stają się silne, jeśli potrafią współpracować na poziomie europejskim. Żaden kraj nie jest wystarczająco silny, by samodzielnie odgrywać znaczącą rolę na poziomie globalnym. Przyjmując za punkt odniesienia Indie, Chiny czy Stany Zjednoczone, każdy kraj w Europie jest mały w kontekście globalnym.

- W naszym interesie jest bliska współpraca, a instytucją, która reprezentuje nas wszystkich - w bezpartyjny sposób - jest Komisja Europejska. Dlatego uważam, że Komisja powinna otrzymać niezbędne prerogatywy i zaufanie, by działać w imieniu całej Unii Europejskiej.

Jesienią w Polsce czekają nas wybory parlamentarne. Pan publicznie poparł partię Ryszarda Petru. Jak bardzo Bruksela jest zainteresowana tym, co wydarzy się w Polsce? Jakie ma to znaczenie dla Unii Europejskiej?

- Z brukselskiej perspektywy: Unia znalazła się na rozdrożu. Nie ma szans, byśmy mogli mierzyć się z Rosją na wschodzie i z kryzysem imigracyjnym na południu bez silnej UE. Nie będziemy w stanie wygrać przyszłej walki o zasoby naturalne bez zdolności wywierania nacisku przez całą Unię.

- Polska ma w tym kontekście kluczowe znaczenie. To jedno z największych państw i jedna z najszybciej rozwijających się gospodarek. Z perspektywy kogoś z zewnątrz, uważam, że potrzebne jest w Polsce znaczne wzmocnienie zasady praworządności, zmodernizowanie sądownictwa i rynku pracy, umożliwienie Polakom - znanym w Europie ze swoich wysokich kwalifikacji - odniesienia sukcesu we własnej ojczyźnie, stworzenie trwałego oparcia dla opieki społecznej, służby zdrowia i systemu emerytalnego, a także sprawienie, by Polska była w stanie rywalizować na międzynarodowych rynkach.

- Polska potrzebuje proeuropejskiej siły politycznej mającej odwagę, by podejmować niezbędne reformy. Takiej odważnej, nowoczesnej siły w Polsce brakuje. Siły, która wprowadzi Polskę do samego centrum Unii Europejskiej. "Nowoczesna" ucieleśnia tę wizję i dlatego popieram Ryszarda Petru.

Jak Donald Tusk radzi sobie jako Przewodniczący Rady Europejskiej? Na brukselskich korytarzach krążyły słuchy, że nie przepadacie za sobą...

- Te plotki nie są prawdziwe. Mam bardzo dobre relacje z Donaldem Tuskiem. Przewodniczy Radzie w sposób, jaki lubię: konkretny i zorientowany na rezultat. To przynosi efekty. Udało się uniknąć Grexitu i wypracowano porozumienie w sprawie polityki imigracyjnej. Porozumienie to nie jest satysfakcjonujące z mojego punktu widzenia, ale nie jest to wina przewodniczącego Donalda Tuska. Pokazał, że potrafi działać efektywnie i ma moje pełne poparcie, by zachęcać państwa członkowskie do jak najściślejszej współpracy.

Czy pana ambicją pozostaje stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej? Co chciałby pan osiągnąć - dla siebie i dla Europy?

- Jestem liderem Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy i bardzo lubię swoją pracę. Moi koledzy z Parlamentu Europejskiego i ja ciężko pracujemy, by wyjaśnić ludziom, że jest możliwa inna droga dla Europy. Że musimy przełamać impas, w jakim się znaleźliśmy, musimy być śmiali i odważyć się zmienić Europę na lepsze. A to oznacza, że powinniśmy ściślej współpracować nad tym, by Europa prosperowała lepiej, by była bezpieczniejsza i by jej znaczenie rosło. To mój cel i temu zamierzam się poświęcić w najbliższych latach. 

Dowiedz się więcej na temat: Guy Verhofstadt | wywiady | Donald Tusk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje