Henryk Martenka: Z dziennika trenera

Czwartek. Dostałem propozycję nie do odrzucenia: poprowadzić drużynę, która ma wygrać. Co tam ma wygrać! Musi wygrać Euro 2012! Najważniejsza jedenastka w tysiącletnich dziejach kochanej ojczyzny. Nie podali mi tylko nazwisk. Trochę mnie to dziwi, ale ponoć to nieistotne. Ważne są bowiem funkcje, nie ludzie, usłyszałem.

Piątek

Reklama

Pierwszy trening. Wietnamczycy wpuścili nas grzecznościowo na Stadion Dziesięciolecia. W końcu tu będzie się działo Euro 2012. Moja drużyna to praktycznie rząd Jarosława Kaczyńskiego. Założenie strategiczne słuszne. Co najmniej pięcioletnie. Skoro ten rząd, przepraszam, drużyna ma wygrać, nie wolno jej zmieniać. Musi trwać! Trochę to przewrotne, chytre takie, bo nazwisk nie podali, więc zawodników będą wymieniać, ale drużyna zawsze będzie ta sama. Zaczynam podejrzewać, że mistrzostwa będą wyłącznie PiS-owskie. Sukces gigantyczny, ale jak coś pójdzie nie tak? Wtedy otworzą piwnicę w IPN i się okaże, że to Tusk z Komorowskim zepsuli największe polskie dzieło stulecia.

Sobota

Oglądam na wideo wczorajszy trening. Agencja Bezpieczeństwa już nagrywa wszystko, co wiąże się z Euro 2012. Oglądam i włos się trochę jeży. Zapału na boisku tyle, że może nastąpić samozapłon. Ale umiejętności? Jezusie nazareński! Jak ich nauczyć gry? Niby drużyna, ale żaden zespół! Sami się mi poustawiali w polu. W bramce stanął stary doktor Religa. Biegać, to już nie pobiega, ale postać może. Na linii obrony mają walczyć do krwi ostatniej zawodniczki: Zyta Gilowska, Anna Kalata i Anna Fotyga. Gdyby jednak dziewczyny przepuściły zmasowany atak przeciwnika, na pozycji stopera wmurował się niejaki Jędrek Aumiller, który niejeden atak już przetrzymał. To samoobrońca środkowy. Jeśli i ten zawiedzie, bramkarz będzie musiał robinsonować. O ile serce mu wytrzyma. Rozgrywającym ustanowił się premier w osobie własnej. Niby sensowne, to on będzie rozrzucał piłkę, czyli organizował pracę. Swymi pomocnikami mianował hyżego Gosia i pogodnego Jasińskiego. Trochę ryzykowne, bo pierwszy wyrywny bardzo, ale nóżki ma krótkie, więc musi młócić nimi jak Miś Jogi, a to męczy bardzo. Drugi, starszawy, mocny, niespecjalnie do biegania skory. Ale lojalny jest i żywy pola nie odda. I atak... Matko Boska Trybunalska! Dostojny Ujazdowski i znerwicowany Lipiec. Jak grać, żeby wygrać? Może co z ławki rezerwowych dobiorę? A może premier zrekonstruuje rząd i pojawią się nowi zawodnicy?

Niedziela

Dziś nie ma treningu. Rząd poszedł do kościoła, choć to ja powinienem w modłach nie ustawać. Wieczorem kurier z Kancelarii Premiera przyniósł mi wniosek, bym się natychmiast oświadczył lustracyjnie. Zapytał też, czy nie znam adresu tego Blattera z UEFA, bo premier zażądał, by - skoro mamy współpracować - on też się zlustrował.

Poniedziałek

Dziś też nie ma treningu. Ministrowie udali się na prowincję, by uroczyście otworzyć 700 metrów nowej drogi ekspresowej. Na stadion przyszedł za to masażysta z Samoobrony, ale gdy zapytał, gdzie jest zboże, co ma je wysypać, wyrzuciłem go za bramę.

Wtorek

Dziś, jak co tydzień, jest posiedzenie rządu, więc drużyna nie może trenować, tylko bije pianę. Prasa pisze, że bukmacherzy wyżej oceniają szanse Ukraińców niż Polaków. Kur..., jak tak dalej pójdzie, to nawet Trynidad i Tobago będą mieli wyższe szanse niż my.

Środa

Na boisko wybiegły tylko moje dziewczyny. Dwie poznałem od razu, trzeciej zaś nie, bo się przebrała za bramkę. Ania Fotyga, jaka to miła i dowcipna zawodniczka. Czekaliśmy kilka godzin na mężczyzn, ale radio podało, że rząd (czyli moja drużyna!!!) zebrał się w pokoju hotelu sejmowego. Kupiono ponoć kilka puszek piwa i hałaśliwie czczono wybór Gosia na wicepremiera i Dorna na marszałka Sejmu. Chyba strzelę do siebie z bliskiej odległości!

Czwartek

Gramy sparring z drużyną pierwszorocznych kleryków z Niepokalanowa. Do przerwy było 14 do zera, więc przerwałem mecz pod pretekstem wyjazdu premiera do Kuwejtu. Potem się okazało, że mogliśmy grać dalej, bo cofnięto zgodę na przelot samolotu z Kaczyńskim nad Irakiem, a premier z jakiegoś powodu nie chciał ryzykować alarmu przeciwlotniczego. Ciekawe, czy mamy premiera rezerwowego? Czwartek (późna noc) Byłem u wróżki. Co mnie czeka? Jak wygramy, splendor i tak spadnie na premiera i jego drużynę. Jak przegramy, pohańbiony zostanę na wieki. Nawet w Republice Mali nie dadzą mi posady trenera. A grać na zwłokę nie mogę, bo rok 2012 i tak nadejdzie. Wróżka poradziła, bym za wszelką cenę duszę swoją zgubioną ratował.

Piątek

Zapisałem się do Prawa i Sprawiedliwości.

henryk.martenka@angora.com.pl

Dowiedz się więcej na temat: trening | Euro 2012

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje