Kaczyński wraca do gry

Po kilku miesiącach milczenia Jarosław Kaczyński zaczął brać aktywny udział w kampanii wyborczej prowadzonej przez Prawo i Sprawiedliwość. Oznacza to spore zmiany w dotychczas stosowanej przez PiS strategii. Podczas wyborów prezydenckich prezes Kaczyński usunął się w cień, co zaowocowało zwycięstwem Andrzeja Dudy. Czy publiczne wystąpienia szefa partii mogą zaszkodzić kandydatce PiS na premiera Beacie Szydło? Na te i inne pytania w rozmowie z Interią odpowiada dr hab. Norbert Maliszewski, ekspert ds. zachowań politycznych z Uniwersytetu Warszawskiego.

Prezes Kaczyński w trakcie wakacji pojawiał się w mediach sporadycznie. Po konwencji Prawa i Sprawiedliwości, która odbyła się 12 września jego aktywność medialna znacznie wzrosła. Niewątpliwie przyczyniły się do tego korzystne dla PiS sondaże. Co to jednak oznacza dla Prawa i Sprawiedliwości?

- Jarosław Kaczyński miał być takim Piłsudskim. Miał się udać do symbolicznego Sulejówka i dlatego czasie kampanii prezydenckiej się wycofał - zauważa ekspert. - W czasie kampanii parlamentarnej też powinno być go jak najmniej. Jest on jednak pewnym obciążeniem dla kampanii PiS - dodaje dr hab. Maliszewski. 

Reklama

Według Maliszewskiego "Platforma Obywatelska zaplanowała taką pułapkę na PiS".  - Polega ona na tym, że przez długie miesiące inwestowała środki w to, aby budować wizerunek premier Ewy Kopacz, jako polityka, który rozumie przeciętnych Polaków. A także jako kobiety-premier, która ma lepszy kontakt ze społeczną rzeczywistością. W takim kontraście prezes Jarosław Kaczyński wypada gorzej - wyjaśnia specjalista ds. marketingu politycznego.

Dr hab. Maliszewski na łamach portalu Tajniki Polityki publikuje badania, które tego dowodzą. W bezpośrednim starciu Kopacz-Kaczyński, to obecna premier zyskuje większe poparcie (43 proc.), Jarosław Kaczyński byłby dobrym premierem tylko według 29 procent ankietowanych. Pozostali wyborcy (28 proc.) nie wiedzą, kto mógłby pełnić tę funkcję odpowiedzialnie.

Kto do debaty?

Kopacz już zapowiedziała, że domaga się debaty przedwyborczej z Jarosławem Kaczyńskim, bo to on jest prezesem Prawa i Sprawiedliwości. - Obserwujemy ostatnio aktywność pana prezesa Jarosław Kaczyńskiego i nie mamy wątpliwości, kto jest prezesem Prawa i Sprawiedliwości i nie mamy też wątpliwości, kto będzie premierem przyszłego rządu - mówiła premier. 

Według Maliszewskiego, to dla PiS niepokojące, bo "Kaczyński swoją aktywnością medialną deprecjonuje znaczenie kandydatki PiS na premiera, czyli Beaty Szydło". - To ma znaczenie w sytuacji, kiedy miałoby dojść do ewentualnej debaty - dodaje Maliszewski. 

- Główną twarzą partii na początku kampanii była Beata Szydło. Wzrosty PiS w sondażach wyhamowały, a Beata Szydło jest mimo wszystko lepiej oceniana niż Ewa Kopacz. Nie może się jednak przebić, bo bardziej atrakcyjny medialnie jest prezes Kaczyński - mówi ekspert. - Dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane. Kaczyński pojawia się publicznie z kilku powodów. Ma mobilizować twardy elektorat PiS. Ponadto, prezes pojawił w czasie kryzysu migracyjnego, aby zahamować przepływ prawicowych sympatyków do KORWiNa - dodaje.

- Powody aktywności Kaczyńskiego w mediach mogą dotyczyć też kwestii przywództwa. Wygrana PiS, kiedy prezes byłby nieobecny, obniża jego autorytet. Musi więc zaznaczać swoją obecność - mówi Maliszewski. - Naoliwiona maszyna PiS się ostatnio zacięła. Można to wiązać z pojawieniem się prezesa Kaczyńskiego - podkreśla specjalista ds. marketingu politycznego. 

- Zobaczymy, czy na końcówce kampanii Kaczyński wróci do strategii z wyborów prezydenckich, czy, tak jak w 2011 roku popełni jakąś gafę, która spowoduje, że PiS nie będzie miało większości, aby rządzić samodzielnie - podsumowuje dr hab. Norbert Maliszewski.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy