Kiedy nie ma drzwi, wchodzimy oknem

Krzyk. W nim zawierał się cały ból i lęk. To jedyny sposób w jaki 4-letnia Marta komunikowała się z otoczeniem, kiedy siostry Elżbietanki zabrały ją z domu dziecka. W karcie leczenia diagnoza: pęcherzowe odwarstwianie naskórka , na ciele rozległe rany i bąble.

- W wypisie ze szpitala czytałam, że Marta nie mogła być karmiona nawet przez smoczek. Bolesne pęcherze znajdowały się również wewnątrz jamy ustanej. Siostry robiły wówczas, co mogły. Poza podawaniem leków, by ulżyć dziewczynce, kąpały ją w krochmalu, moczyły obolałe nóżki w szałwii - opowiada siostra Weronika, dyrektor Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej Intelektualnie w Łopiennie.

Reklama

Ze względu na zdeformowane przez chorobę stopy, Marta nie chodziła. Rany powodowały, że każde dotknięcie sprawiało jej ból, dlatego początkowo była oddzielona od pozostałych mieszkańców Domu. Bała się innych - zarówno dzieci, jak i dorosłych.

Przez 17 lat pobytu w Łopiennie wiele się zmieniło. Dzięki leczeniu i rehabilitacji udało się złagodzić objawy choroby. W miejscu ran pojawiły się blizny. Mimo zdeformowanych stóp, Marta nauczyła się chodzić.

Kiedy ból staje się nieznośny, wsiada na wózek inwalidzki. Sama potrafi się ubrać, dobrać kolory i biżuterię. Ma wiele zainteresowań, uczestniczy w zajęciach w specjalnym ośrodku szkolno-wychowawczym. Potrafi pisać, choć przez chorobę deformacji uległy również ręce. Często inicjuje rozmowy, lubi być w centrum zainteresowania. Aż trudno uwierzyć, że kilkanaście lat temu zwyczajnie bała się ludzi.

49 historii

W Łopiennie mieszka jeszcze 48 innych osób, za każdą z nich kryje się inna, zazwyczaj trudna historia.

Jedni trafili tutaj jako maleńkie dzieci - prosto ze szpitala, gdzie porzucili ich rodzice. Inni zostali po prostu oddani. Ich bliscy, jak mówi siostra Weronika, nie poradzili sobie z ciężarem, jakim jest dziecko z postępującą niepełnosprawnością i upośledzeniem umysłowym. Dla tych dzieci Łopienno stało domem przez duże "D".

Są jednak i tacy wychowankowie, którzy spędzają tu pięć dni w tygodniu. W piątek przyjeżdżają rodzice, by zebrać ich do siebie na weekend. Codzienne obowiązki i praca nie pozwalają na zajmowanie się chorym dzieckiem, czasami dorosłym, wymagającym opieki niemal 24 godziny na dobę.

Każdy potrzebuje rodziny

Grażynka - jedna z podopiecznych - bardzo tęskni za swoją rodziną, która mieszka wiele kilometrów od Domu w Łopiennie. Ciągle prosi o to, by mogła ją odwiedzić.

- Zawozimy ją, bo te spotkania są jej potrzebne - przyznaje Maria Kopaszewska ze Stowarzyszenia Uśmiech Nadziei. - Taki kontakt jest bardzo ważny. Staramy się, by nasi podopieczni utrzymywali więzi ze swoją rodziną. Jeśli bliskich ten kontakt niezbyt interesuje, próbujemy go inicjować. Organizujemy m.in. pikniki rodzinne - to raczej rzadkie spotkania, ale bardzo emocjonalne. Widzimy, jak te relacje z rodziną się uzewnętrzniają, jak dzieci bardzo ich potrzebują - opowiada.

60 lat w Domu

Łopienno to ośrodek dziecięco-młodzieżowy, ale jak przyznają opiekunowie większość wychowanków przekroczyła 18. rok życia. W świetle prawa są dorośli, lecz intelektualnie pozostają na poziomie dzieci.

Zgodnie z pierwotnymi zasadami Dom mieli zamieszkiwać tylko do 30. roku życia. Z czasem się to zmieniło. Lekarze często wydawali opinie, że zmiana miejsca zamieszkania mogłaby spowodować poważną traumę. Dlatego zostawali. Najstarsza mieszkanka ma 68 lat, jest rekordzistką - w Łopiennie spędziła prawie 60 lat swojego życia.

Uczą się samoobsługi 

Czas jest tutaj ściśle zorganizowany. Każdego ranka część dzieci wyjeżdża na lekcje do specjalnego ośrodka szkolno-wychowaczego. Reszta pozostaje na miejscu, gdzie opiekunowie i terapeuci pomagają walczyć z chorobą i osiągać czasami najbardziej podstawowe sprawności - w programie określa się to mianem samoobsługi.

Wychowankowie uczą się nałożyć pastę na szczoteczkę i umyć zęby, samodzielnie założyć ubranie, zapiąć guziki, czy bardziej zaawansowane: umyć talerz, a potem go wytrzeć. - Bywa, że jedna czynność, jak nałożenie pasty, jest bardzo długo doskonalona, aż do skutku - mówi siostra Weronika.

Umycie rąk - codzienność dla przeciętnego dziecka - dla niejednego wychowanka stała się sukcesem, osiągniętym po długich godzinach ćwiczeń.  To dzięki samoobsłudze dzieci stają przed umywalką i wiedzą, że najpierw należy namydlić ręce, odkręcić wodę.  

Nadążyć za potrzebami

Łopienno powoli się rozwija. Trzy lata temu powstała tu sala doświadczania świata. - To mała salka, ale jesteśmy z niej bardzo dumni. Wyposażona jest w wodny materac, fotel do masażu. W środku jest ciemno. Znajdują się tam tylko kolorowe lampki, które mają za zadanie pobudzać zmysł wzroku. To właśnie w tym pomieszczeniu odbywa się muzykoterapia. - Poza zaletami dla rozwoju zmysłów podopiecznych jest to miejsce wyciszenia - dzieci łatwiej się skupiają, potrafią kontrolować swoje emocje. Taka mała oaza w oazie jaką jest Dom - wyjaśnia Maria Kopaszewska.

Przed rokiem w ogrodzie okalającym dom zbudowano siłownię zewnętrzną, gdzie pod okiem rehabilitantów mieszkańcy mogą ćwiczyć.

Jednak - by nadążyć za potrzebami wychowanków - Dom wymaga rozbudowy. Mieszkańcy Łopienna potrzebują przede wszystkim pełniejszej rehabilitacji. Zapewnić ją może gabinet do hydroterapii, sala warsztatów terapii ruchowej i aula do zajęć z rehabilitacji społecznej, które stały się podstawowym celem.

Kiedy nie ma drzwi, wchodzimy oknem

Sala warsztatów terapii ruchowej znajdująca w Łopiennie jest za mała.

Gabinetu do hydromasażu nie ma wcale, ale jak mówi Maria Kopaszewska, kiedy nie ma drzwi, próbują wchodzić oknem. W łazience, w wanience do hydromasażu odbywają się zabiegi z "hydroterapii". Ale nawet zabiegi wykonywane w tak ubogich warunkach przynoszą pozytywne efekty, dlatego walczą o gabinet z prawdziwego zdarzenia.

W ramach ogólnopolskiej akcji Kilometry Dobra trwa zbiórka na Fundament dla Łopienna, czyli początek rozbudowy. - Potrzebujemy 111,5 tys. złotych - duża kwota, ale możliwa do zebrania. Wiemy to, ponieważ w zeszłym roku w Kilometrach Dobra dzięki wielu życzliwym darczyńcom kupiliśmy naszej Kindze kamizelkę drenażową wartą prawie 32 tys. zł - komentuje Maria Kopaszewska, koordynatorka kampanii prowadzonej w Poznaniu.

Kinga ma swoją kamizelkę, której używa kilka razy dziennie. Nie musi już walczyć o każdy oddech. - Teraz może nie tylko swobodnie oddychać, ale cały czas jest z nami, a nie ma lepszego uzasadnienia dla pomagania, niż ocalone życie - podsumowuje siostra Weronika.

********

To również dzięki czytelnikom Interii udało się zebrać potrzebną sumę i zakupić kamizelkę drenażową. Za 32 tys. złotych podarowano oddech. Teraz cel dotyczy wszystkich wychowanków - 49 pokrzywdzonych przez los osób, które w Łopiennie odnalazły swój Dom i niezbędną pomoc. 

Wszyscy, którzy chcieliby wesprzeć rozbudowę ośrodka mogą dokonywać wpłat na Kilometry Dobra - Fundament dla Łopienna (tutaj)

Każda złotówka jest ważna w budowaniu Kilometrów Dobra dla Łopienna.

Zobacz także historię Kingi: Walka o każdy oddech

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy