KL Auschwitz: 71. rocznica likwidacji "Zigeunerlager"

W niemieckim obozie koncentracyjnym KL Auschwitz osadzono około 23 tysiące Romów. Przeżył co siódmy więzień, reszta zmarła z wycieńczenia lub została zamordowana. 2 sierpnia przypada 71. rocznica likwidacji rodzinnego obozu cygańskiego - "Zigeunerlager".

Masowe deportacje - uznanych przez nazistów za rasowo obcych i mniej wartościowych - Romów do obozu rozpoczęto w lutym 1943 roku. W ramach tej akcji do lipca 1944 roku, według szacunków Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, do Oświęcimia skierowano około 23 tysiące osób.

Reklama

W większości byli to obywatele Niemiec, Austrii, Czech i Polski, do Auschwitz przybywały też transporty romskich rodzin m.in. z Francji, Holandii, Jugosławii, Belgii, Związku Radzieckiego, Litwy czy Węgier.

Likwidacja obozu cygańskiego

Obóz istniał do 2 sierpnia 1944 roku. Wieczorem tego dnia około 3000 mężczyzn, kobiet i dzieci zostało zamordowanych w komorach gazowych. Całkowita liczba ofiar wśród Romów w trakcie II wojny światowej jest trudna do oszacowania. Według niektórych źródeł, na terenach okupowanych przez Niemców zginęło nawet 50 proc. mieszkających tam Romów.

Romowie długo zabiegali o pamięć o zagładzie. W 2011 roku Sejm RP przyjął uchwałę w tej sprawie. "W hołdzie Romom i Sinti, ofiarom niemieckiego nazistowskiego ludobójstwa, Sejm Rzeczpospolitej Polskiej ustanawia dzień 2 sierpnia Dniem Pamięci o Zagładzie Romów i Sinti" - czytamy w dokumencie.

15 kwietnia 2015 roku Parlament Europejski uznał ludobójstwo Romów w trakcie II wojny światowej i wezwał kraje członkowskie Unii Europejskiej do oficjalnego uznania tego faktu oraz do ustanowienia Europejskiego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu Romów.

W niedzielę przypada 71. rocznica likwidacji rodzinnego obozu cygańskiego w KL Auschwitz. Pierwsze oficjalne uroczystości odbyły się na terenie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w sobotę. Do Oświęcimia, oddać hołd pomordowanym, zjechali Romowie i Sinti z całego świata.

Mano Hoellenreiner: Świadek zagłady

Jednym z nich jest Mano Hoellenreiner, który do obozu trafił jako dziewięcioletni chłopiec. W piątek gościł w Krakowie na zaproszenie Fundacji Dialog-Pheniben i Centrum Kultury Żydowskiej. Chociaż od zakończenia wojny minęło ponad 70 lat, o bestialstwie jakiego doświadczył w Auschwitz wciąż opowiada drżącym głosem.

- Mam w głowie wiele obrazów. O części z nich nie chcę lub nie mogę mówić, bo żadne słowa tego nie wyrażą. Najgorszy był dr Mengele, który zrobił ze mnie swojego posłańca. To był diabeł. Eksperymentował na dzieciach, zoperował moich kuzynów. Nigdy się nie dowiedzieliśmy, co im zrobił - podkreśla Mano Hoellenreiner.

Spotkaniu towarzyszyła promocja książki pt. "Mano. Chłopiec, który nie wiedział, gdzie jest". Wspomnień świadka historii wysłuchała i spisała Anja Tuckermann. Przed paroma laty książka ukazała się w Niemczech i została bestsellerem. Rok temu, w 70. rocznicę likwidacji rodzinnego obozu cygańskiego - "Zigeunerlager", wydano ją w Polsce.

- Znam Mano od lat, ale dopiero niedawno poznałam jego historię. To szczególna książka, wiedziałam, że musimy wydać ją w Polsce. Udało się, za co dziękuję wszystkim osobom, dzięki którym było to możliwe. To opowieść o traumie i poszukiwaniu tożsamości po wojnie. Polecam również dlatego, że wciąż za mało jest w Polsce publikacji o zagładzie Romów i Sinti - zaznacza  Joanna Talewicz-Kwiatkowska z Fundacji Dialog-Pheniben, która wraz z wyd. Nisza doprowadziła do publikacji wspomnień Mano Hoellenreinera w Polsce.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje