Kowal: Putin wraca do gry, a UE grozi rozpad. Szalenie niebezpieczne

- O ile jeszcze dwa lata temu Władimir Putin był międzynarodowym szwarccharakterem, to dzisiaj w opinii zachodnich dyplomatów jest pozytywnym gościem, z którym można zrobić polityczny deal - przekonuje Paweł Kowal, b. sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. W kontekście Starego Kontynentu polityk kreśli bardzo czarne scenariusze. - Stoimy w obliczu szalenie niebezpiecznego rozpadu zarówno samej Unii Europejskiej jaki i relacji transatlantyckich. Dramatyczny kryzys zaufania dotyczy nie tylko relacji UE-USA, ale także tych wewnątrz Wspólnoty, a procesy, jakie dzisiaj zachodzą i których katalizatorem jest kryzys migracyjny, tak naprawdę nie wiadomo, dokąd nas doprowadzą - przestrzega.

Powrót na pozycję lidera

W świetle ostatnich wydarzeń - zamachów w Paryżu, impasu w Syrii i ekspansji Państwa Islamskiego - kwestia współpracy z Rosją powróciła w międzynarodowej debacie ze zdwojoną siłą. Władimir Putin już przelicza zyski z nowego politycznego rozdania i urasta do roli trzeciego -  obok Unii Europejskiej i USA gracza, tymczasem  na Starym Kontynencie  rozpanoszył się strach nakręcany ryzykiem kolejnych aktów terroru w importowanym wydaniu dżihadystów.  Na jaki rodzaj partnerstwa ze strony Moskwy może liczyć Wspólnota Europejska i czy gest wykonany w kierunku Kremla przyniesie zamierzony skutek?

Rosja jest stracona dla Zachodu?

Reklama

Paweł Kowal* zwraca uwagę, że rzeczywistość zrewidowała zarówno kondycję Zachodu jak i  uległość na jego uroki, jaką chciano przypisywać Moskwie. - Przez cały okres zimnej wojny, ale i nieco później siłą Zachodu była nie tylko zdolność wykorzystania potęgi militarnej i gospodarczej, ale przede wszystkim "seksapil", który dzięki Josephowi Nay’owi został określony w literaturze jako  "soft power" ("miękka siła" - przyp. red.). Na początku lat 90. pojawiła się nadzieja, że ulegnie jej także Moskwa, a Rosjanie zdecydują się na przyjęcie systemu wartości, brandu i  ideologii Zachodu - argumentuje.

Rachuby obliczone na pozyskanie Kremla okazały się jednak  przedwczesne i nazbyt optymistyczne. - Jeżeli sięgniemy po trzeźwą publicystykę Jana Nowaka-Jeziorańskiego z połowy lat 90.  albo wrócimy do oświadczeń Andrieja  Kozyriewa z 1993 roku, to okaże się, że już wtedy było jasne, że Rosja nie stanie się częścią Zachodu w takim rozumieniu - dodaje. 

Szwarccharakter czy "cool guy" ?

Nie zmienia to faktu, że Moskwa nie tylko odebrała, ale i celująco zaliczyła kurs polityki w wydaniu europejskim.  - Dzisiaj Rosja, która doskonale opanowała tajniki kuchni politycznej Zachodu, sprowadzające się do tego, że trzeba oddziaływać na opinię publiczną przede wszystkim  poprzez media, obrazek i dzięki temu wywierać wpływ na rządy zachodnie, występuje już w innej roli - partnera i konkurenta  - wskazuje ekspert i jednocześnie zwraca uwagę na specyficzny, wyraźnie komediowy charakter obecnej sytuacji.  - O ile jeszcze dwa lata temu Władimir Putin był międzynarodowym szwarccharakterem, to już dzisiaj w opinii zachodnich dyplomatów jest pozytywnym gościem, z którym można zrobić polityczny deal  - dodaje.

Czas pokazał  również, że tak początkowo krytykowany  sceptycyzm gospodarza Kremla, jaki zdradzał w stosunku do arabskiej wiosny, zyskał przychylne oceny.  - Jeśli ktoś sobie wyobrażał, że arabska wiosna będzie udanym projektem transformacji poprzez zauroczenie "miękką siłą", tak jak kiedyś  miało to miejsce w Europie Środkowej, to dziś on poniósł kompletną klęskę - tłumaczy Paweł Kowal.  - Ulubione pytanie dziennikarzy z krajów arabskich kierowane do polityków zachodnich brzmi: jak pan ocenia arabską wiosnę? Bo właściwie jedyna dobra odpowiedź jest taka, że trzeba jak najszybciej zamontować  na stałe  w kluczowych państwach Afryki Północnej i na Bliskim Wschodzie jakichś dyktatorów. To oznacza, że dzisiaj tym celem jest  retyranizacja  - przykładowo Libii -  i tutaj Rosja pojawi się jako partner, który wchodzi do gry jako jeden z trzech liderów, obok Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych - dodaje.

Rozkład Zachodu i dramatyczny spadek zaufania do USA

Na tej płaszczyźnie kluczowy jest polityczny rozkład Zachodu.  - Jesteśmy w procesie szalenie niebezpiecznego rozpadu zarówno samej Unii Europejskiej jak i relacji transatlantyckich, które są dzisiaj w fatalnym stanie - przestrzega ekspert. 

To zwiększa ryzyko najgorszego dla starego kontynentu scenariusza.  - Dramatyczny kryzys zaufania, dotyczy nie tylko relacji między Unią Europejską a USA, ale także wewnątrz Wspólnoty, a procesy, jakie dzisiaj zachodzą - których katalizatorem jest kryzys związany z uchodźcami - tak naprawdę nie wiadomo, gdzie nas dzisiaj doprowadzą - dodaje.

Kowal poddaje także w wątpliwość słuszność powszechnie wysuwanej w kontekście ukraińskim tezy, wskazującej na konieczność przedłużania  o kolejne pół roku czy rok sankcji gospodarczych wobec Rosji. Wyjaśnia, na czym polega wadliwość i niemiarodajność całego procesu. 

Rozbiór Ukrainy traktowany "z przymrużeniem oka"

 - Tradycyjne sankcje wyglądały tak, że gospodarcze były paralelne do tych o charakterze politycznym. Co więcej,  istnienie sankcji gospodarczych było obwarowane jasnymi dla opinii publicznej warunkami. Dzisiaj mamy taką sytuację, że przedłuża się sankcje  przeciwko Moskwie, rozdrażniając tym samym rosyjskie elity i jednocześnie wysyła szereg praktycznych sygnałów, w tym ten zawierający polityczną obietnicę, że obostrzenia są w gruncie rzeczy czasowe i tak czy owak zostaną zniesione - punktuje.

W sytuacji pewności, że Rosja urasta do roli kluczowego politycznego partnera, tak rozumiane próby  karcenia jej w praktyce okazują się działaniami kompletnie nieefektywni  i przestają być  - na przykładzie  Ukrainy - instrumentem służącym do przywrócenia prawa międzynarodowego. - Jakby tego nie interpretowali dyplomaci czy politycy, to jest jasne, że ogólne zasady dotyczące nienaruszalności granic danego kraju zostaną w przypadku sytuacji na wschodniej Ukrainie potraktowane z przymrużeniem oka i będzie się je oceniać przez palce - argumentuje ekspert.

Schizofrenia Zachodu i szalona niekonsekwencja

W jego ocenie w kwestii sankcji  stosowanych wobec Rosji  razi i zadziwia "schizofrenia, niejednolitość polityczna Zachodu, rozdarcie wewnątrz Unii Europejskiej i szalona niekonsekwencja"

Paweł Kowal odniósł się też do poniedziałkowej wypowiedzi wiceministra spraw zagranicznych Niemiec Stephena Steinleina, który wyraźnie zaznaczył, że co prawda Berlin "poczuwa się do odpowiedzialności za bezpieczeństwo sojuszników", ale  jednocześnie sprzeciwia się stałej obecności znaczących sił Sojuszu Północnoatlantyckiego na wschodnich rubieżach, gdyż "naruszałoby to umowę z Rosją".

Fundament polityki Kremla

Słowa wiceszefa niemieckiego MSZ są - jak wskazuje ekspert - dowodem na to, że doktryna Falina-Kwiecińskiego jest nadal żywa i stanowi fundament polityki Kremla.

- Dwaj sowieccy dyplomaci - Falin i Kwieciński -  co ciekawe świetnie znający Zachód, bo obaj -  jako ambasadorowie Związku Radzieckiego -  mieli w swoim port folio pobyt w Bonn, sformułowali w połowie 1991 roku doktrynę przetrwalnikową z punktu widzenia kryzysu imperium, która w moim przekonaniu była sukcesorką doktryny Breżniewa - wyjaśnia Kowal.  - Dotyczyła  ona stosowania miękkiej siły rosyjskiej w Europie Środkowej, a precyzyjniej w trzecim obszarze imperialnym, czyli w krajach Układu Warszawskiego. Jej podstawowym założeniem było niedopuszczenie do tego, żeby państwa Europy Środkowej uzyskały zdolność efektywnej konkurencji militarnej z Rosją - dodaje.

Rosja użyła po raz pierwszy ograniczenia dostaw gazu jako środka do  realizacji politycznych celów w stosunkach z Polską w 1992 roku. W praktyce stanowiło to odwzorowanie zamysłu forsowanego przez Falina i Kwiecińskiego, którzy wskazywali w swojej "tajnej notatce", że po wycofywaniu struktury wojskowej Związku Sowieckiego z krajów bloku komunistycznego rolę gwaranta sowieckich wpływów politycznych i gospodarczych mają przejąć spółki dostarczające gaz i ropę naftową. Co ciekawe, Władimir Putin doktoryzował się właśnie z tej dziedziny. Stworzył pracę o możliwości wykorzystania eksportu gazu w promocji interesów państwowych Federacji Rosyjskiej. 

Rosja rozgrywa w białych rękawiczkach

Paweł Kowal wskazuje na żywotność zapisów słynnej "tajnej notatki". - Wbrew temu, co sądzi się w Polsce, bardzo istotnym elementem doktryny Falina-Kwiecińskiego była kwestia dotycząca instalacji wojskowych i ona później została przetransferowana do aktu NATO-Rosja. Jeśli chodzi o oczekiwania Moskwy w stosunku do zachodniej dyplomacji,  to zapis ten w krytycznych momentach ciągle obowiązuje. Sytuacja w Syrii, czy zawieranie z Rosją sojuszy na zasadzie wyłączności poprzez poszczególne państwa Unii  Europejskiej świadczy o tym, że z owym krytycznym punktem mamy do czynienia - zaznacza.

- Rosjanie właściwie wyciągają ten jeden stary dokument, odwołują się do niego  i w gruncie rzeczy uzyskują ciągle tę samą  deklarację. Europa Środkowa nie może dostać żadnych instalacji wojskowych ani montażu wojska na swoim terenie na takim poziomie, żeby to było w jakiś sposób groźne dla interesów militarnych Rosji  - puentuje.

***
W Krakowskiej Wyższej Szkole Europejskiej odbyła się Konferencja "Polska-Niemcy-Rosja-NATO. Czy Polska jest stracona dla Zachodu? Dr Paweł Kowal - polityk, b. prezes partii Polska Jest Najważniejsza, przewodniczący rady krajowej Polski Razem,  były sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, doktor nauk humanistycznych, był na niej jednym z panelistów.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje