"Krwawa fala" zaleje Europę? 400 terrorystów gotowych, aby uderzyć

We wszystkich zamachach przeprowadzonych dotąd przez Państwo Islamskie zginęło ponad tysiąc osób. Liczba ta wzrosła po ostatnich zamachach w Brukseli. Nie da się ukryć, że terroryści z ISIS są obecnie jednym z największych zagrożeń dla współczesnego świata, a przede wszystkim dla Europy. Czy przyszedł czas, aby na wojnę odpowiedzieć wojną?

- O Państwie Islamskim wiemy bardzo dużo, na pewno wystarczająco, by móc z nim skutecznie walczyć. Wojny nie będzie, jednak nie dlatego, że nie mamy wiedzy na temat ISIS, tylko dlatego, że nie mamy woli, by problem rozwiązać, gdyż wypieramy ze świadomości naturę tego problemu lub wręcz udajemy, że go  nie ma. Fałszywie diagnozujemy sytuację, a na podstawie fałszywej diagnozy trudno jest dyskutować właściwe środki - wyjaśnia w rozmowie z Interią dr hab. Ryszard Machnikowski, prof. nadzw. UŁ, specjalista ds. przemocy politycznej, globalnego terroryzmu i współczesnych konfliktów zbrojnych.

"Krwawa fala"

Reklama

Państwo Islamskie przeszkoliło co najmniej 400 bojowników, którzy mają uderzyć w Europie, przeprowadzając serię śmiertelnych ataków. Ataki swoją skalą mają przypominać zamachy w Brukseli i w Paryżu. Każdy z terrorystów dostał dokładne wytyczne w sprawie czasu, miejsca i metody przeprowadzenia zamachu. Głównym celem jest spowodowanie jak największej rzezi. Jak informuje AP, terroryści są szkoleni w walce wręcz, konstruowaniu bomb, technikach inwigilacyjnych, a także w tym, jak blokować podsłuchy i monitoring. 

Europejscy agenci wywiadu i ich koledzy z Iraku donoszą o dżihadystach, którzy powołali do życia obozy szkoleniowe na terenie Syrii, Iraku i w byłym bloku sowieckim. To w nich terroryści są szkoleni, by potem wyruszyć do ataku. Abdelhamid Abaaoud, jeden z zamachowców odpowiedzialnych za przeprowadzenie krwawych zamachów w Paryżu 13 listopada 2015 roku, zanim został zabity w policyjnym nalocie miał powiedzieć, że sam przybył do Europy w grupie 90 islamskich terrorystów wyszkolonych tylko po to, by zabijać, a jego "bracia" są teraz wszędzie. 

Państwo Islamskie najwyraźniej zmieniło także strategię. Jeszcze w 2014 roku szkolenia terrorystów trwały zaledwie kilka dni, teraz zajmuje to miesiące. Najważniejszym celem nie jest już zabicie jak największej liczby osób. Aktualnie dla terrorystów liczy się ilość ataków przeprowadzonych równolegle. Tylko po to, żeby wróg, czyli w tym przypadku europejskie kraje, był zmuszony wydać gigantyczną ilość pieniędzy na zatrudnienie nowej siły roboczej.

Do Syrii wyjechało już 5 tysięcy Europejczyków, tak przynajmniej wynika z oficjalnych danych. To osoby, które w różny sposób wspierają działalność Państwa Islamskiego. Do nieoficjalnych statystyk nie ma jednak dostępu, a brak takich informacji również stanowi ogromne zagrożenie. 

Z mapy przygotowanej przez CNN wynika, że od momentu powstania kalifatu w w czerwcu 2014 roku, samozwańcze Państwo Islamskie przeprowadziło lub zainspirowało łącznie 75 ataków terrorystycznych w 20 krajach na świecie.

W ich wyniku życie straciło 1280 osób, a ponad 1700 zostało rannych. 

Na wojnę odpowiedzieć wojną

Jak w rozmowie z Interią zaznacza specjalista ds. terroryzmu międzynarodowego z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych dr Kacper Rękawek, terroryści już dawno wypowiedzieli wojnę Zachodowi: "Radykalny islamizm, dżihadyzm, wypowiedział wojnę Zachodowi w 1998 roku. I w ich mniemaniu trwa ona do dzisiaj. Kiedyś tę wojnę wypowiadała Al-Kaida, kilka lat temu dołączyło Państwo Islamskie. Trudno o bardziej publiczne deklaracje, bo były ogłaszane w szeroko dystrybuowanych oświadczeniach" - mówi ekspert z PISM.

Tymczasem prezydent Litwy Dalia Grybauskaite ogłosiła w wywiadzie przeprowadzonym przez radio LRT, że na wojnę prowadzoną przez terrorystów należy odpowiedzieć wojną. Według Grybauskaite Europa ocenia zagrożenie terrorystyczne zbyt naiwnie i powierzchownie. W podobnym tonie wypowiedziała się także premier Beata Szydło. W jej opinii terroryści pokazali, że "kolejne deklaracje, kolejne dokumenty, kolejne godzinne narady niewiele znaczą wobec tego, co oni zamierzają zrobić i jak oni postępują".

W odpowiedzi na ataki w Brukseli, węgierski rząd postanowił już przygotować pakiet posunięć antyterrorystycznych, które obejmą między innymi zmiany w konstytucji. Poza tym Węgrzy planują nowelizacje ustaw o bezpieczeństwie narodowym i o policji oraz kodeksu karnego, gdzie w niektórych przypadkach zwiększono by przewidywany wymiar kary.

- Czy można w związku z tym powiedzieć, że Europa wypowiedziała otwartą wojnę przeciwko terroryzmowi, a przynajmniej weszła na taką drogę? - Już to zrobiła, poniekąd - uważa doktor Rękawek.

- Wystarczy posłuchać wypowiedzi prezydenta Francji z listopada zeszłego roku. To są deklaracje polityczne, do pewnego stopnia niezbędne w obliczu wydarzeń jak zamachy z Paryża czy Brukseli, ale warto pamiętać, że nie każdy europejski lider reaguje tak samo na takie wydarzenia. Przykładem niech będzie premier Belgii, który nie przybiera apokaliptycznych tonów - wyjaśnia ekspert.

Zwarta koalicja

Po zamachach w 2004 roku w Hiszpanii, przeprowadzonych przez Al-Kaidę, państwa Unii Europejskiej podpisały wspólną deklarację o zwalczaniu terroryzmu. Wśród jej założeń znalazło się m.in. zwiększenie zdolności Unii do stawiania czoła skutkom ataku terrorystycznego. Czy przez 12 lat udało się osiągnąć cel? Po doniesieniach, jakie płyną z Belgii, zwłaszcza tych, że służby posiadały informacje, że na terytorium kraju może dojść do zamachu, wydaje się, że nie, choć niektóre kraje UE już włączyły się w walkę z Państwem Islamskim. 

Koalicja do walki przeciwko Państwu Islamskiemu powstała dwa lata temu. Na jej czele stoją Stany Zjednoczone. Udział europejskich państw w jej działaniach jest jednak śladowy. Francja włączyła się do walk z ISIS po zamachach w Paryżu. Poza tym w koalicji mniejszą lub większą rolę odgrywają m.in. Wielka Brytania i Holandia. Za udzielenie wsparcia militarnego i humanitarnego odpowiadają Niemcy, Włochy, Hiszpania, Finlandia, Chorwacja, Czechy i Turcja. A wsparcia wyłącznie humanitarnego udzielają Dania, Szwecja, Polska, Norwegia czy Słowacja. 

Państwo Islamskie ma jednak nieco inne spojrzenie na to, kto jest ich wrogiem. W jednym z propagandowych filmików umieszczonych w sieci dżihadyści pokazali grafikę, na której znajduje się aż 60 państw, w tym Polska. 

Cyberwojna zamiast rozlewu krwi?

"Nasza wolność jest pod ostrzałem. To nie może tak wyglądać" - w taki sposób swój najnowszy filmik zaczynają hakerzy z Anonymous. W swoim materiale wspominają m.in. o tym, że od momentu zamachów w Paryżu zlikwidowali tysiące kont na Twitterze bezpośrednio powiązanych z ISIS. Dodają także, że "włamali się do ich elektronicznego portfolio" i ukradli wirtualne pieniądze. 

Anonymous zapowiadają także, że nie spoczną dopóki terroryści będą kontynuować swoje działania. I choć u sceptyków takie działania mogą budzić powątpiewanie, to nie ma wątpliwości, że wojna z terroryzmem powinna być prowadzona na wielu frontach, w tym także na cyber-froncie.

- Zachód powinien zlikwidować Państwo Islamskie gdziekolwiek się ono znajduje. Czy jest to Syria, Irak, Libia, Mali, czy Afganistan. To oznacza konieczność fizycznego udziału w walce wojsk europejskich i amerykańskich, oraz radykalne działania w zwalczaniu struktur terrorystycznych u siebie - podsumowuje dr hab. Ryszard Machnikowski, ekspert ds. terroryzmu z Uniwersytetu Łódzkiego.

Dowiedz się więcej na temat: ataki terrorystyczne

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje