Lech Wałęsa przemawia w Kongresie Stanów Zjednoczonych

15 listopada 1989 roku Lech Wałęsa wygłosił przemówienie do połączonych izb Kongresu Stanów Zjednoczonych. Tłumaczem był Jacek Kalabiński.

"My naród!" - tymi słowami z amerykańskiej konstytucji przyszły prezydent Polski rozpoczął swoje wystąpienie. "Nikomu na tej sali nie muszę przypominać, skąd one pochodzą, nie muszę też przypominać, że ja, elektryk z Gdańska, też mam prawo się nimi posługiwać" - kontynuował.

Reklama

Przewodniczący "Solidarności" przypomniał, że występuje przed amerykańskimi kongresmanami jako trzeci w historii niepełniący funkcji głowy państwa bądź szefa rządu cudzoziemiec - po markizie Marie Jospephie de La Fayette i Winstonie Churchillu.

Wałęsa mówił o znaczeniu "Solidarności", przemianach w Polsce, idei wolności oraz drodze, jaką ku niej przeszła Polska.

"Świat pamiętał o wspaniałej zasadzie amerykańskiej demokracji, o rządach ludu, przez lud i dla ludów. Pamiętam też o niej ja, robotnik z gdańskiej stoczni, który całe swe życie wraz z innymi członkami ruchu 'Solidarności', poświęcił dla tej właśnie zasady rządów ludu, przez lud i dla ludów. Przeciw przywilejom i monopolowi, przeciw łamaniu prawa, przeciw deptaniu ludzkiej godności, przeciw pogardzie i niesprawiedliwości" - mówił.

O samej "Solidarności" powiedział: "Wtrącono nas do więzień, wyrzucono z pracy, czasem zabijano, a my nigdy nikogo nie uderzyliśmy, niczego nie zburzyliśmy, nie wybiliśmy nawet jednej szyby, ale byliśmy uparci, bardzo uparci, gotowi do poświęceń, zdolni do ofiar, wiedzieliśmy, czego chcemy, i nasza siła okazała się większa. Ruch o nazwie "Solidarność" dlatego uzyskał masowe poparcie, dlatego odniósł sukcesy, że zawsze i w każdej sprawie opowiadał się za rozwiązaniami lepszymi, bardziej ludzkimi, godniejszymi, a przeciw brutalności i nienawiści".

Wałęsa podkreślił też, że Polacy dali impuls do zmian politycznych innym narodom. "Spokojnie i w sposób rozważny, licząc się z niebezpieczeństwami, ale nie rezygnując z tego, co słuszne i niezbędne, Polacy torują powoli drogę historycznym przemianom. Na tej drodze znajdują się razem z nami, choć w różnych stadiach zaawansowania, również inni: Węgrzy, Rosjanie, Ukraińcy i mieszkańcy krajów bałtyckich, Ormianie i Gruzini, a ostatnio wkroczyły na nią również wschodnie Niemcy. Z pewnością wkroczą na tę drogę również pozostali, ponieważ nie ma innego wyboru" - przekonywał.

W przemówieniu słynnego Polaka nie mogło również zabraknąć kilku słów o Związku Radzieckim: "(...) dziś znajdujemy się w tym dziele z wyrozumienia naszego wschodniego sąsiada i jego przywódcy Michaiła Gorbaczowa. To zrozumienie, które tam znajdujemy, tworzy podstawę do nowego, o wiele lepszego niż dotąd ułożenia stosunków między Polską i ZSRR. Takie zaś lepsze ułożenie wzajemnych stosunków będzie również działało na rzecz stabilizacji pokoju w Europie, usunie dawne, nikomu niepotrzebne napięcia. (...) Polska wznosi dziś ważny wkład do lepszej przyszłości Europy, do europejskiego pojednania, w tym również do tak ważnego pojednania polsko-niemieckiego, do przezwyciężania dawnych podziałów i umocnienia praw człowieka na naszym kontynencie. Wszystko to jednak nie przychodzi łatwo".

Przemówienie Wałęsy zostało bardzo dobrze przyjęte w Kongresie. Amerykańscy politycy często przerywali je oklaskami.

Zdaniem historyków, wystąpienie przewodniczącego "Solidarności" miało przełomowe znaczenie. Było wyróżnieniem nie tylko dla samego Wałęsy, ale także tego, co sobą reprezentował, czyli "Solidarności".

Przemówienie miało też wymiar symboliczny - pokazało, że po latach komunizmu Polska wraca do grona państw zachodnich.

AWT

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje