Maciej Wilkosz: Boko Haram wypowiedziało wojnę chrześcijanom

Terroryści z brutalnej bojówki islamskiej Boko Haram masowo mordują, gwałcą i porywają chrześcijan mieszkających w Nigerii. – Świadkowie donoszą, że tak dramatycznej sytuacji jak obecnie nie było od powstania ugrupowania – podkreśla w rozmowie z Interią pastor Maciej Wilkosz, prezes Stowarzyszenia Głos Prześladowanych Chrześcijan.

Dariusz Jaroń, Interia: "Nigeria wykrwawia się i płonie" - biją na alarm miejscowi biskupi. Jak wygląda sytuacja w kraju?

Reklama

Pastor Maciej Wilkosz, prezes Stowarzyszenia Głos Prześladowanych Chrześcijan: Jest dramatyczna, zwłaszcza na północnym-wschodzie Nigerii, czyli tam gdzie działa zbrojne ugrupowanie islamistyczne Boko Haram. Jego członkowie swoimi działaniami bardzo przypominają terrorystów z Państwa Islamskiego, zresztą też proklamowali swój kalifat. Boko Haram to ogromny problem na północy Nigerii.

Co dokładnie robią terroryści?

- Można powiedzieć, że wypowiedzieli wojnę chrześcijanom i Kościołowi, dążąc do całkowitej islamizacji całej Nigerii. Islamiści z Boko Haram dopuszczają się bestialskich mordów, palą domy, napadają na bezbronnych, porywają młode kobiety, głównie chrześcijanki. Siłą zmuszają je do przejścia na islam.

Jak do tego dochodzi?

- Porwane dziewczyny są gwałcone, często wielokrotnie, i zmuszane do poślubienia muzułmanów. Tym samym automatycznie stają się wyznawczyniami islamu. W rzeczywistości oznacza to brak szans na powrót do domu i rodziny chrześcijańskiej. Pamiętamy głośną sprawę ponad 200 porwanych dziewcząt, z których większość była chrześcijankami. Ich sytuacja jest beznadziejna i praktycznie nie ma szans na ich odzyskanie. Lider Boko Haram pochwalił się niedawno, że zostały wydane za mąż za muzułmanów i nikt ich nie znajdzie. Praktycznie to niewolnice seksualne, nie mają żadnych praw.

Dlaczego chrześcijanie są prześladowani w Nigerii?

- Nigeria jest krajem postkolonialnym, powstałym z połączenia dwóch odrębnych organizmów państwowych obowiązujących w czasach panowania imperium brytyjskiego. Na południu dominowali i dominują chrześcijanie, na północy muzułmanie. W całym kraju jest nieznacznie więcej chrześcijan, ale brak dokładnych danych, więc można założyć, że jest pół na pół. Tarcia na tle religijnym i plemiennym zdarzały się w Nigerii od dawna. Problem, jaki mamy obecnie, zaczął się w 1999 roku, kiedy wbrew konstytucji w 12 północnych stanach Nigerii wprowadzono prawo szariatu. Od tamtej pory muzułmanie zaczęli systematycznie ograniczać możliwości chrześcijan. Część muzułmanów zaczęła się radykalizować, zaczęło dochodzić do masowych mordów, porwań, palenia kościołów, wypędzania chrześcijan z domu.

Boko Haram to najnowszy i bardzo brutalny rozdział w tej historii...

- Tak, ponieważ swoim radykalizmem zadziwia nawet muzułmanów. Członkowie sekty poszli bardzo daleko w swoim ekstremizmie, są niezwykle brutalni. Sytuacja jest analogiczna do tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie. Okrucieństwo Państwa Islamskiego potępiła nawet Al-Kaida. Boko Haram rozszerza działalność na walkę z każdym wpływem zachodniej cywilizacji. Ich nazwa oznacza "edukacja zachodnia jest grzechem", w związku z czym chcą ją zniszczyć. Atakują posterunki policji, wojsko, urzędy państwowe. Jedynym celem jest zastraszanie ludności i wprowadzenie w Nigerii ekstremalnej odmiany islamu.

Działalność Boko Haram to jedyne zmartwienie chrześcijan w Nigerii?

- Na pewno największe, ale nie jedyne. Mylibyśmy się, sądząc, że tylko Boko Haram prześladuje chrześcijan. Mordów dopuszczają się również muzułmanie z głównie pasterskiego ludu Fulbe, bardzo oddanego skrajnemu islamowi. W 2010 roku napadli na wioskę Dogo Nahawa, mordując 500 osób, głównie kobiety i dzieci. Do takich zdarzeń, chociaż na mniejszą skalę, dochodzi często. Głównie na terenach, gdzie nie obowiązuje prawo szariatu. Poza tymi terenami coraz śmielej działa też Boko Haram. Wskazuje to na to, że proces islamizacji i naporu na chrześcijan, wypierania ich z Nigerii, to zorganizowane działanie, mające na celu islamizację całego kraju.

Głośno jest o Państwie Islamskim w Syrii i Iraku, o Nigerii słyszymy znacznie mniej. Może poza słynnymi apelami o uwolnienie wspomnianych wcześniej dziewcząt. Czy chrześcijanie w Nigerii mogą liczyć na pomoc międzynarodową?

- Sprawa porwanych dziewczyn wzbudziła sensację i przykuła uwagę mediów. Do porwań mniejszych grup dochodzi regularnie, ale to już sensacji nie wzbudza. Pamiętamy znane osobistości i polityków z tabliczkami z napisem "bring back our girls" (uwolnijcie nasze dziewczynki - przyp. red). Jak sprawa ucichła, przestali podnosić ten temat. W tej chwili około 30 tysięcy nigeryjskich rodzin potrzebuje natychmiastowej pomocy. Jako Głos Prześladowanych Chrześcijan pomagamy, ale mamy do czynienia z kryzysem humanitarnym, a bez pomocy agend państwowych i ONZ żadna organizacja pozarządowa nie udźwignie takiego ciężaru. W cieniu wydarzeń w Syrii i Iraku mało kto interesuje się tak dalekim zakątkiem świata, jak Nigeria, a tam odgrywa się dramat.

Jednym krajom społeczność międzynarodowa pomaga, inne zostawia na pastwę losu. Dlaczego nie powinna lekceważyć kłopotów Nigerii?

- Z dwóch powodów. Po pierwsze cierpią tam tysiące niewinnych osób. Po drugie Nigeria jest strategicznym krajem w Afryce; najludniejszym, bogatym w ropę. To co się będzie działo w najbliższych latach w Nigerii, będzie miało przełożenie na całą Afrykę. Uwaga świata powinna skoncentrować się na Nigerii, niestety tak się nie dzieję. Pomoc jest niezbędna. Płynie z organizacji charytatywnych i wyznaniowych z Polski i innych krajów, ale to za mało.

Jak pomaga Głos Prześladowanych Chrześcijan?

- Działamy jako część międzynarodowej misji "The Voice of the Martyrs". Jesteśmy grupą kilkunastu misji krajowych, współpracujących w celu niesienia pomocy prześladowanym chrześcijanom. W Nigerii działamy od szeregu lat. Opiekujemy się osieroconymi dziećmi, zapewniamy edukację w prowadzonym przez nas ośrodku, opiekujemy się wdowami i uchodźcami. Duży nacisk kładziemy na opiekę medyczną, w mieście Dżos powołaliśmy do życia laboratorium protetyczne. Wykonywane tam protezy pozwalają wrócić okaleczonym osobom do w miarę normalnego życia. Realizujemy zaledwie część potrzeb. Nasz partner z Nigerii donosi, że tak dramatycznej sytuacji w kraju nie było od powstania Boko Haram, czyli od 2009 roku.

Czy na terenach okupowanych przez terrorystów znajdują się nasi misjonarze?

- Wiem, że w Nigerii są polscy misjonarze, ale bardziej na południu kraju. Nie dotarły do mnie informacje, żeby przebywali w miejscach narażonych na działanie Boko Haram. Dla obcokrajowców to bardzo niebezpieczne, zdarza się że są porywani dla okupu.

Jak zatrzymać ekspansję Boko Haram? Interwencja sił międzynarodowych wchodzi w grę?

- Takich sygnałów nie ma. Po głośnym porwaniu dziewczynek dokonano kosmetycznych zabiegów. Wysłano jakieś siły, które miały je odnaleźć. Nie sądzę jednak, że ktokolwiek, kto o tym decydował, wierzył, że tak niewielkie środki okażą się skuteczne. Moim zdaniem to był świadomy ruch wielkich tego świata, miał uspokoić opinię publiczną. Pokazać, że coś robimy, trochę szukamy, aż sprawa ucichnie. Siły międzynarodowe? Nie wierzę, że ktoś się pofatyguje z pomocą do Nigerii.

Armia nigeryjska jest zbyt słaba, żeby przeciwstawić się terrorystom?

- Dużym problemem w Nigerii jest korupcja i tarcia polityczne na linii chrześcijanie - muzułmanie. Różne układy decydują o tym, że ludzie cierpią. Zbliżają się wybory. Kilka lat temu po wyborach przegranych przez jednego z muzułmańskich kandydatów rozpętało się piekło. Spalono setki kościołów, zabito chrześcijan. Armia jest podzielona między muzułmanów i chrześcijan. O tym, co robi dany oddział, decyduje zdanie przywódcy, a nie odgórny rozkaz. Mamy relację świadków mordów na ludności chrześcijańskiej. Żołnierze się przyglądali i nic nie zrobili, bo ich dowódca był muzułmaninem.

Siły międzynarodowe nie pomagają, miejscowa armia jest za słaba. Co zatem można zrobić, żeby pomóc miejscowej ludności chrześcijańskiej?

- Stawiałbym na międzynarodowe naciski na władze centralne Nigerii i stanowe, w tym na islamskich gubernatorów na północy kraju. Domaganie się ukrócenia działalności Boko Haram może przynieść jakiś skutek, ale nie sądzę, że nastąpi to w najbliższym czasie. Tam, gdzie inne możliwości zawodzą, ludziom wierzącym pozostaje jeszcze potężna broń w postaci modlitwy. Trzeba do niej zachęcać i liczyć na bożą łaskę i interwencję.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje