Nie chcę już być niczyją twarzą

"Dziś oś podziału polskiej sceny politycznej nie przebiega między prawicą a lewicą. Wyznacza ją postęp i zaścianek" – przekonuje Barbara Nowacka. W rozmowie z Jolantą Kamińską zdradza także, dlaczego nie chce być już niczyją twarzą, komu nie podobała się koncepcja zjednoczenia lewicy i czy nowo powstałe stowarzyszenie ma ambicje, by stać się partią.

Barbara Nowacka wraz z Januszem Palikotem współprzewodniczy Twojemu Ruchowi. Podczas ubiegłorocznej kampanii wyborczej została liderką Zjednoczonej Lewicy - koalicji SLD, Twojego Ruchu, PPS, UP i partii Zielonych, która ostatecznie poniosła porażkę i znalazła się poza Sejmem. Obecnie Nowacka jest jedną z inicjatorek nowego politycznego stowarzyszenia Inicjatywa Polska.

Reklama

Jolanta Kamińska, Interia: Robiła pani pod koniec roku polityczny bilans zysków i strat?

Barbara Nowacka: Myślę, że politycy cały czas robią takie podsumowania. Na pewno po wyborach był czas na refleksję.

Jak ten bilans wypadł?

- Niezbyt dobrze. Jeśli chodzi o ogólną sytuację polityczną, obserwuję, jak podział polsko-polski wyłącznie się pogłębia. Kolejna władza traktuje kraj jako łup. Pomimo obietnic dobrej zmiany.

- Lewa strona sceny politycznej wygląda słabo. W Sejmie po raz pierwszy od 1989 roku nie ma osób myślących w sposób socjaldemokratyczny o państwie: o wolności, równości i prawach obywatelskich jako fundamencie tworzenia państwa.

- To będzie miało wiele złych konsekwencji dla rozwoju Polski. Zabraknie naszego głosu w debacie i przy tworzeniu ustaw, w przypadku których o te wartości trzeba się upomnieć. Czasami będzie to wolność, jak choćby w dyskusji o wolności w sieci, czasami równość kobiet i mężczyzn, równość wobec prawa osób dyskryminowanych ze względu na wiek, pochodzenie czy sprawność fizyczną.

Mówiła pani na początku o obecnej sytuacji politycznej. Mija 100 dni rządu, jak pani je ocenia?

- Mówię to ze smutkiem: oceniam ten czas źle z dwóch powodów. Widzimy dziś olbrzymi konflikt, jaki coraz mocniej dzieli polskie społeczeństwo. Każdy temat, jaki pojawia się w debacie publicznej jest w dużej mierze wykorzystywany przez rządzących do polaryzacji społeczeństwa. To zarządzie kryzysem i konfliktem jest w dużej mierze kontrproduktywne, a w dłuższej perspektywie powoduje, że Polacy przestają siebie wzajemnie lubić i dzielą się na dwa wrogie obozy, które nie chcą współpracować.

- Pamiętam debatę przed wyborami parlamentarnymi, kiedy pani Beata Szydło pokazywała teczkę z ustawami na sto dni rządu, na które część ludzi bardzo czekała. Ja również na nie czekałam, ponieważ były to ustawy często żywcem wzięte z programu partii lewicowych, jak kwota wolna od podatku, którą Twój Ruch przedstawiał w Sejmie poprzedniej kadencji, a za którym notabene PiS głosował. Projekt tak naprawdę jest, nie ma przeszkód, by PiS go zaprezentował. Nie ruszono kwoty wolnej od podatku, czyli wsparcia tych osób, które zarabiają najmniej, a muszą się dokładać do budżetu nieproporcjonalnie dużo.

- Po cofnięciu reformy ws. sześciolatków w edukacji zapanował chaos. Nie chodzi mi tu o rozstrzyganie, czy to dobry pomysł, ale o sposób w jaki jest realizowany. W przedszkolach i szkołach właściwie do dziś nie wiadomo, jak będzie wyglądał początek roku szkolnego. Nie wiadomo, które dzieci pójdą do szkoły i czy te szkoły są odpowiednio przygotowane.

A co z polityką międzynarodową?

- Martwi mnie jej kształt. Polska, która miała pozycję kraju silnego i prężnie się rozwijającego, dzisiaj znowu staje się skansenem myśli, a przez nieumiejętność ułożenia sobie sensownych relacji z otoczeniem nasza pozycja gwałtownie spada.

Zróbmy więc krok wstecz, bo przecież obecna sytuacja polityczna wyglądałaby inaczej, gdyby Zjednoczona Lewica weszła do parlamentu. Co prawda niewiele brakowało, ale skończyło się porażką. Obserwowaliśmy dużą aktywność ZLewu, na czele z panią, ale dopiero w ciągu ostatnich trzech tygodni przed wyborami. Eksperci od marketingu politycznego, zastanawiali się, dlaczego kierownictwo lewicy popełniło tak podstawowy błąd, próbując wykreować panią na lidera w tak krótkim czasie. Kiedy już po ogłoszeniu wyników pytałam o to Dariusza Jońskiego, mówił o braku zgody w koalicji. Komu nie podobała się koncepcja zjednoczenia i wystawienia na pierwszą linię frontu młodych działaczy?

- Ta zmiana generacyjna niespecjalnie podobała się części polityków, którzy są na scenie od bardzo dawna. Choć nie wszystkim.

Czyli komu?

- Części starszej generacji SLD.

Leszkowi Millerowi?

- Nie tylko. To właśnie Leszek Miller musiał przekonywać swoich kolegów i koleżanki. W koalicji nie da się nikogo wykreować. Pewne rzeczy trzeba po prostu wywalczyć i na nie zapracować. Jeżeli koalicja powstała późno - bo dopiero w sierpniu podpisywaliśmy umowy koalicyjne - to wypracowanie pozycji silnego lidera, udowodnienie, że jestem właściwą osobą, w tak krótkim czasie, było trudne. Tym bardziej, że na początku zaufania nie było.

- Jak to w koalicji - każdy uważa, że jego partia jest najlepsza i ma najwięcej do zaoferowania. Wielu bardziej troszczyło się o prestiż własnej partii, niż o wspólne dobro. Kiedy dziś patrzymy na wyniki wyborcze widzimy, że poza wyjątkowo dobrym wynikiem Jerzego Wenderlicha, który wypracował sobie bardzo mocną pozycję w regionie, to świetne rezultaty osiągały osoby stosunkowo nowe politycznie, jak np. Kazimiera Szczuka, Dariusz Joński.

Więc sama koncepcja była słuszna?

- Koncepcja tak, gorzej było z jej wykonaniem. Nie wszystkie listy spełniały oczekiwania.

Teraz staje pani na czele nowego stowarzyszenia: Inicjatywa Polska. Przyszedł czas na nowe otwarcie na lewicy? 

- Ten czas może dopiero przyjdzie. Nie robiłabym tutaj podziału na prawicę i lewicę, bo dziś nie tak wygląda oś podziału w Polsce - to nie prawica i lewica, ale postęp versus zaścianek. Dlatego przyszedł czas dla osób, które chcą działać politycznie, społecznie i mają pewien system wartości progresywnych na przygotowanie się i wzmocnienie programowe i kadrowe. Zawsze za słabość uznawałam tzw. krótką ławkę. Każda partia, nawet kiedy ma 2-3 proc. w sondażach, musi myśleć, co będzie jak wygra wybory. Musi mieć zaufanych ludzi przygotowanych do sprawowania funkcji i bardzo mocny program.

Inicjatywa Polska chce przekonać do siebie obywateli jako...?

- Postępowe stowarzyszenie osób, które chcą i umieją rozwiązywać pewne problemy społeczno-polityczne.

Od czego zaczniecie?

- Pierwszym tematem, którym będziemy się zajmować jest polityka mieszkaniowa. Powstał już roboczy zespół, który zajmie się przygotowaniem rozwiązań na poziomie samorządowym i prawdopodobnie inicjatywą ustawodawczą dotyczącą mieszkalnictwa.

To będą projekty obywatelskie?

- Tak. Będziemy próbowali też przekonać partie do naszych projektów i podejmiemy działania w samorządach. 9 kwietnia mamy zamiar zorganizować duże spotkanie w Poznaniu, dotyczące mieszkalnictwa z udziałem samorządowców oraz ekspertów. Planujemy też inicjatywy ustawodawcze i akcje społeczne.

- Do dyskusji proponujemy cztery podstawowe obszary: gospodarka, mieszkalnictwo, rodzina, kultura. Na pewno dojdzie jeszcze problematyka środowiska i ekologii oraz rynku pracy.

Czy zadaniem Inicjatywy Polskiej będzie również odbudowanie pozycji lewicy w świadomości społecznej?

- Na pewno będziemy próbowali odbudować potrzebę istnienia środowisk postępowych. Samo słowo "lewica" wydaje mi się czasami zbyt wąskie. Tym bardziej, że każdy pod pojęciem lewicy rozumieć coś innego. Jedni myślą o socjaldemokracji, inni o radykalnym socjalizmie. Dla większości samo słowo kojarzy się rzeczywistością sprzed 1989 roku czyli z PZPR-em, a to w ogóle nie miało nic wspólnego z lewicą.

- Nie chcąc się bawić słowami, chcemy pokazać zespół wartości i poglądów konstytuujących człowieka takiego jak ja, Dariusz Joński czy Paulina Piechna-Więckiewicz i pozostałe prawie 250 osób, które chcą działać w ramach stowarzyszenia i pokazać, czym rzeczywiście jest polityka - nie na pustych hasłach - ale w działaniu.

Mówi pani o najbliższej aktywności nowego stowarzyszenia, a co z celami długoterminowymi. Czy jednym z nich będzie start w wyborach parlamentarnych za cztery lata?

- Najpierw będą wybory samorządowe. W naszym stowarzyszeniu mamy świetnych samorządowców. Ze wszystkich sił będę ich wspierać, by nadal mogli wykonywać tę dobrą, pożyteczną pracę, którą do tej pory wykonywali. Na spotkaniu była pani prezydent Świdnicy. Opowiadała, ile udało jej się zrobić w tym mieście. Takich osób, którym chcemy dać wsparcie, ludzkie czy intelektualne jest dużo.

Czyli najpierw wybory samorządowe, a potem...?

- A potem zobaczymy. Jesteśmy osobami politycznymi, ale dziś nie mamy planów, by przekształcić się w partię. Najpierw chcemy spokojnie popracować nad projektami. Przyszłość pokaże, gdzie będziemy. Przecież niektórzy z nas są w SLD, inni są w Partii Razem, inni nigdy partyjni nie byli i pewnie nie będą.

Ale formuła partyjna nie jest konieczna, by odnieść sukces w wyborach.

- Oczywiście. Ruchy społeczne też w wyborach startowały, ale dzisiaj wybory parlamentarne absolutnie nie są celem. Celem krótkoterminowym jest mieszkalnictwo, długoterminowym - wybory samorządowe.

Podkreślała pani, że Inicjatywa Polska nie jest konkurencją dla partii politycznych. Nie ma pani wrażenia, że mimo tego liderzy partii lewicowych postrzegają was właśnie jako konkurencję?

- Jednej partii.

Sojuszu Lewicy Demokratycznej?

- Nic nie poradzę, że nie wszyscy w ten sam sposób rozumieją to, czym jest społeczeństwo obywatelskie. I każdy ruch chcą traktować jak konkurencję, a konkurencji nie ma. Wydaje mi się, że współpraca - taką jaką proponujemy wokół konkretów - szersza, niż w wymiarze partyjnym jest wyraźnie potrzebna nie nam, ale dla odbudowy społeczeństwa obywatelskiego. Nigdy nie uda się wszystkich usatysfakcjonować. Mądrzy będą rozumieli i widzieli, co chcemy zrobić.

A jak do nowej inicjatywy podchodzi współprzewodniczący pani partii - Janusz Palikot?

- Komunikowaliśmy się w zarządzie, życzył powodzenia.

To teraz Barbara Nowacka będzie przede wszystkim twarzą Inicjatywy Polskiej czy Twojego Ruchu?

- Ja nie chcę być już niczyją twarzą. Moim marzeniem zawsze było bycie rękami, głową.

Zatem jeszcze raz: czego głową i rękami będzie teraz Barbara Nowacka?

- Jestem wszędzie tam, gdzie jest działanie.

Wierzy pani jeszcze w sukces polityczny Twojego Ruchu?

- Jestem przekonana, że dla spraw, dla których powstał Twój Ruch przyjdzie dobry czas. To, że dziś PiS - i w ogóle konserwatyści - zdominowali scenę polityczną, tak naprawdę otwiera szeroką drogę dla środowisk postępowych.

Ale nie mówi pani o partii, ale o sprawach dla których powstała.

- Sprawy, o które zabiegał Twój Ruch są sprawami konstytuującymi się i przyjdzie dla nich jeszcze czas.

Uważa pani, że związanie się z partią Janusza Palikota było dobrą decyzją?

- Jestem osobą, która wierzy w podstawową triadę jeszcze z rewolucji francuskiej: wolność, równość i braterstwo, które zastępujemy sprawiedliwością społeczną. Wybrałam partię, do której zwyczajnie było mi najbliżej, która była partią antykonserwatywną. Jeśli chcemy osiągnąć postęp to hamulcem jest konserwatyzm w różnych wydaniach. W Twoim Ruchu po prostu nie było i nie ma konserwatystów.

Wybiegając w przyszłość: W jakiej roli na polskiej scenie politycznej chciałaby pani siebie zobaczyć za 5 lat?

- Każda osoba, która chce działać politycznie, chce mieć wpływ i ja również chciałabym go mieć. Jest kilka projektów, na których mi po prostu zależy i swoją przyszłość widzę tak, że będę je realizować.

Mieć wpływ, czyli być w Sejmie?

- Bycie w Sejmie wydaje się bardzo istotne, by ten wpływ mieć i żeby mieć jak najszersze poparcie społeczne, o które będziemy zabiegać. To, że się raz nie udało nie oznacza, że można się poddać.

Rozmawiała Jolanta Kamińska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy