Nie myślcie, że wiecie o mnie wszystko...

Mimo że zajmował najwyższe stanowiska w państwie, takich jak on jest co najmniej pięć milionów. Człowiek, który w ostatnich dniach wstrząsnął lewą stroną sceny politycznej zapowiada, że jeszcze trochę dokona.

Zajmował najwyższe funkcje w kraju - był premierem i dwukrotnie marszałkiem Sejmu, wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych, szefem Sejmowej Komisji Europejskiej. To jedna z najlepiej rozpoznawalnych twarzy polskiej lewicy. Od 1969 roku był członkiem PZPR, ale nigdy - wbrew niektórym informacjom prasowym - nie wchodził w skład Komitetu Centralnego PZPR. Uczestniczył w rozmowach Okrągłego Stołu, był jednym z założycieli Socjaldemokracji RP, a potem jej przewodniczącym. Przewodniczył też SLD. Oskarżany najpierw o szpiegostwo, a potem także o złożenie fałszywego oświadczenia lustracyjnego, został oczyszczony z zarzutów. Dopiero pod koniec stycznia, po ponad siedmiu latach procesu, Sąd Najwyższy uznał, że Józef Oleksy nie skłamał, zatajając fakt współpracy z Agenturalnym Wywiadem Operacyjnym. Jest doktorem ekonomii, absolwentem Wydziału Handlu Zagranicznego SGPiS (teraz: SGH) w Warszawie. Niedawno wrócił na uczelnię, ale już w roli wykładowcy. Jest też profesorem Akademii Finansów w Warszawie i dziekanem Wydziału Stosunków Międzynarodowych. Ma 60 lat, żonę Marię, dwoje dorosłych dzieci - Julię i Michała.

Reklama

Oleksy dumny

Takich jak on jest w Polsce co najmniej pięć milionów. Ponoć są bardziej sexy, mają wyższą od przeciętnej inteligencję i wyróżniają się na tle innych dużą aktywnością. Mowa o łysych. Józef Oleksy już dawno pogodził się z przegraną w tej - z natury rzeczy - nierównej walce. Jak sam wspomina, jeszcze na początku lat 60. bez powodzenia stosował kupowany po znajomości aż w Szczecinie preparat o nazwie "Lena" oraz węgierski "Banfi'. W akademiku nakładał też na coraz bardziej łysiejącą głowę domowej roboty miksturę z oleju rycynowego i żółtek. Zwątpił w skuteczność jakichkolwiek terapii, gdy udał się po poradę do dermatologa. Lekarz - niestety - również był łysy. Dziś Oleksy z dumą powołuje się na starożytne dzieło pod wszystko mówiącym tytułem "Pochwała łysiny" i zapewnia, że w głębi serca po prostu żal mu mężczyzn bujnie owłosionych: "Współczuję wszystkim z wielkimi czuprynami. Bo czy ktoś widział kiedyś łysego barana" Nie. Baran zawsze ma pełno włosów. A poza tym włosy wypadają z powodu silnego parcia mózgu od wewnątrz".

Obok baranów wie też sporo o kaczkach, gęsiach i jeleniach. Nie - jak mógłby ktoś sądzić - z powodu wieloletniej obecności w polityce, ale dlatego, że jest myśliwym. Najchętniej strzela jednak do kozłów, dzików i lisów: "Ponieważ chodzą po ziemi" - tłumaczy polityk - "o wiele łatwiej je upolować, niż na przykład kaczki". Te małe ptaki wywołują niekiedy irytację Oleksego, bo niestety trudno je trafić. Ale z zasady brak trofeów nie psuje mu humoru. Satysfakcję daje już sama obecność w lesie, gdzie życie toczy się wedle sprawdzonych reguł, całkiem inaczej niż w polityce. Ubolewa, że nie da się do niej przenieść zasad ze świata zwierząt. Jak rzadko kto, były premier wie, co mówi, gdy opisuje relacje panujące między ludźmi: "W polityce trwają ciągłe podchody. Należy uważać, bo pod człowiekiem stale dołki kopią. Żadne zwierzę nie złamie odwiecznych zasad przyrody. Politykom łamanie reguł wchodzi w krew" - zwierzał się niedawno "Super Expressowi".

Dowiedz się więcej na temat: rzeczy | żona | PZPR | julia | Józef Oleksy | Nie | oleksy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy