Nierówności społeczne - instrukcja obsługi

W jednym tramwaju zmieściłaby się grupka osób, które zgromadziły większy majątek niż 3,5 miliarda najbiedniejszych ludzi razem wziętych. O ile tylko szanowni państwo miliarderzy zechcieliby do takiego tramwaju wsiąść (wątpliwe). Ale nie w środku transportu rzecz, a w jednym z najpoważniejszych problemów współczesnej cywilizacji.

Wierzcie nam - o nierównościach będzie się w najbliższych latach mówiło coraz więcej. Warto przygotować się do tej dyskusji. Spieszymy z pomocą.

Reklama

Czym są nierówności społeczne?

Chodzi o nierówny dostęp do dóbr, które są w społeczeństwie cenione. Nie muszą to być koniecznie dobra materialne, mogą to być również dobra takie jak zdrowie czy wykształcenie. Mówimy tu o nierównościach wynikających z pozycji społecznej (jedno niemowlę rodzi się w biedzie, inne w bogactwie - ich szanse na dobrobyt są diametralnie różne). O nierównościach dyskutuje się przede wszystkim w kontekście rosnącego rozwarstwienia dochodów.

- Zaznaczyć należy, że w każdym wyobrażalnym ustroju społecznym i politycznym nierówności ekonomiczne mają i będą miały miejsce. Pytanie dotyczy jednak skali: czy jako społeczeństwo uznajemy za sprawiedliwe, że np. prezes banku zarabia w skali roku tyle co tysiąc pielęgniarek? - mówi Interii Filip Konopczyński, analityk Fundacji Kaleckiego.

Jak duże są dziś nierówności społeczne?

Ogromne. I od trzech dekad wzrastają. Według ONZ 10 proc. najbogatszych posiada 85 proc. całego majątku ludzkości. Z kolei w raporcie organizacji Oxfam czytamy, że 80 najbogatszych obywateli zgromadziło większy majątek niż biedniejsza połowa globu - 3,5 miliarda ludzi!

W wielu krajach biedni wciąż biednieją a bogaci wciąż się bogacą. W czasie ostatniego kryzysu gospodarczego majątek wspomnianych 80 najbogatszych podwoił się, a majątek 3,5 mld najbiedniejszych wyraźnie się skurczył.

Dlaczego nierówności są złe?

"Ogromny wzrost nierówności dochodów w skali globalnej jest jednym z najważniejszych - i niepokojących - trendów światowej gospodarce w ostatnich 200 latach" - czytamy w raporcie OECD. Jak wynika z badań, nierówności społeczne mogą hamować rozwój gospodarczy, utrudniają dostęp do edukacji, służby zdrowia czy kultury. To nie wszystko.

- Kraje o wysokim stopniu nierówności zmagają się statystycznie z wieloma problemami: wyższym poziomem przestępczości i mniejszym poziomem bezpieczeństwa i zaufania; radykalizacją nastrojów społecznych i politycznych, czy nawet krótszą średnią życia oraz wzrostem liczby chorób psychicznych i samobójstw - wylicza w rozmowie z Interią Filip Konopczyński.

Nierówne szanse = rozwarstwienie dochodowe

Rozwarstwienie dochodów jest ściśle powiązane z brakiem równych szans. Nie ma się co oszukiwać, że ktoś, kto urodził się w dobrze usytuowanej rodzinie z Warszawy, będzie miał równe szanse na zdobycie dobrze płatnej pracy co ktoś, kto pochodzi ze wsi na wschodniej ścianie kraju. Tak, niektórym się udaje, ale choćby koszty edukacji są często nie do udźwignięcia przez rodziców.

- Brak równości szans, który często leży u źródeł nierówności dochodów, wiąże się z ogromnymi kosztami zarówno dla poszczególnych krajów świata, jak i dla społeczności globalnej. Brak równości szans oznacza, że dzieci od urodzenia startują w nierównych warunkach, w zależności od okoliczności, na które nie mają wpływu, takich jak płeć, geografia, sytuacja materialna rodziców, pochodzenie etniczne itp. - komentuje dla Interii Gabriela Inchauste, ekonomistka Banku Światowego odpowiedzialna za obszar ubóstwa.

Gdzie nierówności są najmniejsze, a gdzie największe?

Do badania nierówności służy m.in. współczynnik Giniego, który przybiera wartości od 0 do 100, gdzie 0 to pełna równość (wszyscy mają tyle samo), a 100 to maksymalna nierówność (jedna osoba posiada wszystko, pozostałe nie mają nic). Opierając się na tym współczynniku, możemy stwierdzić, że najmniejsze nierówności panują w Szwecji (24,9), Danii (24,8), a także w Słowenii (23,9), na Węgrzech (24,7), Słowacji (25,9), w Belgii (25,9), Austrii (26,3), Czechach (24,9). Z kolei największe rozwarstwienie panuje w Kolumbii (53,5), Gwatemali (55,1), Hondurasie (57,7), Hong Kongu (53,7), Paragwaju (53,2), RPA (62,5) i Zambii (57,5). O bardzo dużych nierównościach możemy również mówić w przypadku Stanów Zjednoczonych (45), Rosji (42) i Chin (46,9).

A w Polsce?

Współczynnik Giniego w Polsce wynosi 30,7 (stan na 2013 r.), co oznacza, że nierówności społeczne w naszym kraju są stosunkowo duże. Na tle innych państw Unii Europejskiej plasujemy się mniej więcej w środku stawki.

A na Białorusi?

Na Białorusi nierówności są małe (26,5) z prostej przyczyny - wszyscy są podobnie biedni, a ponadto nie wykształciła się pod nosem Alaksandra Łukaszenki taka oligarchia jak np. na Ukrainie czy w Rosji. Na Węgrzech poziom nierówności również jest, pozornie, optymistyczny, ale gdy zagłębimy się w szczegóły, to zobaczymy, że ogromny odsetek Węgrów żyje w biedzie. Co mówi nam ten przykład? Jeżeli walka z nierównościami nie jest tożsama ze zwalczaniem ubóstwa - automatycznie traci sens. Niwelowanie nierówności musi oznaczać wyciąganie ludzi z ubóstwa i musi odbywać się w warunkach coraz lepiej prosperującej gospodarki.

Neoliberalny mit

W latach 80. w światowej ekonomii ukuło się przekonanie, że nierówności społeczne motywują jednostki z dolnych rejonów "łańcucha pokarmowego" do pracy, innowacyjności, a wolny rynek daje im szansę, by polepszały swój byt. Ponadto przekonywano, że jeżeli polepsza się sytuacja najbogatszych, to ich bogactwo spływa na niższe warstwy społeczne (np. przedsiębiorca, któremu się powodzi, systematycznie podnosi płace pracownikom i zwiększa liczbę miejsc pracy). Jednak analizy i raporty, które ukazały się po 2008 roku (mowa o m.in. opracowaniach MFW, OECD, Banku Światowego) dowiodły, że powyższy paradygmat nie jest prawdziwy, że bogactwo nie "spływa", a nierówności w dłuższej perspektywie negatywnie wpływają na gospodarkę i społeczeństwo.

Już w latach 70. można było zaobserwować, jak w Wielkiej Brytanii dramatycznie rosły zyski korporacji finansowych, podczas gdy realne dochody 90 proc. społeczeństwa spadały. Podobnie w USA: po 1980 roku zyski koncernów zaczęły gwałtownie rosnąć, podczas gdy płace zwykłych pracowników niemal stanęły w miejscu (sprawdźcie tę infografikę).

Czy każdy może być bogaty?

Społeczeństwa dały sobie narzucić następującą narrację: owszem, rozwarstwienie społeczne jest coraz większe, ale nic się nie martwcie, bo każdy, kto jest pracowity, kto ma talent, kto jest przedsiębiorczy, też może być bogaty. Trochę cierpliwości i jacht będzie twój. Jednak badania są bezlitosne: wielokrotnie łatwiej bogatym się urodzić niż nim zostać. Ponadto kasta miliarderów szczelnie broni dostępu do swojego Olimpu.

- Mit założycielski kapitalizmu "od pucybuta do milionera" nie wytrzymuje zderzenia z empirycznymi danymi, które pokazują, że bogacenie w coraz większym stopniu zależy od możliwości czerpania renty z kapitału, a wartość dodana pracy najemnej maleje - mówi Interii Maciej Sobociński, analityk Fundacji Kaleckiego, który nawiązuje do badań Thomasa Piketty’ego (patrz: niżej).

Nierówności w głównym nurcie debaty ekonomicznej

O problemie nierówności społecznych głośno mówią przedstawiciele Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego oraz Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Jeszcze nie tak dawno nierówności były bagatelizowane, a mówienie o nich traktowane jako "lewactwo". Margaret Thatcher naśmiewała się z laburzystów podnoszących tę kwestię, przekonywała, że woleliby, żeby biedni zbiednieli pod warunkiem, że bogaci zbiednieją jeszcze bardziej. Dziś kwestia nierówności wyśmiewana bynajmniej nie jest i znajduje się w głównym nurcie debaty ekonomicznej.

- Najnowsza historia pokazuje, że żadnemu krajowi nie udało się osiągnąć wysokiego poziomu dochodów, jeśli utrzymywał się w nim wysoki poziom nierówności. W bogatych krajach poziom nierówności jest średnio znacznie niższy niż w krajach uboższych. Wysoki poziom nierówności może prowadzić do głęboko zakorzenionego ubóstwa, ograniczonego wzrostu gospodarczego, konfliktów społecznych i braku stabilizacji - mówi Interii Gabriela Inchauste z Banku Światowego.

Thomas Piketty

Jedną z najważniejszych publikacji zajmujących się tym zagadnieniem jest książka "Kapitał XXI wieku" francuskiego ekonomisty Thomasa Piketty'ego. "Nieznajomość tej pracy intelektualnie dyskwalifikuje" - zachwala Jerzy Hausner. Z kolei Leszek Balcerowicz nazwał Francuza "młodym Marksem". Książka rozeszła się już w ponad 1,5 mln egzemplarzy. Piketty dowodzi, że dochody z kapitału rosną szybciej niż dochody z pracy, wobec czego nierówności będą drastycznie rosnąć, dopóki nie opodatkujemy dochodów z kapitału. Proste? Proste.

Jak wyjaśniała prof. Elżbieta Mączyńska, Piketty udowodnił, że nierówności są ściśle powiązane z obecnym systemem ekonomicznym, a rozkład bogactwa stał się skrajnie niesprawiedliwy.

Co na to polska konstytucja?

"Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej" - właśnie na punkt drugi Konstytucji RP powołują się ci, którzy domagają się, by państwo walczyło z nierównościami jako przejawem braku owej sprawiedliwości społecznej.

Zanik klasy średniej

Jedną z konsekwencji rosnącego rozwarstwienia dochodów może być stopniowy zanik klasy średniej. Kraje niebezpiecznie zbliżają się do modelu, w którym społeczeństwo dzieli się na tych, którzy "mają" i tych, którzy "nie mają" ("The Havs and Have-Nots"), a pomiędzy nimi znajduje się przepaść.

- Zwłaszcza na Zachodzie mamy do czynienia z postępującą erozją klasy średniej, która mocno ucierpiała na kryzysie gospodarczym, szczególnie w krajach takich jak USA czy Hiszpania, gdzie był on pochodną krachu na rynku nieruchomości. Jak pokazują dane z ostatnich kilku dekad, realne dochody osób o średnich dochodach w społeczeństwach rozwiniętych nie rosną lub rosną bardzo powoli - zwłaszcza w porównaniu do dochodów najbogatszych 10 proc. społeczeństwa - komentuje Maciej Sobociński.

Co robić?

Jedną z najbardziej powszechnych metod niwelowania nierówności społecznych są podatki, w szczególności podatek progresywny, gdzie zarobki powyżej pewnego pułapu są opodatkowane według innej, wyższej stawki. Zszokowanym 75-proc. stawką proponowaną przez partię Razem (ale tylko od dochodu powyżej 500 tys. zł rocznie), warto opowiedzieć o podatkach wprowadzonych przez prezydenta USA Dwighta Eisenhowera, który na naj, najbogatszych nałożył podatek 91-procentowy (od dochodów powyżej 53 milionów dolarów rocznie na rodzinę) i wybudował za to infrastrukturę, która służy Amerykanom do dziś.

- Po raz pierwszy podatek dochodowy wprowadzono na początku XX wieku w USA właśnie po to, aby objąć nim najbogatszych w celu spowolnienia procesu ich "odrywania się" od reszty społeczeństwa - mówi nam Filip Konopczyński.

- Obok podatków dochodowych stosuje się także inne metody: podatki katastralne i ziemskie (mocniej obciążają tych, którzy mają więcej nieruchomości, a więc majątku), podatki od dziedziczenia (dzieci miliardera odziedziczą znacznie więcej niż dzieci stolarza), podatki od operacji finansowych (akcjonariuszami instytucji finansowych są zazwyczaj najbogatsi) itp. Duże znaczenie ma też funkcjonowanie silnego sektora publicznego - dobrej jakości publiczna służba zdrowia czy edukacja pozwalają tworzyć pewne dziedziny życia, gdzie prawo do dobrych usług gwarantowana jest ze względu na bycie częścią wspólnoty (narodu), a nie zasobnością portfela - komentuje ekspert.

Dopasujmy rozwiązania do miejsca

Gabriela Inchauste z Banku Światowego przekonuje nas, że rozwiązania należy dostosować do realiów danego państwa i regionu. 

- W kraju o niskich dochodach być może konieczne jest zwiększenie produktywności rolnictwa. Kraje o średnich dochodach mogą się koncentrować na urbanizacji. W kraju, w którym większość dzieci nie chodzi do szkoły podstawowej, reforma edukacji będzie zaś priorytetem - mówi ekspert.

I podaje przykład:

- Ameryka Łacińska była w drugiej połowie XX w. jednym z regionów świata charakteryzujących się największym poziomem nierówności, jednak w XXI w. nierówności się zmniejszyły. Wzrost gospodarczy w krajach regionu doprowadził do podwyższenia stawek godzinowych za pracę, a rząd wprowadził w życie szereg ważnych rozwiązań takich jak egzekwowanie umów o pracę i stawek godzinowych, lepszy dostęp do edukacji, progresywne wydatki na edukację faworyzujące ubogich, a nade wszystko, warunkowe transfery pieniężne. 

Zanim jednak zaczniemy z nierównościami walczyć, musimy jako społeczeństwo ustalić, czy zgadzamy się, że nierówności są złe czy też dalej tkwimy w przekonaniu, że ktoś tu urządza niesprawiedliwą nagonkę na tych, którym się powiodło.

Dowiedz się więcej na temat: nierówności społeczne | Bank Światowy | MFW | OECD

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje