Niewierni, strzeżcie się! Kobiety na tropie

Rebecca Jane ma zaledwie 30 lat, a może poszczycić się wieloma sukcesami. Jej największym osiągnięciem jest założenie Damskiej Agencji Detektywistycznej, która cieszy się sporym powodzeniem już nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale także za granicą.

Jane napisała też opartą na faktach książkę, w której wspomina swoje niezwykłe przygody. Rebecca znalazła się także na listach najbardziej przedsiębiorczych Brytyjek, które w ostatnich latach odniosły sukces. Mieszka w Lancashire z mężem i córkami. Z Rebeccą Jane o zdradzie, kłamstwach i zazdrości rozmawiała Katarzyna Krawczyk.

Reklama

INTERIA.PL: Czy to dobry pomysł, aby sprawdzać SMS-y, e-maile i prywatne wiadomości na Facebooku swojego partnera?  

-  Powiedziałabym, że jest to dobry pomysł, żeby to robić, jeśli faktycznie masz jakieś podejrzenia wobec swojego partnera. Jednak zawsze zalecam moim klientom ostrożność i przede wszystkim proszę, aby zadali sobie kilka ważnych pytań.  Czy naprawdę jesteś gotów na to, żeby poznać prawdę? Czy jeśli znajdziesz tam coś  niepokojącego to będziesz w stanie przyznać się swojemu partnerowi, że go sprawdziłeś? Czasem takie sprawdzanie i tego, czego można się dowiedzieć, sprawia, że stawia nas to w naprawdę niekorzystnej pozycji. Zanim więc podejmiesz takie działania, naprawdę, pomyśl poważnie o konsekwencjach, jakie ze sobą niosą.

No właśnie, może czasem po prostu lepiej nie wiedzieć o tym, że ktoś nas zdradził. Nie sądzisz?

-   Całkowicie się z tobą zgadzam. To, o czym nie wiesz, nie wyrządzi ci krzywdy i nie sprawi przykrości. Jednak przecież nie zawsze o to właśnie chodzi. Ludzie często mają dostęp do pewnych szczątkowych informacji i z nich układają sobie w głowie obraz. To może prowadzić do paranoi, jeśli ich partner w porę się do zdrady nie przyzna. To właśnie wtedy sprawy stają się naprawdę skomplikowane, a ludziom dzieje się krzywda.

Paranoja - to ważne słowo w tym przypadku. Jak daleko mężczyzna czy kobieta są w stanie się posunąć, kiedy są zazdrośni o swoich partnerów?

-  W każdym związku te granice wyglądają inaczej. Niektórym nawet czasami nie przeszkadza to, że ich partner czy partnerka romansuje - dopóki o tym nie wiedzą. Z drugiej strony są też osoby, które są zazdrosne tylko o to, że ich druga połówka rozmawia z kimś, kto jest płci przeciwnej, odrobinę zbyt długo.  

- Jeśli o mnie chodzi, jestem bardzo tolerancyjna. Oczywiście mój mąż nie może uprawiać seksu z innymi kobietami, ale jeśli przyjaźni się z inną kobietą i jest z nią blisko - nie mam nic przeciwko temu. Po prostu mu ufam. Na 110 procent. Jeśli miałabym partnera, któremu ufałabym mniej, te granice na pewno byłyby dużo węższe.

Z jakim najbardziej ekstremalnym przypadkiem zazdrości miałaś do czynienia w swojej pracy?  

-  Ech, moja (niestety) stała klientka była święcie przekonana, że jej partner zdradza ją z prostytutkami. Pewnego dnia wybrała się do fryzjera i oczywiście wydawało jej się, że skoro ona jest u fryzjera, to jej mąż na pewno spędza czas z jakąś panią do towarzystwa. Opowiedziała więc o wszystkich swoich zmartwieniach tej fryzjerce, która się nią zajmowała.

-  Kiedy następnym razem pojawiła się w tym salonie zaatakowała fryzjerkę. Powiedziała, że mąż dba o ogród, kosi trawę, a do prostytutek już nie chodzi. Uznała, że stało się tak na pewno dlatego, że fryzjerka go ostrzegła, że moja klientka coś podejrzewa.

Czyli mąż tak naprawdę był jej wierny?

- Dokładnie tak.

No dobrze, a co z kobiecą intuicją? Czy naprawdę coś takiego istnieje? 

-  Tak. Rozmawiałam o tym nawet z dziewczynami, które pracują u mnie w biurze.  Wszystkie, niemal jednogłośnie, powiedziały TAK! Można by ją było sprzedawać w butelkach, w ilościach hurtowych. Po prostu chodzi o to, że mężczyźni zazwyczaj nie przejmują się niczym aż tak bardzo i ich mózgi nie pracują w ten sam sposób, co mózgi kobiece.

Czy kobieca intuicja przydaje ci się czasem w pracy?

- Trochę pomaga. Zawsze fajnie mieć jakiś pomysł, czy przeczucie, jednak my naszą pracę staramy się opierać przede wszystkim na faktach. Wtedy trzeba troszkę tę intuicję wyciszyć i pamiętać, aby nikogo nie osądzać, zanim nie będzie się dysponowało mocnymi dowodami.

Jak uważasz, dlaczego tak naprawdę ludzie  zdradzają?

- Z różnych powodów. Jakby na to nie patrzeć, ludzie zawsze będą mieć lekkie skłonności do cudzołożenia. Wszyscy pochodzimy od zwierząt i tak już jesteśmy zaprojektowani, że łączymy się w pary. Osobiście uważam, że taka potrzeba zdrady tkwi w każdym z nas. Niektórzy po prostu lepiej sobie z nią radzą.

Gdybyś miała opowiedzieć o najbardziej skomplikowanej sprawie, jakąś musiałaś rozwiązać, to która by to była?  

-  Z pewnością byłaby to sprawa transseksualnej prostytutki. (Tak!).

Ok... Powiedz coś więcej!

- Dwóch mężczyzn było ze sobą w związku i w pewnym momencie jeden z nich uciekł z dość znaczną kwotą pieniędzy. Musiałyśmy go namierzyć i "dobrać się" do jego majątku. Okazało się, że po ucieczce od swojego partnera mężczyzna postanowił zmienić płeć, a dodatkowo zaczął pracować jako prostytutka. Zaczęłyśmy tracić wiarę, że uda nam się tę sprawę rozwikłać. Do tego, że nam się to udało, przyczyniła się mieszanka szczęścia i naprawdę nieszablonowe myślenie z naszej strony. Ale nie zdradzę szczegółów, jak dokładnie to zrobiłyśmy. Tę sprawę opisuję akurat w swojej książce.

A co z bezpieczeństwem? Czy podczas którejś ze swoich akcji mogło ci się stać coś naprawdę złego?  

-  Staramy się nie narażać w naszej pracy na zbyt duże niebezpieczeństwo. Głównie dlatego, że staramy się działać tak, aby nikt nie wiedział, kim naprawdę jesteśmy, i co knujemy. Jednak zdarzało nam się namierzać dealerów narkotyków, czy dostarczać wezwania sądowe takim niezbyt przyjemnym typom. To samo w sobie może być nieco niebezpieczne.

W swojej książce często wspominasz o tym, że na początku swojej działalności w branży detektywistycznej miałaś sporo wątpliwości, co do moralności tego, co robisz. Jak to wygląda teraz? Udało ci się poradzić z tymi emocjami?

-  Tak naprawdę codziennie z nimi walczę. Ciągle pytam samą siebie, czy na pewno dobrze postępujemy. Jednak potem słyszę od naszych klientów, że naprawdę jesteśmy pomocne. Wielu z nich mówi nam, że pomogłyśmy im rozpocząć nowe życie. Trzeba pamiętać o tym, aby wstrzymać się od osądzania, a także o tym, że należy im pomóc mimo wszystko, niezależnie od tego, o co proszą. To nie nasze zadanie, aby oceniać, czy postępują dobrze, czy źle. 

Jest jakaś zasada, której nigdy w swojej pracy byś nie złamała?

-  Tak. Nigdy nie zrobiłabym nic, co jest nielegalne.

Powiedz proszę, czy trudno ci jest ufać swojemu obecnemu mężowi, skoro ten pierwszy cię zdradził? Nie czujesz czasem pokusy, żeby go sprawdzić?  

-   Nie, wcale. Mój mąż jest mi na 110 procent wierny i tego jestem pewna. Nie mam potrzeby, żeby go sprawdzać - po prostu - jeśli jesteś z właściwą osobą, to to wiesz. Tak właśnie działa intuicja. Nigdy nie przyszło mi nawet na myśl, żeby sprawdzać jego telefon, czy maile. Po prostu nie czuję takiej potrzeby. A jeśli chodzi o doświadczenia, to także po tej ilości złamanych serc, które obserwuje w pracy, widzę, że dla każdego jest nadzieja!

Katarzyna Krawczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje