​Piękny kraj w rękach Kim Dzong Una

Za posiadanie biblii grozi egzekucja. Za jedno zdanie wrogie wyczulonemu na krytykę systemowi całe rodziny znikają bez śladu. Na represje, tortury i śmierć narażeni są zwykli mieszkańcy Korei Północnej i najbliżsi współpracownicy Kim Dzong Una. Do rozzłoszczenia wodza wystarczy niewielka iskra, chociażby oglądanie zagranicznej telewizji, odkłamującej rządową propagandę.

- Wiesz, jak dorastasz w jakimś miejscu i nie masz porównania, myślisz, że prowadzisz normalne życie. W szkole i telewizji słyszałam, że to najlepszy kraj na świecie, ale to kontrastowało z cierpieniem, jakie widziałam na ulicach. Widziałam przerażającą biedę, ludzi umierających z głodu. Zaczęłam stawiać niewygodne pytania, niebezpieczne dla mojej rodziny. Musiałam stamtąd uciec - opowiada  Hyeonseo Lee.

Reklama

Spotykamy się w Warszawie. Hyeonseo Lee do Polski przyleciała na promocję swojej książki "Dziewczyna o siedmiu imionach" (Prószyński i S-ka). Rozmawiamy w jej apartamencie, a ja zastanawiam się, skąd ta filigranowa i niepozorna dziewczyna ma w sobie tyle sił i odwagi? Na własną rękę uciekła z Korei Północnej przez wspierające reżim Kim Dzong Una Chiny, a po latach - z narażeniem życia całej trójki - wróciła po brata i matkę.

- Koreańczycy z Północy nie dostają w Chinach statusu uchodźcy, są traktowani jak nielegalni imigranci ekonomiczni, wyłapywani i odsyłani do kraju. Wielu z nich trafia do obozów pracy. Największe problemy mają złapani na południu Chin, już za Kunming. Dla władz jest oczywiste, że nie uciekli do Chin, tylko próbowali przedostać się do Tajlandii, by stamtąd odlecieć do Korei Południowej. Żadne pieniądze im nie pomogą - martwi się Hyeonseo Lee.

Winni za pokrewieństwo

W Korei Północnej są dwa rodzaje obozów: pracy i dla więźniów politycznych. Trafiają do nich uciekinierzy, przestępcy i wszyscy przeciwnicy reżimu. Do tej ostatniej grupy może dostać się każdy. Pretekstem dla władzy może być donos sąsiada, odbieranie zagranicznej telewizji, słuchanie płyt południowokoreańskich zespołów. - Kolega mojego taty powiedział kiedyś w towarzystwie "ten system nie jest fair". To wystarczyło. Donieśli i cześć - mówi Hyeonseo Lee.

 - W obozach pracy i więzieniach przetrzymywane są setki tysięcy osób. Wiele z nich przebywa tam bez postawienia zarzutów czy procesu sądowego. Według zeznań byłych więźniów w obozie politycznym Yodok ludzie zmuszani są do pracy w warunkach niewolniczych, często poddawani są torturom i innemu okrutnemu traktowaniu. Pomimo niepodważalnych dowodów, rząd Korei Północnej zaprzecza istnieniu obozu - podkreśla Aleksandra Zielińska z Amnesty International.

Według szacunków Komitetu na rzecz Praw Człowieka w Korei Północnej (HRNK) z USA w kraju więzionych jest obecnie ok. 120 tys. więźniów politycznych. W wielu przypadkach nie mają procesu, prawa do obrony. Są "winni za pokrewieństwo". Znane są przypadki trzeciego pokolenia więźniów, pochodzących z rodzin "wrogich reżimowi", a także egzekucji za posiadanie biblii i szerzenia innej religii. Bo w Korei Północnej obiektem kultu może być tylko dynastia Kimów.

Za zamkniętymi drzwiami reżimu

Na problemie obozów i nielegalnych więzień drastyczne przypadki łamania praw człowieka w Korei Północnej się nie kończą. - Od dojścia do władzy Kim Dzong Una zaobserwowaliśmy następujące zjawiska: zaostrzenie represji dla uchodźców, czystkę rządowych oficjeli podejrzanych o zdradę, częstsze przypadki ucieczek przedstawicieli władz państwowych, restrukturyzację obozów politycznych, zaginięcia więźniów politycznych oraz nasilenie represji wobec kobiet - podkreśla Greg Scarlatoiu, dyrektor wykonawczy HRNK.

- Trudno o drugi kraj o podobnej skali zbrodni przeciwko ludzkości, jak Korea Północna. Problem w tym, że to najbardziej zamknięte państwo świata. Izolacja działa w obydwu kierunkach. Za zamkniętymi drzwiami reżimu dochodzi do eksterminacji ludności, morderstw, niewolnictwa, tortur, gwałtów, wymuszonych aborcji, przestępstw seksualnych, wyroków powodowanych względami politycznymi, religijnymi czy rasowymi. Ludność jest siłą przenoszona z miejsce na miejsce, zdarzają się zaginięcia. Powszechne jest zjawisko głodu - wylicza Sokeel Park, dyrektor organizacji Wolność w Korei Północnej, pomagającej uchodźcom z tego kraju.

- Od lat 90. prawie milion mieszkańców Korei Północnej zmarło z głodu. Głód i kryzysy żywnościowe w dużej mierze pozostają w ukryciu z powodu kontrolowania przez władze przepływu informacji, restrykcji dotyczących swobodnego przemieszczania się obywateli Korei Północnej i pracowników organizacji humanitarnych w kraju, a także zakrojonego na szeroką skalę tłumienia wolności słowa i zrzeszania się - dodaje Aleksandra Zielińska z Amnesty International.

Sesje donosicielstwa w podstawówce

Jak Hyeonseo Lee była mała, mama rzadko zapraszała do domu gości. Zakładała wtedy maskę, a dzieciom powtarzała, żeby kontrolowały usta. Każdy podsłuchiwał, każdy mógł donieść. Goście oznaczali problem. Żeby przypadkiem nie spostrzegli, że w domu jest dobrobyt. Nowy sprzęt elektroniczny? Skąd to masz? Z zagranicy? Zapas ryżu na kilka miesięcy? A po co? Dla kogo to? Władze szybko dowiadywały się o bogactwie i przysyłały kontrole.

Podpaść reżimowi można było także na ulicy, w zakładzie pracy, a nawet w szkole. Raz w tygodniu odbywała się sesja samokrytyki. Uczniowie po kolei wstawali i zwracając się do siebie "towarzyszu", oskarżali kogoś o coś i do czegoś się przyznawali. Każdy zaczynał wystąpienie od przywołania przykazań Kim Ir Sena lub Kim Dzonga Ila, a potem wskazywał palcem dziecko, które to zalecenie pogwałciło.

- Atmosfera psychozy i pranie mózgu od najmłodszych lat. Wpajano nam, że Korea Północna to najlepszy kraj na świecie. Nie mogliśmy oglądać zagranicznych mediów, słuchać muzyki. Groziło to więzieniem - nawet dla nastolatków. Ale łamaliśmy to prawo. Dla wielu moich rówieśników to była jedyna okazja, żeby zobaczyć inny świat - tłumaczy Hyeonseo Lee.

Zakazanej muzyki słucha również Kim Dzong Un. Uczył się w zagranicznych szkołach, wie co się dzieje na świecie. Ogląda zagraniczne filmy, zaprasza znanych sportowców. Jego pasją jest koszykówka, a idolami gwiazdy NBA - zawodowej ligi koszykarskiej z imperialistycznej i zgniłej Ameryki. Dyktator cieszył się jak dziecko, kiedy na jego zaproszenie do Korei Północnej przyjechał Dennis Rodman.

- Kim Dzong Un jest bardziej szalony od swojego ojca. Jest nieobliczalny, to mnie martwi najbardziej. Nie wiemy, co wymyśli. Chwali się bronią jądrową, straszy wojną. Z jednej strony zachowuje się jak głupek, z drugiej wątpię, żeby był aż tak głupi, żeby dążył do konfliktu zbrojnego z kimkolwiek. To sprowadziłoby na niego i na cały kraj zagładę. Dyktator powinien chcieć rządzić jak najdłużej, utrzymać swoją świtę przy władzy, a nie szukać problemów na zewnątrz - ocenia Hyeonseo Lee.

Kim Dzong Un boi się młodych

Czy pokojowa zmiana władzy w Korei Północnej jest możliwa?  - pytam swoich rozmówców.

- Historia pokazuje, że powstania mas to początek końca dyktatur. Kim Dzong Un zleca egzekucje wysoko postawionych urzędników i wojskowych. To o czymś świadczy. Boi się, że jego ktoś zlikwiduje. Przez lata nikt nie wyobrażał sobie, że w Korei Północnej może rządzić ktoś spoza rodziny Kimów. Ale to kiedyś nastąpi, w końcu pojawi się opozycja - odpowiada Hyeonseo Lee.

- Zmiana musi wyjść bezpośrednio od obywateli Korei Północnej. Wyobrażam sobie masowe powstanie przeciwko reżimowi połączone z przewrotem pałacowym - uważa Greg Scarlatoiu.

- Rząd obawia się młodego pokolenia. Stąd próby ściślejszej kontroli młodzieży, zaciekła walka z dostępem do zagranicznych mediów i informacji. Te działania nie są w pełni skuteczne, dlatego wpływ władz na mieszkańców będzie coraz słabszy, a to będzie musiało przełożyć się zmianę polityki i poprawę warunków bytowych obywateli - zaznacza Sokeel Park.

Słowa to za mało

W kwietniu 2014 roku Hyeonseo Lee złożyła zeznania podczas nadzwyczajnej sesji Komisji Bezpieczeństwa ONZ. Rada Bezpieczeństwa, podkreśla moja rozmówczyni, po raz pierwszy skupiła się wyłącznie na problemie łamania praw człowieka w Korei Północnej.

- Historyczna chwila. ONZ wydała raport dotyczący Korei Północnej. Cieszę się, na pewno można to wydarzenie nazwać przełomowym. Ale wiesz czego się boję? Że to za mało. Martwię się, że na tym się skończy pomoc międzynarodowa mieszkańcom Korei. Na słowach - podkreśla.

W marcu 2013 roku Rada Praw Człowieka ONZ poparła bez głosowania rezolucję ustanawiającą komisję śledczą do zbadania naruszeń praw człowieka w Korei Północnej. W ocenie Aleksandry Zielińskiej z Amnesty International był to pozytywny krok w stronę rozliczenia poważnych pogwałceń praw człowieka w kraju rządzonym twardą ręką przez Kim Dzong Una.

- Państwa członkowskie ONZ wysłały jasną wiadomość dla władz Korei Północnej: osoby odpowiedzialne za zbrodnie przeciwko ludzkości zostaną pociągnięte do odpowiedzialności. Z zadowoleniem przyjęliśmy również szeroki mandat zagwarantowany komisji śledczej. Oznacza to, że komisja może badać rażący i systematyczny charakter naruszeń praw człowieka, w tym zbrodni przeciwko ludzkości, oraz zapewnić pociągnięcie winnych do odpowiedzialności - podkreśla.

- Dlatego wzywamy rząd Korei Północnej do pełnej współpracy z komisją i umożliwienie jej członkom dostępu do kraju. Sekretarz generalny ONZ musi zapewnić komisji odpowiednie środki, umożliwiające jej efektywne wykonywanie mandatu . Społeczność międzynarodowa i rządy państw w sprawie Korei Północnej wciąż mogą zrobić więcej. Powinniśmy wywierać stały nacisk na rządy państw oraz samej Korei Północnej poprzez wysyłanie apeli, rozpowszechnianie informacji o łamaniu praw człowieka oraz budowanie świadomości sytuacji w Korei Północnej - dodaje przedstawicielka Amnesty International.

Hyeonseo Lee: - Jestem Koreanką z Północy. Nie ucieknę od tego. Tam się urodziłam, wychowałam. To mój kraj. Wiele razy zmieniałam tożsamość i miejsce zamieszkania. Pytasz, gdzie jest moja ojczyzna? W Korei Północnej. To piękny kraj, wspaniali ludzie. Dlatego głośno mówię o zbrodniach reżimu.

Obserwuj autora na Twitterze

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje