Poj...ny świat

Parę dni temu na ulicy w Krakowie zatrzymał mnie człowiek i spytał: "Czy Pan zdaje sobie sprawę, że ludzie po kilka razy dziennie słuchają tego, co mówią politycy - i komentują to słowami: "Ich znów całkiem poj***ło!"

Jest to celny, choć prostacki, opis tego, co się dzieje z naszą cywilizacją. Jak mawiają Rosjanie; "Ot żira biesitsja!"; od nadmiaru dobrobytu ludzie głupieją.

Reklama

Policja widać nie ma co robić, bo dowiadujemy się na przykład, że dzielnym stróżom prawa udało się zatrzymać dwoje rodziców prowadzących po pijanemu... wózek spacerowy. Z dzieckiem.

No, i co z tego? Zdecydowana większość Polaków pije, zdecydowana większość ma też dzieci - z czego wynika, że spora część opiekuje się czasem dziećmi po pijaku. Gdyby policja mogła zaglądać do prywatnych domów, toby zobaczyła, jak pijana matka zapala piecyk gazowy - a obok kręci się dwulatka w spódniczce i uczy piec ciasto. Każda opieka społeczna zażądałaby, by taką wyrodną matkę zamknąć na dwa lata do kryminału - a dziecko, oczywiście, do domu dziecka lub do rodziny zastępczej.

Albo ojciec huśta dziecko na kolanie lub buja za rączki - a ma we krwi dwa promille... Przecież tak jest codziennie w milionach polskich domów. I jakoś nic strasznego się nie dzieje.

Stoimy przed wyborem: w każdym mieszkaniu zamontować po dziesięć kamer oraz czujniki wydychanego alkoholu - albo przestać wtrącać się w to, co rodzice robią ze swoimi dziećmi! To ICH dzieci - do cholery!

Za tym pierwszym rozwiązaniem stoją producenci kamer, którzy dają w łapę politykom. Za drugim jestem ja - i większość Polaków. Tyle, że po cichu. Oficjalnie popierają, że Władzuchna odbiera ludziom dzieci - bo się BOJĄ. Boją się, że jak będą protestować, to IM odbierze się ICH dzieci.

Pod byle pretekstem. W sądzie warszawskim kierowniczka przedszkola żądała, by odebrać dziecko ojcu, który uczył je "niewłaściwych postaw społecznych". Źle wyrażał się o Panu Premierze, Panu Prezydencie, Jego Świątobliwości (nie pamiętam już, o kim). Więc: odebrać wyrodkowi - i do domu dziecka!

Tam już nauczą dziecko kochać papieża, prezydenta, homosiów, premiera, policję, wojsko, Sejm i Unię Europejską.

Co prawda w tzw. Konstytucji jest napisane (Art. 53 p. 3): "Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami" - ale kto by przejmował się jakimiś paragrafami napisanymi tylko po to, by ludziom się wydawało, że żyją w normalnym państwie. Stalin w konstytucji z 1935 roku zapisał nie takie swobody.

A tej Konstytuty-prostytuty nie przestrzegają w Polsce nawet sądy - więc o czym tu mówić?

Nie chodzi o dzieci pijaków. Najnormalniejszym rodzinom odbiera się np. prawo nauczania dzieci u siebie w domu. P. Anna Kopciowa protestowała na ulicach Lublina, że kuratorzy, którzy muszą "wydać zezwolenie" (Tak!!! Na to, by dziecko uczyło się w domu!), robią dzieciakowi przesłuchanie: "A czy mamusia cię kocha?". Musi też donosić na braciszka: "A czy Pawełek kocha mamusię?". Rodzicom potem oświadczają: "Macie takie zdolne dzieci; czy nie szkoda ich na naukę w domu?".

Bo dziecko w szkole jest dzieckiem socjalistycznym: nauczy się! Nauczy się palić, kląć, pić, ćpać - i, jak Bóg pozwoli, to i w ciążę zajdzie. I to jest dziecko w pełni zsocjalizowane. Więc dlatego obywatele MUSZĄ posyłać dzieci do miejsc, gdzie przerabia się dzieci normalne na "zsocjalizowane".

Bo uczone w domu wyrosłyby na jakieś odludki, które nawet nie wiedzą, co to jest homoseksualizm czy marijuana. Ja nie wiedziałem do 17-go roku życia. No, i proszę: jaki dziwak ze mnie wyrósł!

http://korwin-mikke.pl

Zobacz nasz raport specjalny: Janusz Korwin-Mikke - zawsze pod prąd

Dowiedz się więcej na temat: świat | dziecko

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje