Polsce grozi powrót groźnych chorób zakaźnych?

W Polsce lawinowo wzrasta liczba niezaszczepionych dzieci. Wpływ na to ma działalność ruchów antyszczepionkowych, które skutecznie wywołują obawy wśród młodych rodziców. Efekt jest taki, że do Europy powróciły dawno wytępione choroby zakaźne - przede wszystkim odra, ale notuje się również zachorowania na polio. Czy nasz kraj jest zagrożony wybuchem epidemii?

"Granicą bezpieczeństwa" jest zaszczepienie nie mniej niż 95 procent społeczeństwa. Gdy poziom ten jest niższy, wtedy spada odporność populacyjna. Według Głównego Inspektoratu Sanitarnego, w 2011 roku w Polsce nie zostało zaszczepionych około 3 tysięcy dzieci, w 2012 roku było ich 5,3 tys., w 2013 r. - około 7,2 tys., a w 2014 roku już ponad 12,3 tysięcy.

Reklama

Jan Bondar, rzecznik prasowy GIS, w rozmowie z Interią precyzuje, że powody, dla których niektóre dzieci nie przechodzą cyklu szczepień, są różne - dzieje się tak z przyczyn medycznych, z powodu emigracji czy wyjazdów. "Ale jest też coraz więcej rodziców, którzy odmawiają szczepień, bo - jak twierdzą - nie ufają szczepionkom. Jest to zjawisko niepokojące, ta 'moda' przyszła do nas z Zachodu" - mówi.

Prekursorzy ruchów antyszczepionkowych

Dzięki szczepieniom, w latach 70. - 90. ubiegłego wieku w państwach Unii Europejskiej zostały opanowane najgroźniejsze choroby zakaźne. Jednak pod koniec lat 90., wraz z powstaniem ruchów antyszczepionkowych w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej, sytuacja się skomplikowała. Wszystko zaczęło się od kontrowersyjnej teorii o rzekomym wpływie szczepionek na uszkodzenie mózgu. Teza ta szybko została obalona, ale przedstawiciele ruchu nadal utrzymują, że substancje zawarte w szczepionkach są bardziej szkodliwe dla zdrowia niż same choroby, przed którymi mają chronić. Twierdzą, że szczepionki zawierają formaldehyd, rtęć i aluminium, które mają toksyczne działanie.

W Polsce ruch antyszczepionkowy zyskał rozgłos dekadę temu za sprawą tez głoszonych przez prof. Marię Dorotę Majewską, neurobiolog, która przez 25 lat pracowała w Stanach Zjednoczonych. Prowadziła także projekt badawczy w Polsce, na zlecenie Komisji Europejskiej. Sprawdzała, jaki potencjalnie może być wpływ jednego ze składników szczepionek - thimerosalu - na rozwój autyzmu u dzieci. Lekarka wystosowała list do Polskiego Towarzystwa Wakcynologii, w którym wyraziła swoją kontrowersyjną opinię, iż "ciężkie choroby będące następstwem toksycznych szczepień są większym zagrożeniem niż przejściowe, uleczalne choroby zakaźne".

Ruchy antyszczepionkowe na Zachodzie przywołują natomiast tezy brytyjskiego lekarza, Andrew Wakefielda, byłego pracownika Szpitala Royal Free i Akademii Medycznej w Londynie, który w 1998 roku na łamach czasopisma "Lancet" napisał, że szczepionka przeciw odrze, śwince i różyczce - MMR - powoduje autyzm, zapalenia jelit i wpływa na regres rozwoju. Artykuł ten szybko został wycofany z gazety. Udowodniono, że wnioski zamieszczone w nim były fałszywe, a sam autor nie miał zgody komisji etycznych na przeprowadzenie testów. Wakefield stracił prawo do wykonywania zawodu.

Dlaczego odmawiają dzieciom szczepień?

Dziś antyszczepionkowcy nie głoszą już tak szalonych tez jak te o autyzmie, ale nadal skutecznie rozbudzają wątpliwości w głowach młodych rodziców. W jaki sposób rozpowszechniają informacje? Przede wszystkim za pośrednictwem forów internetowych. Z badań wynika, że 80 procent użytkowników internetu szuka informacji na temat zdrowia. 16 procent z nich chce poczytać na temat szczepień ochronnych, więc grunt jest podatny.

Jeśli chodzi o motywację rodziców, którzy odmawiają dzieciom szczepień, to najczęściej zasłaniają się oni względami religijnymi, przekonaniami osobistymi i brakiem zaufania do sektora ochrony zdrowia. Tłumaczą także, że podejmują taką decyzję, gdyż wierzą ruchom antyszczepionkowym - niektórzy przyznają, iż dotychczas szczepili dzieci, ale przekonały ich materiały dotyczące powikłań lub zrezygnowali, ze względu na fakt, iż od rodziny lub znajomych słyszeli o przypadkach powikłań. Inni twierdzą natomiast, że większe zaufanie mają do medycyny alternatywnej.

Z raportu Głównego Inspektoratu Sanitarnego wynika, że ze szczepień rezygnują głównie mieszkańcy dużych miast. Najwięcej przeciwników szczepień mieszka na Śląsku, w Wielkopolsce i na Mazowszu.

STOP NOP

Brak rzetelnej informacji i brak indywidualnego podejścia do pacjenta doprowadziły do powstania w 2011 roku Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach "STOP NOP" (Niepożądany Odczyn Poszczepienny - przyp. red.). Organizacja apeluje, by w Polsce szczepienia były dobrowolne, tak jak to jest w 16 krajach europejskich. - Zależy nam, by prawo pacjenta do świadomej zgody na zabieg medyczny było przestrzegane i by pacjent miał wiedzę nie tylko o korzyściach płynących ze szczepienia, ale także o ryzyku z nim związanym - mówi w rozmowie z Interią Justyna Socha, współzałożycielka stowarzyszenia.

STOP NOP chce, by rodzice mogli brać udział w rejestracji niepożądanych odczynów poszczepiennych i walczy o utworzenie funduszu odszkodowań współfinansowanego przez producentów szczepionek.

Stowarzyszenie nie mianuje się "ruchem antyszczepionkowym", bo jak wyjaśnia jego przedstawicielka, nie ma postulatu likwidacji programu szczepień: - "Chcemy tylko, by lekarze dla każdego pacjenta tworzyli bilans korzyści i ryzyka płynącego z przeprowadzenia tego zabiegu medycznego. Obecnie rodzice są często poniżani w placówkach służby zdrowia, a statystyki stoją ponad dobrem jednostki". Za taki stan rzeczy organizacja wini lobby firmy farmaceutycznych, przez które - jej zdaniem - w Polsce szczepienia są obowiązkowe.

Przedstawicielka STOP NOP nie obawia się, że brak obowiązkowych szczepień może znacznie wpłynąć na obniżenie wyszczepialności populacji, a co za tym idzie na wzrost ryzyka powrotu groźnych chorób zakaźnych. Jej zdaniem takie twierdzenia, to "hasła marketingowe" podsuwane właśnie przez koncerny farmaceutyczne.

Wracają groźne choroby zakaźne

Ale fakty są takie, że Zachód zmaga się z powrotem groźnych chorób zakaźnych. Coraz więcej młodych rodziców daje się zwieść ruchom antyszczepionkowym i w efekcie w Europie panoszy się odra. Od 2013 roku notuje się wzrost zachorowań na tę chorobę w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Holandii, Bułgarii, Hiszpanii, Włoszech, Danii, Szwecji, na Litwie, w Gruzji i Turcji. W Polsce, a dokładnie w Wielkopolsce, na początku roku odnotowano kilka przypadków podejrzeń zarażenia odrą.

Tymczasem na Ukrainę wróciło polio. Światowa Organizacja Zdrowia potwierdziła niedawno dwa przypadki zachorowania - u dzieci w wieku 4 lat i 10. miesięcy, które mieszkają w Zakarpaciu, regionie położonym na pograniczu z Polską, Rumunią, Słowacją i Węgrami. Ze względu na kryzys w tym kraju, a także na fakt, iż coraz więcej ludzi nie ufa szczepionkom, w 2014 roku połowa ukraińskich dzieci nie zostało zaszczepionych na polio.

Także Stany Zjednoczone borykają się z zapomnianymi chorobami - w kilkunastu stanach szaleje odra.

Kordon sanitarny

Rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego Jan Bondar uspokaja w rozmowie z Interią, że w Polsce sytuacja jest dobra i na razie nie borykamy się z powracającymi chorobami zakaźnymi. Podkreśla, że dzieje się tak właśnie dlatego, że szczepienia są obowiązkowe: - "Wielu ekspertów z Zachodu z zazdrością patrzy na nasze wskaźniki. W każdej grupie wiekowej wyszczepialność wynosi 95 procent. Dzięki temu tworzy się kordon sanitarny".

GIS apeluje, by nie niszczyć tego, co udało się wypracować i przekonuje, że uleganie tezom antyszczepionkowców jest skrajnie nieodpowiedzialne. Wyjaśnia, że jeśli dany rodzic nie szczepi dziecka to naraża życie i zdrowie nie tylko swojej pociechy, ale także innych - niemowląt, które jeszcze nie zostały zaszczepione, osób które z powodu przeciwwskazań zdrowotnych nie mogły przyjąć szczepionki, a także seniorów.

Jan Bondar obala także argumenty dotyczące powikłań, jakie mogą wystąpić u dziecka. Przyznaje, że branie leków generalnie niesie za sobą pewne ryzyko. - Historia medycyny zna ofiary aspiryny, ale takie przypadki występują raz na kilka lub kilkanaście milionów. Nie oznacza to, że z aspiryny trzeba zrezygnować - argumentuje Bondar. I dodaje, że szansa na to, że dziecku coś stanie się po szczepieniu "jest tysiąc razy mniejsza niż to, że coś mu się stanie, gdy zachoruje".

Szala na korzyść szczepionek

Podobne stanowisko prezentuje stowarzyszenie "Parasol dla Życia". Prezes Sabina Szafraniec na wstępie apeluje, by nie demonizować tego, że coraz więcej rodziców nie szczepi swoich dzieci i nie eskalować takimi informacjami, ponieważ nakręcamy spiralę strachu. Przyznaje jednak, że zjawisko jest niebezpieczne: - "To jest błędne koło. Niektórzy rodzice nie szczepią na daną chorobę, bo jej nie widzą. Ale nie widzą jej, bo wytępiły ją szczepionki".

Sabina Szafraniec wyjaśnia, że każdy rodzic ma wybór: Może zaryzykować zarażenie się przez dziecko patogenem w sposób naturalny lub podanie sztucznego patogenu w postaci szczepionki. - Choć mam świadomość NOP-u, który może wystąpić, to jednak wybieram sztuczny patogen. Zaszczepione dziecko nie umrze na skutek zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych czy sepsy. Po przechorowaniu dziecko będzie odporne, tak jak po szczepionce, ale stawiam na szali duże prawdopodobieństwo, że dziecko w wyniku choroby umrze lub będzie okaleczone - mówi.


Prezes stowarzyszenia "Parasol dla życia" przyznaje, że styka się z rodzicami, którzy są przeciwnikami szczepień. - Kiedyś jedna z mam zapytała mnie: "Dlaczego Pani tak bardzo wierzy w szczepienia?". Odpowiedziałam jej: na jednej szali kładę dobrodziejstwa szczepień, a na drugiej ryzyko powikłań poszczepiennych. Szala z dobrodziejstwami szczepień wciąż przeważa. Gdy zacznie przeważać szala powikłań, wówczas będę pierwszą, która wstąpi w szeregi ruchów antyszczepionkowych - zapewnia.

Jak walczyć z ruchami antyszczepionkowymi?

Sabina Szafraniec uważa, że najlepszą "bronią" w walce z antyszczepionkowcami są rzetelne informacje przekazywane rodzicom przez profesjonalistów, czyli lekarza rodzinnego, pediatrę lub lekarza szczepionkowego. Jej zdaniem, powinni oni mówić o tym, jakim dobrodziejstwem są szczepienia, a także, jakie jest niebezpieczeństwo zachorowania, jeśli dziecko nie zostanie zaszczepione. - Jeśli rodzic ma taką wiedzę, wówczas decyduje się na szczepienie - przekonuje.

Prezes stowarzyszenia "Parasol Życia" dodaje, że potrzebna jest szersza inicjatywa, w ramach której w przychodniach, żłobkach, przedszkolach, szkołach i szkołach rodzenia będą rozdawane ulotki.

Walkę z nierzetelnymi źródłami wiedzy zapowiadają organizatorzy akcji społecznej "Zaszczep się wiedzą". Ich głównym narzędziem będzie witryna internetowa, na której osoby stojące przed decyzją: "szczepić, czy nie szczepić?", będą mogły znaleźć źródła wiedzy, sprawdzone przez autorytety wspierające akcję. Są wśród nich uznani eksperci oraz instytucje od lat zajmujące się wakcynologią, czyli nauką dot. szczepień.

Szczepienia a polskie prawo

Zgodnie z polskim prawem rodzice mają obowiązek szczepić dzieci. Wynika to z przepisów ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, a także z rozporządzenia w sprawie obowiązkowych szczepień ochronnych. Rodzic, który nie zaszczepi dziecka w terminie, otrzymuje upomnienie z wezwaniem do zaszczepienia dziecka w ciągu 7 dni. Jeśli to nie poskutkuje, wówczas na niepokornego rodzica zostaje nałożona grzywna. Ustawa o postępowaniu egzekucyjnym dopuszcza karę o maksymalnej wysokości 10 tysięcy złotych. Może ona być nakładana wielokrotnie, ale łączna suma grzywien nie powinna przekroczyć 50 tysięcy złotych.

Teoretycznie, jeśli rodzic notorycznie nie wywiązuje się z obowiązku szczepienia i sytuacja zagraża zdrowiu lub życiu dziecka, wówczas - zgodnie z przepisami - może zostać podjęta decyzja o odebraniu praw rodzicielskich. Jednak dotychczas nie było takiego przypadku.

Antonina Kotarba

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje