Porozumienie z Iranem. Historyczna umowa z "wielkim szatanem" w tle

Barack Obama mówi o zatrzymaniu zagrożenia, Władimir Putin o wyborze stabilności i współpracy, a liczni komentatorzy podkreślają, że porozumienie nuklearne z Iranem przejdzie do historii dyplomacji. Ale są też mniej optymistyczne głosy. Według Benjamina Netanjahu świat popełnił historyczny błąd, a duchowy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei tuż po ogłoszeniu porozumienia ogłosił, że jego kraj nie zmieni polityki wobec aroganckiego rządu Ameryki. Czy porozumienie rzeczywiście przejdzie do historii? Co ono oznacza dla stron umowy i jakie korzyści może z niego mieć Polska? O tym w rozmowie z Interią opowiada prof. Jerzy Zdanowski, historyk i arabista.

Dariusz Jaroń, Interia: Porozumienie nuklearne z Iranem przejdzie do historii dyplomacji?

Reklama

Profesor Jerzy Zdanowski, Polska Akademia Nauk: Na pewno. Pamiętajmy, że zostało zawarte po ponad czterech latach negocjacji, początkowo utajnionych, i po ponad 30 latach wrogości między stronami, którą zapoczątkowało uwięzienie przez władze irańskie dyplomatów amerykańskich w listopadzie 1979 roku.

Kto wykonał pierwszy krok?

- Inicjatorem porozumienia był prezydent Barack Obama, który już w styczniu 2009 roku, a więc zaraz po objęciu urzędu, zdecydował się na ten ryzykowny ruch.

Dlaczego ryzykowny?

- Ryzykowny, gdyż już po pierwszych tajnych negocjacjach prowadzonych za pośrednictwem sułtana Kabusa z Omanu, na prezydenta USA spadła lawina ostrej krytyki. Najbardziej krytyczny był Izrael i, w tamtym okresie, także Francja. Porozumienie lub rapprochement, czyli zbliżenie, jak wtedy mówiono, stało się natychmiast tematem polityki wewnętrznej w USA i w Iranie. W samych USA przeciwko prezydentowi wystąpili republikanie. Obama postawił wówczas na szalę wpływy swojej partii i swoją reelekcję. Można powiedzieć, że był w swojej polityce konsekwentny i odniósł sukces.

Czemu Obamie tak zależało na porozumieniu?

- Porozumienie z Iranem był elementem strategii Obamy ograniczania amerykańskiej obecności wojskowej na Bliskim Wschodzie. W tej sprawie prezydent USA też był konsekwentny: USA zmniejszyły liczbę swoich żołnierzy w Iraku i Afganistanie. Obama zdawał sobie sprawę, że zapewnienie stabilizacji w regionie, po wycofaniu wojsk amerykańskich, bez współpracy, nawet ograniczonej, z Iranem, nie było możliwe. Iran to regionalne mocarstwo pod każdym względem: ludnościowym, gospodarczym, wojskowym i - przede wszystkim - kulturowym. To, że stabilizacja na Bliskim Wschodzie bez Iranu jest niemożliwa pokazały wydarzenia w Iraku po 2003 roku i w Afganistanie. Ponieważ podstawą stabilizacji geopolitycznej jest najczęściej równowaga sił, to sytuacja na Bliskim Wschodzie znacznie skomplikowała się po Arabskie Wiośnie 2011 roku.

- W rezultacie tych wydarzeń osłabiony został Egipt, Syria i Libia, a w siłę urosły Arabia Saudyjska i Katar. Obydwa te państwa zaczęły ingerować w sprawy Iraku, Syrii i Jemenu i - mimo że są sojusznikami Waszyngtonu - w stolicy USA zaczęto krytycznie patrzeć na ich coraz śmielsze działania. Arabia Saudyjska zaczęła de facto kontrolować finanse Egiptu i wspierać rebeliantów w Syrii i sunnitów w Iraku. Z punktu widzenia interesów Waszyngtonu konieczne stało się przywrócenie równowagi sił na Bliskim Wschodzie, ponieważ sytuacja stała się wręcz chaotyczna. Instrumentem przywracania równowagi sił i stabilizacji stało się porozumienie z Iranem o programie nuklearnym.

Mocniejszy Iran to spokojniejszy Bliski Wschód?

- Porozumienie umacnia Iran w regionie bliskowschodnim i to kosztem pozycji Arabii Saudyjskiej, sojusznika USA. Jednak Waszyngton uwzględniał ten aspekt scenariusza. W amerykańskiej stolicy zdawano sobie sprawę, że Iran uzyska broń jądrową nawet w warunkach sankcji i umocni tym samym swoją pozycje w regionie, i że lepiej, aby nastąpiło to w sytuacji zbliżenia z Zachodem niż wrogości do Zachodu. Umocnienie się Iranu oznacza przywrócenie równowagi sił jako głównego czynnika stabilizacji geopolitycznej, jakkolwiek należy pamiętać, że "stabilizacja" w przypadku Bliskiego Wschodu nie jest równoznaczna z pokojem, ale raczej z "kontrolą nad chaosem".

- Dla USA umocnienie się Iranu w warunkach zbliżenia z Zachodem oznacza większe możliwości oddziaływania Waszyngtonu na sytuację w Syrii, Iraku oraz Jemenie, a także w Afganistanie i Pakistanie. Władze irańskie kontrolują bowiem ugrupowania szyickie w Libanie, mają wpływ na Hamas w Palestynie, alawitów w Syrii oraz rząd w Iraku. Są też w stanie utrudnić przemieszczanie się plemion z irańskiego pogranicza z tymi dwoma państwami, a zwłaszcza z Beludżystanu. Plemiona te zasilają ugrupowania przeciwników USA i ich lokalnych sojuszników. W skali globalnej porozumienie uspokoi sojuszników USA w Azji: Japonię, Koreę Południową, Indie oraz Chiny, które z powodu sankcji musiały zerwać wiele kontraktów z Iranem i zostały odcięte oficjalnie od irańskiej ropy.

Z jednej strony mamy porozumienie Stanów Zjednoczonych z Iranem, z drugiej niepokojące wypowiedzi ajatollaha i okrzyki "śmierć Ameryce" irańskich deputowanych... Która twarz władz Iranu jest prawdziwa?

- Obydwie. Podjęcie decyzji o zbliżeniu z Zachodem, a przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi, było i ciągle jest ryzykowne dla irańskiej elity władzy. Iran jest państwem autorytarnym, rządzonym przez religijny establishment. Elita ta całkiem dobrze się miała w ostatnich latach, co potwierdza zasadę, że nawet w warunkach sankcji i izolacji elita władzy i część społeczeństwa z nią powiązana może funkcjonować lepiej niż w warunkach demokracji i społeczeństwa otwartego na świat. Wielu obserwatorów uważało, że Iran nie podpisze porozumienia, gdyż tak naprawdę nie jest ono potrzebne ajatollahom i kręgom powiązanym ze Strażnikami Rewolucji, kontrolującym przemysł naftowy i całą gospodarkę. Poza tym od czasów rewolucji islamskiej w 1979 roku podstawą legitymizacji władzy w Iranie oraz popularności nowego Iranu w wielu częściach świata był antyamerykanizm, wyrażony w idei USA jako "wielkiego szatana" i Izraela jako jego agenta na Bliskim Wschodzie. Potencjalne zbliżenie z USA mogło być więc ocenione jako odejście od podstaw legitymizacji władzy i zagrozić establishmentowi.

Po co zatem władzom Iranu to porozumienie?

- Zaważyła sytuacja w samym Iranie: narastający kryzys gospodarczy i wzrost niezadowolenia społeczeństwa. W czasie Arabskiej Wiosny w Iranie nastąpił wzrost napięcia na linii władza - społeczeństwo na tle politycznym. Konieczne stało się więc "przewietrzenie" atmosfery w państwie i wytrącenie z rąk przeciwników władz argumentów do krytyki za złe rządzenie. Odblokowanie przez Zachód irańskich miliardów dolarów zamrożonych w zachodnich bankach ożywi gospodarkę i poprawi poziom życia Irańczyków. Władzę podbudują w ten sposób swój autorytet w oczach społeczeństwa. Elita władzy też skorzysta na nowych kontraktach z zagranicznymi partnerami i stanie się jeszcze bogatsza. Wprawdzie istnieje pewne "niebezpieczeństwo" odrodzenia się społeczeństwa obywatelskiego w Iranie, no bo przecież teraz władze nie będą mogły twierdzić, że w warunkach wrogości Zachodu do Iranu nie jest czas na demokrację, ale wobec ogromnych zniszczeń w tkance ludzkiej i wszechmocy służb specjalnych, otworzenie społeczeństwa obywatelskiego będzie długotrwałym procesem i nie zagrozi tak szybko autorytarnej elicie.

Co to porozumienie oznacza dla wszystkich jego stron, nie tylko Stanów Zjednoczonych i Iranu?

- Porozumienie jest powszechnie określane jako amerykańsko-irańskie, ale de facto ze strony Zachodu w negocjacjach uczestniczyły poza USA także Wielka Brytania, Francja i Niemcy oraz Rosja i Chiny. Również przedstawiciel Unii Europejskiej był świadkiem ostatecznego zakończenia maratonu negocjacyjnego. Każde z tych państw upatruje w porozumieniu swój interes. Państwa Unii liczą na nowe kontrakty z Iranem i ożywienie tym samym swoich gospodarek. Podobnie Rosja, która spodziewania się, że Iran będzie mógł teraz modernizować rafinerie i zwróci się w tej sprawie ku Moskwie. Chiny odzyskają Iran dla swojego handlu i irańskie źródła ropy naftowej. Podobnie Indie.

- Krytycy porozumienia w USA twierdzą, że najmniej zyskają na nowym porozumieniu firmy amerykańskie ze względu na większą oddalenie Iranu od USA niż od Europy, niską siłę nabywczą ciągle biednego społeczeństwa irańskiego oraz niekompatybilność technologiczną przemysłu irańskiego z amerykańskim. Rzeczywiście, wydaje się, że państwa i firmy europejskie mają większe szanse, aby skonsumować irański nowy tort. Iran będzie teraz intensywnie poszukiwał rynków zbytu dla swojego gazu i ropy oraz partnerów dla rekonstrukcji gospodarki. Wiele rynków zbytu irańskich węglowodorów zostało częściowo zajętych przez m. in. firmy rosyjskie, a więc należy być twardym negocjatorem w rozmowach z Irańczykami, co może nie być takie łatwe, gdyż Irańczycy uchodzą za jednych z najlepszych negocjatorów w świecie.

Polska również może skorzystać na porozumieniu?

- Na pewno w aspekcie nowej sytuacji należy z dużym uznaniem ocenić działania polskiego rządu, który planuje na wrzesień wizytę wicepremiera Janusza Piechocińskiego w Iranie i wielkie polsko-irańskie forum biznesu w Teheranie. Polacy cieszą się w Iranie dużą sympatią. Przez Iran przeszły w czasie II wojny tysiące Polaków-uciekinierów i przesiedleńców z Rosji, a śladem po tym exodusie jest kilka polskich cmentarzy. Ciągle żywa jest także wśród Irańczyków świadomość wspólnego doświadczania nieszczęść i niedoli pod obcą okupacją: rosyjską w przypadku Polaków i brytyjską w przypadku Irańczyków.    

Od czego będzie zależeć powodzenie porozumienia?

- Zachód oczekuje, że Iran nie będzie dążył do stworzenia broni nuklearnej, i że świat w związku z tym będzie bezpieczniejszy, w tym także dla Izraela. Premier tego państwa podnosi argument, że nie można wierzyć Iranowi, gdyż jego system jest autorytarny, a jego władze popierają organizacje terrorystyczne w świecie i chcą zniszczyć Izrael jako państwo. Obawy te nie są bezpodstawne. W samym Iranie zaraz po podpisaniu porozumienia przywódca duchowy ajatollah Chamenei zaznaczył, że porozumienie nie może w żaden sposób osłabić suwerenności Iranu i dumy narodowej oraz religijnej Irańczyków.

- Może to oznaczać, że inspektorzy Międzynarodowej Agencji Atomistyki nie będą mogli tak swobodnie poruszać się po Iranie jakby tego chcieli. Jednak nie należało sobie chyba wyobrażać, że podpisanie porozumienia wszystko wyjaśni. Sam tekst, liczący ponad 150 stron, będzie jeszcze nie raz różnie interpretowany przez obydwie strony. Będzie jeszcze wiele napięć i konfliktów związanych z realizacją porozumienia. Podobnie było przy amerykańsko-chińskim zbliżeniu w latach 1971-1972. Jeśli kierować się starą maksymą, że jedyną alternatywą dla pokoju jest wojna, a jedyną droga do pokoju są negocjacje, to obecne porozumienie jest w skali globalnej zwycięstwem sił pokoju. Jednak odpowiedź na pytanie, czy stanie się ono historyczne w takim stopniu jak zbliżenie chińskie, będzie zależeć od woli partnerów.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy