Problem imigrantów nie zaczyna się na Morzu Śródziemnym

- Problem nielegalnych imigrantów nie zaczyna się na plażach Morza Śródziemnego, tylko w krajach, z których ci ludzie pochodzą. Powinniśmy skupić uwagę na minimalizowaniu procesów i bodźców, które zmuszają imigrantów z krajów afrykańskich czy azjatyckich do opuszczania swoich domów i szukania lepszego życia w Europie - podkreśla w rozmowie z Interią Wojciech Wilk, prezes Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej.

Tylko w ciągu ostatnich dwóch nocy łączący Francję z Wielką Brytanią tunel pod kanałem La Manche próbowało pokonać ok. 3500 osób. To nielegalni imigranci, pochodzący m.in. z Erytrei, Etiopii, Sudanu czy Afganistanu. W obozowiskach w pobliżu Calais koczują tysiące ludzi. Każdego dnia starają się przedostać na Wyspy.

Reklama

- Imigranci nie zatrzymują się w Grecji czy we Włoszech, czyli pierwszych krajach, do których przybywają, ale w nielegalny sposób wyruszają w dalszą podróż. O ile grupy w rejonie kanału La Manche zostały ujęte, pamiętajmy, że tego typu szlaki przerzutowe kierują nielegalnych imigrantów do innych krajów, takich jak Niemcy, Szwecja czy Finlandia - zwraca uwagę w rozmowie z Interią Wojciech Wilk.

Prezes Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej podkreśla, że w ostatnim czasie zmienił się kierunek, w którym wysyłani są z Afryki i Azji nielegalni imigranci.

- Do niedawna uwaga Europy była skoncentrowana na Włoszech, teraz powinniśmy przenieść ją na Grecję. Szczególnie wyspy greckie położone w pobliżu Turcji zmagają się z największą falą napływających imigrantów. To pokazuje, że szlaki przerzutowe imigrantów do Europy są bardzo płynne - zaznacza Wojciech Wilk.

Organizatorzy przerzutu imigrantów, zauważa nasz rozmówca, bardzo szybko potrafią zareagować na zmieniającą się politykę władz. Tam, gdzie restrykcje wobec przyjmowania imigrantów są większe, a kontrola graniczna dokładniejsza, napływ nowych osób bardzo szybko spada i kieruje się tam, gdzie kontrole są lżejsze, a odsetek imigrantów, którym nadawane jest prawo tymczasowego pobytu wzrasta.

Problem nie zaczyna się na Morzu Śródziemnym

Skala problemu nielegalnych imigrantów jest ogromna i nie rozwiążą jej ustalenia Unii Europejskiej o rozlokowaniu pewnej grupy potrzebujących w państwach członkowskich. Tysiące osób, które znajdą nowy dom w Europie, to tylko kropla w morzu potrzeb.

- Problem nielegalnych imigrantów nie zaczyna się na plażach Morza Śródziemnego, tylko w krajach, z których ci ludzie pochodzą. Powinniśmy skupić uwagę na minimalizowaniu procesów i bodźców, które zmuszają imigrantów z krajów afrykańskich czy azjatyckich do opuszczania swoich domów i szukania lepszego życia w Europie, i pomóc tym krajom rozwinąć się pod względem gospodarczym, społecznym - wyjaśnia Wojciech Wilk.

Należy też pamiętać, że większość kanałów przerzutowych przez Saharę i Morze Śródziemne, którymi nielegalni imigranci docierają na Stary Kontynent, jest kontrolowanych przez zorganizowane grupy przestępcze.

- W tym momencie pojawia się pytanie, czy przyjmując imigrantów do Europy nie napędzamy im dodatkowych "klientów". Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że w Libii za organizacją przerzutu ludzi do Europy stoją ugrupowania ekstremistyczne - dodaje prezes Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje