Prof. Woleński: Jesteśmy świadkami zdrady tradycji europejskiej

​To, co dzieje się obecnie w Polsce, ale i w innych częściach Starego Kontynentu, jest z punktu widzenia rozwiązań politycznych zdradą tradycji europejskiej, a już na pewno zaprzeczeniem pewnej najpiękniejszej karty w dziejach naszego kraju - ocenia prof. dr hab. Jan Woleński. - Nie jest tak, że Europę jednoczy szeroko rozumiana sztuka, łączy ją unikalna tradycja polityczna i to od nas zależy, czy przetrwa. Jeżeli nie, będzie to stratą dla całej ludzkości - przestrzega.

Prof. Woleński, filozof i członek Polskiej Akademii Umiejętności, podczas swojego wystąpienia na zorganizowanej w Oświęcimiu III Międzynarodowej konferencji "Europa wobec wyzwań XXI wieku. Europejczyk/Europejka - czyli kto?" sformułował tezę o wyjątkowości Europy w odniesieniu do reszty świata. Wskazał też na kilka czynników, które stanowią, że taki pogląd zyskuje potwierdzenie w rzeczywistości.

Trzy źródła fenomenu Europy

Reklama

Znamion fenomenu Europy w ujęciu historycznym można doszukiwać się już w czasach imperium Aleksandra Wielkiego. - Było to pierwsze państwo, które zlikwidowało różnice między Grekiem a barbarzyńcą i jednocześnie pierwszy uniwersalizm. Zresztą skuteczny, co być może było zasługą nauczyciela Aleksandra Wielkiego, czyli Arystotelesa - argumentuje profesor.

Drugim elementem stanowiącym o wyjątkowości Starego Kontynentu był tak zwany Pax Romana. - To rozwiązanie rzymskie, które dało obywatelstwo wszystkim wolnym mieszkańcom imperium. Przy czym ja nie chcę twierdzić, że wszystkie stworzone wówczas instytucje były idealne, bo to nieprawda - zaznacza.

Kolejnym kamieniem węgielnym okazało się chrześcijaństwo, które odegrało bardzo ważną rolę w cywilizacji, ponieważ potrafiło się wmontować w Pax Romana. - Gdyby  stało się inaczej, prawdopodobnie byłoby niewiele znaczącym odłamem judaizmu. Jednak tendencja uniwersalistyczna w średniowiecznej Europie przetrwała. Z kolei to, z czym później mieliśmy do czynienia, w dużej mierze do niej nawiązywało - wylicza filozof, precyzując, że próbą uniwersalistycznej Europy była między innymi monarchia Karola Wielkiego.

Polska ewenementem na skalę kontynentu

Polska ma również swoje zasługi i przyczyniła się wydatnie do wzmocnienia wyjątkowości Europy. - Dziś mało kto o tym mówi, ale w tradycji historycznej Polska XVI i XVII wieku była ewenementem na skalę europejską. Bazowała na tolerancji religijnej, a przekaz ten wzmacniał  Zygmunt August, twierdząc, że "nie jest władcą sumień"- zauważa prof. Woleński.

- To było coś niezwykłego i odegrało ogromną rolę. Polska myśl polityczna XVI wieku była znana w Europie. Pisma Andrzeja Frycza Modrzewskiego wydawano w Genewie i nie tylko - dodaje.

Zdaniem prof. Wolańskiego rolę chrześcijaństwa należy widzieć właśnie w tej perspektywie, mimo że rozmaite, działające w jego ramach systemy religijne, różnie zapatrywały się na uniwersalizm. Idea sama w sobie jednak przetrwała i była dla Europejczyków oczywista, przynajmniej do czasów powstania Wspólnoty.

Paradoks i znak czasu

Fakt, że dziś pytamy, czy ten projekt europejski ma  sens, naukowiec  określa mianem paradoksu. - Być może jest nieskuteczny, ale stanowi nawiązanie do wielkiej tradycji, która wyróżnia Europę od wszystkich innych kontynentów na świecie - wyjaśnia.

Rozrachunek z obecną rzeczywistością jest zdaniem profesora gorzki, a scenariusz na przyszłość nie napawa optymizmem.  - To, co dzieje się obecnie w Polsce, ale i w innych częściach Starego Kontynentu, jest z punktu widzenia rozwiązań politycznych zdradą tradycji europejskiej, a już na pewno zaprzeczeniem pewnej najpiękniejszej karty w dziejach naszego kraju - ocenia. - Nie jest tak, że Europę  jednoczy szeroko rozumiana sztuka, łączy ją unikalna tradycja polityczna i to od nas zależy, czy przetrwa. Jeżeli nie, będzie to stratą dla całej ludzkości - przestrzega.

Niechęć do uchodźców podobna do antysemityzmu?

W swoim wystąpieniu filozof nawiązał również do lęków Polaków związanych z dławiącym Europę kryzysem migracyjnym.  - Jak wynika z badań, co najmniej 30 procent Polaków jest stanowczo przeciwnych przyjmowaniu migrantów. Do tego mamy do czynienia ze wzrostem agresji  - zarówno fizycznej, jak i, a może przede wszystkim, werbalnej, zwłaszcza wśród młodzieży - zaznacza.

Skalę obecnego zjawiska nienawiści do uchodźców Woleński zestawia z antysemityzmem. - W Polsce migrantów nie ma, ale negatywny do nich stosunek można porównać do antysemityzmu. Populacja skrajnie nacjonalistycznych postaw jest podobna. Na pytanie, dlaczego tak jest, odpowiedzi muszą udzielić socjologowie. Powinni przede wszystkim zdiagnozować sytuację przy pomocy sondaży i  zrobić badania porównawcze w innych krajach europejskich - wyjaśnia.

Władza daje przyzwolenie, Kościół przymyka oczy

Cieniem na rzeczywistości  położyły się również decyzje polityków. - Jeżeli chodzi o ekipy rządzące, to poprzednia była może mniej radykalna, ale bała się reakcji Polaków. Z kolei obecna nie ukrywa swojego antyimigranckiego nastawienia - zaznacza. - Osobną sprawą jest postawa Kościoła sprowadzająca się do zamykania oczu na ten problem. Mimo przesłania papieża Franciszka - puentuje panelista.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje