​Program 500 plus. "Niepokoi mnie chaos informacyjny"

Program Rodzina 500 plus to sztandarowa propozycja rządu Prawa i Sprawiedliwości. Zapowiadane w czasie kampanii przedwyborczej 500 zł na dziecko zbliża się wielkimi krokami. Co przewiduje projekt ustawy Program Rodzina 500 plus, jakie elementy programu wymagają poprawy, a także jakie są zalety pomocy, którą obiecało PiS - zapytaliśmy dr Katarzynę Górniak badającą zagadnienia związane z biedą i wykluczeniem społecznym, a także wiceministra rodziny, pracy i polityki społecznej Bartosza Marczuka.

500 zł na drugie i kolejne dziecko

Zgodnie z projektem ustawy, świadczenie w wysokości 500 zł miesięcznie przysługiwać będzie tym rodzinom, w których jest dwoje lub więcej dzieci. Jedynym wyjątkiem, kiedy rodzice otrzymają 500 zł również na pierwsze dziecko, będzie sytuacja, w której dochód rodziny w przeliczeniu na osobę nie przekracza kwoty 800 zł, a także 1200 zł w sytuacji, gdy w rodzinie jest dziecko niepełnosprawne.

Reklama

- W bardzo wielu krajach świadczenia tego typu mają charakter zaopatrzeniowy, co oznacza, że nie są zależne od dochodów rodziny. Nie jest to wtedy kwestia socjalnego wsparcia rodzin ubogich, a rodzaj inwestycji w rozwój społeczny, w politykę prorodzinną - zauważa dr Katarzyna Górniak, specjalizująca się w badaniach nad biedą i wykluczeniem społecznym.

- Co jest w Polsce największym problemem w kwestii demografii? To, żeby Polacy zechcieli mieć drugie, ewentualnie trzecie dziecko. 53 proc. rodzin w Polsce posiada tylko jedno dziecko. Projekt jest tak pomyślany, że zachęca do posiadania drugiego i kolejnego dziecka, ponieważ wtedy świadczenie wypłacane jest niezależnie od dochodów, dla każdego kto złoży stosowny wniosek. Skupiliśmy się na podstawowym problemie, jaki mamy w Polsce, wobec tego projekt jest tak skonstruowany, żeby zachęcać do posiadania co najmniej drugiego dziecka - wyjaśnia wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Bartosz Marczuk.

Najbogatsi powinni zrezygnować z 500 zł na dziecko?

Dyskusja na temat beneficjentów świadczenia 500 plus toczy się od samego początku powstawania projektu. Zdaniem Stanisława Karczewskiego z PiS, najbogatsi Polacy, powinni zrezygnować ze składania wniosku, ponieważ "jeśli tego nie zrobią, skompromitują się".

Podobną opinię wygłosił niedawno minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński. Jak zaznaczył, apelował wielokrotnie do najbogatszych, aby nie pobierali świadczenia 500 plus, skoro nie muszą. "W naszej pierwszej wersji programu był zapis, że z wyjątkiem tych najbogatszych. Później ze względów czysto biurokratycznych zdecydowaliśmy, że nie będziemy robili tej bariery, żeby nie walczyć z oświadczeniami, że każdy musi udowadniać ile zarabia" - powiedział minister Gliński na antenie RMF FM.

Politycy nie precyzują jednak, gdzie jest granica między biedną a bogatą rodziną, a sam projekt ustawy jednoznacznie wskazuje, że o pieniądze na drugie i kolejne dziecko może starać się każdy rodzic, bez wyjątku.

- To kuriozalny pomysł, żeby bogate rodziny nie zgłaszały się po świadczenie 500 plus i piętnuje publicznie te, które będą zgodnie z prawem o takie świadczenia się ubiegać. Albo przyznaje się świadczenie i mówi: ono jest dla wszystkich, albo wyznacza się jedynie grupę, która może to świadczenie otrzymywać. Natomiast dawanie świadczenia wszystkim i namawianie ludzi, żeby nie zgłaszali się po pieniądze, wykracza poza wszelkie możliwe reguły praworządności - komentuje dla Interii dr Katarzyna Górniak.

Kto pierwszy, ten lepszy

W czasie, gdy niektórzy politycy PiS apelują do "najbogatszych" o nieubieganie się o świadczenie, projekt ustawy zakłada, że w przypadku rodziców równocześnie sprawujących opiekę nad dzieckiem, 500 zł dostaje ten rodzic, który jako pierwszy złoży wniosek.

- To będzie prowadziło do konfliktów pomiędzy rodzicami - zauważa ekspertka.

- To dotyczy jedynie sytuacji, gdy rodzice razem wychowują dzieci. Chodzi o uporządkowanie sytuacji, w której ewentualnie oboje złożyliby wnioski. To kwestia formalna. W sytuacji spornej, np. ewentualnego rozwodu - świadczenie będzie przyznawane temu rodzicowi, który zajmuje się dzieckiem, ewentualnie w takich proporcjach w jakich oboje z nich się nim zajmują - mówi wiceminister.

Weryfikacja rodziny

Złożenie wniosku o świadczenie to jedynie pierwszy krok do pobierania 500 zł miesięcznie. Jak przewiduje projekt - "w przypadku, gdy ośrodek pomocy społecznej lub inny organ publiczny przekazał organowi właściwemu informację, że osoba uprawniona marnotrawi wypłacane jej świadczenie wychowawcze lub wydatkuje je niezgodnie z przeznaczeniem, organ właściwy ogranicza lub wstrzymuję wypłatę należnego świadczenia wychowawczego w całości lub w części albo przekazuje należne tej osobie świadczenie wychowawcze w całości lub w części w formie rzeczowej".

- Moje wątpliwości wzbudza rygorystyczna kontrola wydatków. Pojawiają się wtedy pytania: kogo, według jakich kryteriów i jak kontrolować - mówi dr Górniak.

Ekspertka zastanawia się również, czy będą wprowadzone zasady, według których świadczenie będzie mogło być wydatkowane.

- Wierzymy w to, że rodzice są najlepszymi przyjaciółmi swoich dzieci. Ten zapis ustawy jest jedynie wentylem bezpieczeństwa przeznaczonym dla sytuacji, kiedy urzędnik gminy stwierdzi, że te pieniądze są wydawane w niewłaściwy sposób - wyjaśnia wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej.

- Wypłatami świadczenia zajmą się gminy. To one lokalnie monitorują dysfunkcyjne rodziny, które są dobrze znane ośrodkom pomocy społecznej. Monitorowanie odbywa się między innymi przy pomocy wywiadów środowiskowych - dodaje.

- To oznacza nierówność wobec prawa. Co znaczy, że rodzina jest patologiczna i jak będzie to weryfikowane? Patologia nie jest kategorią prawną, tylko potoczną. Przyzwyczailiśmy się do utożsamiania patologii z biedą, natomiast jest bardzo dużo niewydolności wychowawczych w rodzinach o wysokim statusie społeczno-ekonomicznym - zauważa z kolei ekspertka od zagadnień związanych z biedą i wykluczeniem społecznym.

Z kwestią kontrolowania wydatków rodziny ściśle związane jest zapobieganie ewentualnym wyłudzeniom świadczenia wychowawczego od państwa. Na taki problem wskazywała "Rzeczpospolita", która za przykład podawała rodziny, w których co najmniej jeden rodzic pracuje za granicą, gdzie pobiera świadczenie na dzieci zamieszkujące w Polsce.

- Zasady tzw. koordynacji systemu zabezpieczenia społecznego są klarowne - jeżeli ktoś pobiera świadczenie na dzieci mieszkające w Polsce za granicą, to wg zasady koordynacji, państwem, które wypłaca świadczenie jest miejsce pracy rodzica lub rodziców. Jeżeli ktoś pobiera te świadczenia za granicą to my w Polsce o tym wiemy, ponieważ instytucja, która wypłaca to świadczenie zawsze nas uprzednio pyta, czy te pieniądze są wypłacane w Polsce. Dlatego twierdzenie, że rodzice będą pobierać te środki podwójnie, jest nieprawdziwe - uzasadnia wiceminister Marczuk.

- Zgadzam się jednak, że w sytuacji, kiedy dzieci mieszkają w Polsce, a jedynie jeden rodzic pracuje dorywczo za granicą, to trudno odmawiać rodzinie wsparcia w naszym kraju - dodaje.

Pomoc socjalna czy inwestycja w rodzinę?

Twórcy projektu niejednokrotnie podkreślali, że najważniejszym celem ustawy jest inwestycja w polskie rodziny, które dzięki wsparciu zdecydują się na drugie lub kolejne dziecko.

 - Projekt 500 plus stara się rozwiązywać jeden z podstawowych problemów, które trapią Polaków. Z diagnoz społecznych jasno wynika, że Polacy nie decydują się na dzieci ze względów ekonomicznych. Z drugiej strony Polacy deklarują, że chcieliby mieć więcej dzieci, niż posiadają. Ta luka pomiędzy realizacją a deklaracją jest jedną z najwyższych na świecie. Tak więc ten projekt jest odpowiedzią na potrzeby społeczne w  naszym kraju - mówi wiceminister.

 - Polityka prorodzinna jedynie w wymiarze finansowym jest nieskuteczna. To powinna być polityka obejmująca cały szereg działań - rozbudowę usług opiekuńczych, inwestycje w edukację (darmowe podręczniki, zajęcia pozalekcyjne dla wszystkich itp.), bardziej elastyczne formy zatrudnienia dla kobiet, które nie chcą wracać do pracy na pełen etat, czy ułatwienia i wsparcie dla kobiet, które wracają na rynek pracy - wylicza dr Górniak.

- Dla rodzin biednych wsparcie w wysokości 500 zł będzie bardzo dużą pomocą, ale czy wystarczającą? To w dalszym ciągu będzie biedna rodzina. To 500 zł nie daje szans na rozwój. Na pewno jest dużym zastrzykiem gotówki, ale nie przyczynia się do stałego polepszenia warunków życia. Traktowanie świadczenia 500 plus jako czegoś specjalnego, bez wpisania go w system kompleksowych rozwiązań, to złe rozwiązanie - dodaje.

- Projekt 500 plus jest początkiem kompleksowych działań w zakresie  polityki demograficznej, które miałaby objąć opiekę zdrowotną czy opiekuńczą. Projekt 500 plus już sam w sobie likwiduje wiele barier wstrzymujących rodziców przed powiększaniem rodziny, ponieważ rodziny, które otrzymają to wsparcie, będą mogły samodzielnie kupić usługi towarzyszące wychowaniu dziecka (np. wynająć  opiekunkę do dziecka, opłacić dodatkowe zajęcia sportowe itp.) - stwierdza wiceminister.

- Polityka prorodzinna w Polsce ma charakter patchworkowy, co oznacza, że nie mamy wizji i celu, a tylko dodajemy do tej polityki kolejne rozwiązania. W polityce prorodzinnej wszystkie działania powinny być ze sobą powiązane, bo wtedy się wzajemnie wspierają. A kiedy każde funkcjonuje po swojemu, to cały system kuleje - odpowiada ekspertka.

Warto także zwrócić uwagę na zasady łączenia świadczeń.

- Projekt przewiduje, że 500 zł nie będzie brane pod uwagę przy obliczaniu dochodu w przypadku starania się o inne świadczenia rodzinne - komentuje wiceminister Bartosz Marczuk.

- Należy też pamiętać, że biorąc pod uwagę wysokość tego wsparcia, trzeba porównywać, ile wzrośnie dochód rodziny nie w kwotach nominalnych, a w procentach. Dla rodzin o niskich dochodach ten procent będzie większy niż w przypadku rodzin zamożnych, mimo że nominalnie będzie to ta sama kwota - dodaje.

Pracujesz? Dostajesz 500 plus

Ekspertka zwraca uwagę na chaos informacyjny w sprawie świadczenia 500 plus. "Niepokoi mnie chaos informacyjny, który powoduje, że nie wiem czy to, co zostało powiedziane w zeszłym tygodniu, będzie obowiązujące dziś" - mówi.

Niepewny jest także termin wejścia w życie ustawy. Jak zaznaczył minister Gliński, najbardziej prawdopodobnym terminem jest kwiecień 2016, jednak jak mówił na antenie RMF FM "pożyjemy, zobaczymy".

Politycy jednogłośnie stwierdzają jednak, że aktualnie trwają konsultacje społeczne w ramach, których podejmowane są sporne kwestie projektu.

 Zapytaliśmy wobec tego wiceministra Marczuka, czy bierze się pod uwagę rozwiązanie, w którym 500 zł byłoby wypłacane tylko tym rodzinom, w których przynajmniej jeden z rodziców pracuje.

- Pamiętajmy, że takie rozwiązanie pociąga za sobą pewne komplikacje. Co w przypadku, kiedy mamy samotnego rodzica - czy wtedy on musi pracować, czy też nie? Problemem byłyby też dodatkowe koszty administracyjne, które wynikałyby z potrzeby weryfikowania, czy dana osoba rzeczywiście pracuje. Aktywizacja rodziców jest ważna, należy zachęcać do niej różnymi sposobami, ale w wypadku projektu 500 plus weryfikacja aktywności zawodowej rodziców spowoduje dodatkowe koszty- wyjaśnia wiceminister.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje