Reforma edukacji. Co PiS szykuje uczniom?

Zwycięstwo PiS w wyborach parlamentarnych oznacza sporą reformę edukacji. Poseł tej partii Jarosław Zieliński w rozmowie z Interią potwierdza, że najprawdopodobniej w przyszłym roku rozpocznie się trzyletni proces wygaszania gimnazjów. Przywrócony zostanie również obowiązek szkolny od lat 7. To jednak tylko część zmian, jakie ugrupowanie prezesa Kaczyńskiego planuje wprowadzić.

"Zgubną taktyką jest ta, którą stosowano w Polsce do tej pory, a mianowicie powielanie rozwiązań z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych w momencie, gdy już w tych krajach stało się oczywiste, że te rozwiązania rodzą poważny kryzys edukacyjny, i że należy je zasadniczo zmienić. Ten syndrom niewolniczej imitacji wyrządził polskiej oświacie - na wszystkich jej poziomach - wiele złego" - czytamy w programie Prawa i Sprawiedliwości w rozdziale poświęconym reformie edukacji.

Reklama

Jeśli PiS doprowadzi do wdrożenia wszystkich pomysłów zawartych we wspomnianym dokumencie polska rzeczywistość edukacyjna ulegnie sporym zmianom.

Dzieci rozpoczną edukację szkoloną wieku 7 lat. Jak założono, pozostanie możliwość posyłania do szkół dzieci w wieku lat 6, pod warunkiem, że będą spełniać wymagania rozwojowe. Do szkół przywrócony zostanie znany sprzed 1999 roku system 8 klas. Gimnazja mają zostać zlikwidowane, poprzez stopniowe wygaszanie. Nauczyciele wygaszanych gimnazjów otrzymają możliwość podjęcia pracy w liceach, technikach bądź szkołach podstawowych - zapewniają członkowie ugrupowania.

System ośmioklasowy będzie rozpoczynał się od klas I-III, w których miałby zostać utrzymany system nauczania zintegrowanego. Potem uczniowie będą kontynuować naukę w klasach IV-VIII. Jak zapowiadali wielokrotnie członkowie PiS, zlikwidowany zostanie egzamin po szóstej klasie. Usunięcie z edukacyjnego krajobrazu gimnazjów skutkować będzie wydłużeniem kształcenia w liceach, technikach i szkołach zawodowych. 

W liceach partia chce odejść od "skrajnego profilowania". "Pomysł, by młody człowiek profilował swoją drogę edukacyjną w wieku 15, czy 16 lat był niedorzeczny, a nade wszystko szkodliwy" - głoszą założenia programowe partii. Zwieńczeniem czterech lat nauki w liceum ma być egzamin maturalny, ale trudniejszy, a przez to bardziej elitarny. Nie będzie na nim testów, których ograniczenie zapowiadane jest również na poprzednich etapach edukacji. Egzamin maturalny ma być przeprowadzony na innych zasadach, które pozwolą "realnie sprawdzić stan wiedzy i umiejętności, kulturę umysłową, erudycję, oryginalność i wnikliwość" - czytamy.   

PiS chce również podnieść wartość kształcenia technicznego i zawodowego. Zdaniem partii rządzącej, poprzez tę reformę przywrócony zostanie scenariusz - zwany spiralnym - powtarzania i rozszerzania materiału, od szkoły podstawowej, aż po liceum. W programie większy nacisk zostanie położony na nauczanie historii i literatury. PiS chce również, by ocena z zachowania była wliczana do średniej. Jeśli będzie zbyt niska, uniemożliwi promocję do następnej klasy.

Partia zamierza również stworzyć Narodowy Instytut Wychowania, Programów Szkolnych i Podręczników, powstały po likwidacji trzech podlegających ministerstwu instytucji: Ośrodka Rozwoju Edukacji, Instytutu Badań Edukacyjnych i Centrum Informatycznego Edukacji. Instytut miałby m.in. zająć się uporządkowaniem rynku podręczników szkolnych. Wspomniane porządkowanie miałoby polegać na przeprowadzeniu otwartego konkursu, a w jego wyniku wyłonieniu maksymalnie trzech podręczników przewidzianych do nauczania danego przedmiotu. Miałyby one obwiązywać przez kilka lat, tak by podręczniki można było odkupywać od uczniów z lat poprzednich.

ZNP: Pracownicy oświaty zagrożeni utratą pracy

Plany PiS wzbudzają kontrowersje m.in. w Związku Nauczycielstwa Polskiego, który jest przeciw wygaszaniu gimnazjów. - Na jakiej podstawie, w oparciu o jakie dane, raporty, wyniki badań pojawił się pomysł likwidacji gimnazjów? - pyta w rozmowie z Interią Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka ZNP i zaczyna wyliczać.

- Od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy pracowników oświaty (nie tylko nauczycieli, ale osób pracujących w księgowości, w sekretariatach, sprzątaczek, kucharek, a także dyrektorów) jest zagrożonych utratą pracy - mówi.

PiS jednak zapowiada, że nauczyciele będą mogli przejść za uczniami do szkół podstawowych i gimnazjów. Zdaniem Kaszulanis, jest to teoretycznie możliwe, ale nie wydaje się realne. W grę wchodzą róże problemy. - Gimnazja prowadzone są przez gminy, natomiast szkoły ponadgimnazjalne przez powiaty. Inni urzędnicy decydują o tych szkołach i zatrudnianiu, co może prowadzić do poważnych kłopotów organizacyjnych - tłumaczy.

"Gimnazjaliści nie chcą powrotu ośmioletnich podstawówek"

- Na pewno nie wszyscy znajdą zatrudnienie - przestrzega rzeczniczka. - Ze względu na niż demograficzny w wielu szkołach podstawowych już dziś brakuje godzin dla pracujących tam nauczycieli. Kiedy przyjdzie dodatkowy rocznik, to w pierwszej  kolejności dyrektor przydzieli dodatkowe godziny osobom, którym już dziś ich brakuje i nie mają pełnego etatu, zamiast zatrudniać nowych - twierdzi. - Już dziś mamy również sygnały, że takie zmiany spowodują poważne problemy lokalowe - dodaje.

ZNP uważa, że przeniesienie uczniów z gimnazjów do podstawówek nie rozwiąże problemów wychowawczych. Poza tym, jak mówi nam Kaszulanis, z gromadzonych od nauczycieli informacji wynika, że gimnazjaliści sami przyznają, że nie chcieliby cofać się do szkoły podstawowej.

Rzeczniczka dodaje, że za likwidacją gimnazjów nie przemawiają wyniki gimnazjalistów, które z roku na rok są coraz lepsze. - Pokazują to międzynarodowe badania m.in. PISA, w których polscy gimnazjaliści plasują się w czołówce Unii Europejskiej - zauważa Kaszulanis.

Duża zmiana dla nauczycieli i uczniów

- Sam pomysł reformy wiąże się z tym, że będzie należało zmienić wszystkie podstawy programowe, które były zmieniane w 2009 roku i stopniowo wkraczały do kolejnych klas. To w ostatnich latach była bardzo duża zmiana dla nauczycieli i uczniów. Wiązała się ze zmianą metod nauczania, programu, egzaminów oraz podręczników - mówi. Jej zdaniem, kolejna zmiana już po trzech latach nie będzie korzystna.

A co z oceną z zachowania wliczaną do średniej i nieprzechodzenia do kolejnej klasy, kiedy ocena jest naganna? - Jeśli uczniowie mają problemy, to należy pomóc im je rozwiązywać i szukać w poradniach psychologiczno-pedagogicznych wsparcia, a nie karać ich pozostaniem na drugi rok w tej samej klasie. W Europie bardzo unika się drugoroczności i szkoły starają się, by do tej drugoroczności nie dopuścić, bo to nie jest dobra metoda - przestrzega.

ZNP nie jest również zbyt przychylnie nastawione do odgórnego ustalenia trzech podręczników dla każdego przedmiotu. - To ważne, by nauczyciele mogli sami wybierać podręczniki, jak dotąd, ze względu na zróżnicowanie poziomu uczniów. Jeżeli będą tylko trzy, to ta możliwość zostanie znacznie ograniczona - wskazuje. Zdaniem związku, złym ruchem byłoby przywrócenie obowiązku szkolnego od lat 7. - Reforma PO była bardzo źle przygotowana i bardzo źle wprowadzona, ale sama idea edukacji od lat 6 jest dobra. Będziemy wyraźnie sprzeciwiać się zmianom w tym zakresie - zapowiada i przypomina, że ostatnich latach przeprowadzono w szkoła modernizacje, które przystosowały je dla najmłodszych.

PiS: Chcemy współpracować

Poseł PiS Jarosław Zieliński dziwi się stanowisku ZNP. - Uważam je za motywowane wyłącznie politycznie - stwierdza i dodaje, że brak w nim racji merytorycznych. - My chcemy ze związkami zawodowymi współpracować dla dobra przyszłych rozwiązań - zaręcza.

Tłumaczy, że reforma edukacji, którą zapowiada PiS, planowana jest w oparciu o powszechne doświadczenie. - Mamy też opinie i analizy, które będę przedstawione wraz z projektem ustawy. Sam projekt zostanie poddany konsultacjom społecznym. Wtedy inne instytucje będą mogły przedstawić swoje argumenty, które weźmiemy pod uwagę, bo zależy nam, by ten projekt był jak najbardziej dojrzały - tłumaczy poseł. - Poprzednia reforma nie przyniosła oczekiwanych rezultatów, choć początkowo wydawało się, że będzie dobrym rozwiązaniem - dodaje i tłumaczy, że gimnazja nie sprawdziły się z wielu powodów, ale wina nie leży po stronie nauczycieli.

Wygaszanie gimnazjów potrwa trzy lata

- Zmiany nie będą procesem nagłym i jednorazowym - zapowiada. - Wygaszanie ma potrwać trzy lata. Zaczniemy od tego, że przestaną odbywać się nabory do gimnazjów. Jak tłumaczy, szczegóły zmian będą rozstrzygnięte w projekcie ustawy, który zostanie przygotowany możliwie szybko. - To ważny punkt naszego programu i dobrze by było, by zmiany rozpoczęły się już od września 2016 roku - zapowiada.

W opinii przedstawiciela PiS, konieczna jest nowa podstawa programowa. - Zajmowałby się tym Narodowy Instytut Wychowania, Programów Szkolnych i Podręczników, jeśli oczywiście uda się go szybko ukonstytuować - wyjaśnia. Od razu jednak wskazuje, że powołanie tak rozbudowanej instytucji wymaga czasu. - Możliwe więc, że równolegle będzie powstawać instytut, a eksperci będą pracować nad nowymi podstawami programowymi.

"Nauczyciele nie stracą pracy"

Zdaniem posła, obawa przed utratą pracy przez nauczycieli jest niepotrzebna. - Przecież kiedy tworzono gimnazja, nauczyciele pracujący w szkołach podstawowych i szkołach średnich przechodzili do nich. Teraz ten proces zostanie po prostu w pewnej części odwrócony - tłumaczy. Podkreśla, że nie zmieni się ogólna liczba uczniów, dlatego będzie również potrzebna taka sam liczba nauczycieli, jak obecnie.

- Jest jeszcze jeden bardzo ważny argument przemawiający za powrotem do poprzedniego sytemu zwłaszcza w środowiskach wiejskich - mówi nam Zieliński. - Otóż, masowa likwidacja tych mniejszych szkół podstawowych była spowodowana nie tylko niżem demograficznym, migracjami ze wsi do miast czy czynnikami ekonomicznymi, ale także zmniejszeniem tych placówek i utworzeniem gimnazjów - mówi.

Uspokaja również, że wiele budynków, które zbudowano po wprowadzeniu gimnazjów, zostanie odpowiednio zagospodarowanych przez szkoły podstawowe lub licea, technika czy szkoły zawodowe, na których rozwój ma zamiar postawić PiS.

Potwierdza również ograniczenie testów. - Są one jednym z narzędzi pomiarów, ale nie można stosować go nadmiernie, ponieważ taki system sprawdzania wiedzy niszczy samodzielne myślenie - twierdzi.

"Nasz pomysł spotkał się z akceptacją"

Plan PiS zakłada również przywrócenie obowiązku szkolnego od lat 7. - Dzisiaj jeśli dziecko nie wykazuje odpowiedniej dojrzałości, by rozpocząć edukację, należy to udowadniać poprzez badania psychologiczno-pedagogiczne. To błędne podejście. Dlatego przywrócony zostanie obowiązek edukacji od lat 7 z możliwością wcześniejszego wysłania dziecka do szkoły. Nauczanie wczesnoszkolne zostanie utrzymane w formie nauczania zintegrowanego w klasach I-III - mówi. Kiedy zmiany? Od następnego roku szkolnego po wejściu w życie ustawy - odpowiada Zieliński.

- W czasie wyborów wielokrotnie mówiliśmy o reformie szkolnictwa i ten pomysł spotkał się z akceptacją ze strony rodziców. Proponowałbym, żeby dyskusja była rzeczowa i merytoryczna, bo my jesteśmy gotowi skorygować pewne elementy przyszłych zmian - zapowiada.

Komu przypadnie rola przeprowadzenia tej szeroko zakrojonej reformy edukacji, przekonamy się w poniedziałek. Najczęściej typowanym kandydatem na stanowisko ministra edukacji w rządzie PiS jest obecna rzecznik partii Elżbieta Witek.

Dowiedz się więcej na temat: reforma edukacji

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy