Rekord Świątyni Muz

Tu spotykają się boginie i madonny, dziewice i kurtyzany, rozpustni szaleńcy i bogobojni cnotliwcy. Na piętrze przybytku można odszukać daleką Arkadię, w podziemiach zaświaty, a na parterze - piękności wszech czasów. Co to za miejsce?

Oczywiście Luwr, który właśnie sięgnął po muzealny rekord świata - osiem milionów trzysta tysięcy zwiedzających w ciągu jednego tylko roku.

Reklama

Dyrektor muzeum, Henri Loyrette, chętnie cytuje Cezanne'a: że w Luwrze jest wszystko i dzięki Luwrowi wszystko można zrozumieć i pokochać. Ale od razu dodaje, że to nie wystarcza, by każdego dnia ściągać tu publiczność wielkości średniego miasta. A tak się dzieje. Turystów przyciąga sława największego (60 tys. mkw. powierzchni wystawowej) i najpiękniejszego muzeum świata, za jakie uchodzi Luwr. Lecz aby przyciągnąć paryżan, dodatkowo organizuje się coraz częstsze wystawy czasowe. W ubiegłym roku było ich 17. Największą popularnością cieszyła się wystawa poświęcona malarstwu Ingres'a (379 tys. odwiedzających) i rysunkom Rembrandta (212 tys.), a także ekspozycja "Indyjskie klejnoty", która uwiodła 90 tys. zwiedzających. Młodzież zaś zachęca się nieco hałaśliwą, ale skuteczną nową strategią prezentowania sztuki, łamiącą tradycyjną konwencję muzealnej sztywności i nudy starego dinozaura. Ma to miejsce głównie w piątki, kiedy trwają nocne spotkania, często animowane przez aktorów, muzyków czy tancerzy.

Luwr to symbol Paryża, ale i całej francuskiej kultury, której towarzyszy od czasów średniowiecza. Zgromadzono tu dzieła powstałe w ciągu pięciu tysiącleci. Tworzą one niezwykle bogatą kolekcję, powiększaną w drodze zakupów, legatów, darowizn, ale i podbojów. Statkiem szaleńców Boscha można opłynąć tę sztukę należącą do wszystkich szkół i okresów, od mezopotamskiego posążka modlitewnego Ebih-il czy babilońskiego Kodeksu Hammurabiego, poprzez Tycjana, Michała Anioła i niezliczoną ilość innych geniuszy do, powiedzmy, Somosierry naszego Michałowskiego.

W roku 1984 z inicjatywy prezydenta Mitterranda zaczęto budowę Wielkiego Luwru. Symbolem tych nowych czasów stała się futurystyczna piramida ze szkła i stali, postawiona według projektu Ieoh Ming Peia, amerykańskiego architekta chińskiego pochodzenia. Wznosi się pośrodku dziedzińca Napoleona, nad głównym wejściem do muzeum. Prowadzi do podziemnego poziomu, w którym rozbrzmiewa wielojęzyczny tłum wypełniający sklepy, restauracje, kawiarnie. Stąd dochodzi się do trzech skrzydeł wielkiej sztuki: północnego Richelieu, wschodniego Sully i, biegnącego wzdłuż Sekwany, południowego skrzydła Denona. Lecz sztuka Luwru nie chce pozostawać tylko w pałacowych murach. Już podpisano umowy z Abu Dhabi w Emiratach Arabskich i amerykańską Atlantą, miastami, które wystawią po kilkaset eksponatów pochodzących z jego kunsztownych komnat, salonów i nieprzebranych magazynów.

Za czasów Ludwika XIV mieszkało w Luwrze dużo kurtyzan. Były swoistą wizytówką pałacu. Dziś jego wizytówką, najsłynniejszą twarzą, jest oczywiście Mona Lisa, Leonarda da Vinci, który pod koniec życia był nadwornym malarzem króla Francji Franciszka I. Na cienkiej topolowej desce niewielkich rozmiarów namalował da Vinci twarz o nieodgadnionym, nieco melancholijnym uśmiechu. Pytające spojrzenie, pogodne oblicze, zmysłowość, słodycz, wdzięk, wyniosłość. Nie można z całą pewnością zidentyfikować bohaterki tego obrazu. Przyjmuje się, że jest to Lisa, żona Francesca del Giocondo. Ale są i tacy, którzy są przekonani, że to autoportret malarza, przebranego w kobiecy strój.

Mona Lisa vel Gioconda sławę zawdzięcza nie tylko kunsztowi artysty, ale i aurze tajemniczości, jaką tworzyli wokół niej pisarze i poeci. Theophile Gautier rozpisywał się o jej zmysłowości i o tym, jak to kpi sobie z zakochanych w niej mężczyzn. Z kolei Anglik Walter Peter przekonywał, że ona wyraża sobą to, czego mężczyźni pożądają od tysięcy lat. Przekonał Napoleona, który kazał ją przenieść do swej sypialni. Później, gdy ponownie wróciła do Luwru, była wykradana, a bywało, że i zazdrośnie atakowana nożem.

Luwr słynie z najpiękniejszych kobiet świata. Jest ich tu niemało: Piękna ogrodniczka Rafaela, Wróżąca Cyganka Caravaggia, Betsabee Rembrandta, Koronczarka Vermeera, Diana w kąpieli Bouchera. No i Nike z Samotraki, bez głowy, ale jak pięknie uskrzydlona i jak skutecznie opierająca się morskim wiatrom. Jest jeszcze zmysłowa Wenus z Milo, na wpół naga bogini miłości, o miękkiej linii ciała, która zalotnie zsuwa tkaninę ze swych bioder.

Pod ścianą siedzą jeszcze inne piękności. Coś szepczą do swych chłopców, wtulają się w ich ręce, wczepiają w usta. Całują. Namiętnie, zachłannie, głęboko. Jeszcze... Jeszcze trochę lat minie, nim przyjdą tu ze swymi dziećmi. Ale przyjdą na pewno. Amor i Psyche tego dopilnują, są przecież tuż, tuż - na parterze, w południowym skrzydle Denona.

Leszek Turkiewicz, Paryż

Dowiedz się więcej na temat: muzeum | luwr | rekord

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje