Robert Pszczel: Nie spodziewam się dobrych wieści z Moskwy

- Nie postawiłbym wielkich pieniędzy na to, że w najbliższym czasie nastąpi zmiana kursu polityki Moskwy, ale to nie oznacza, że dialog jest niemożliwy i niepotrzebny - powiedział podczas zorganizowanej w Krakowie konferencji Nowy Kształt Euroatlantyckiej Polityki Bezpieczeństwa po Szczycie NATO w Walii Robert Pszczel, dyrektor biura informacyjnego NATO w Moskwie.

- NATO nie nazywa Rosji wrogiem, ale stwierdza, że przez swoje działanie stanowi problem. Nie będzie przyzwolenia na działania, które naruszają prawa międzynarodowe, będziemy zabiegali o podniesienie bezpieczeństwa i ochronę państw członkowskich - zapowiedział w Krakowie Robert Pszczel.

Reklama

Dyrektor biura informacyjnego NATO w Moskwie był jednym z gości konferencji i członkiem dyskusji poświęconej zbiorowej polityce obronnej krajów sojuszu. W jego ocenie sytuacja w Rosji prędko się nie zmieni.

- Stopień propagandy antyzachodniej osiągnął wysoki poziom. Czasem zastanawiam się, czy ludzie stwierdzający np., że "trzeba było zająć Krym, inaczej NATO zajęłoby Sewastopol" rzeczywiście wierzą w to, co mówią. Rosja szuka zewnętrznego wroga, bardzo zauważalna jest też militaryzacja społeczeństwa. W przyszłym roku na obronność przewidziano w budżecie ponad 80 mld euro. To ogromny wzrost, zwłaszcza mając na uwadze kłopoty gospodarcze kraju - przyznał Pszczel.

Poważnym problemem dla NATO jest brak wiarygodności Rosji. Obietnice zawieszenia broni czy wycofania wojsk spod granicy z Ukrainą były składane kilkukrotnie, ale na słowach rosyjskich władz się skończyło. - Do wczoraj NATO nie mogło potwierdzić, że wycofanie wojsk miało miejsce, chociaż taka deklaracja padła już chyba cztery razy - przypomniał dyrektor biura informacyjnego NATO w Moskwie.

Swoje wystąpienie Pszczel zakończył pesymistycznie: - Nie postawiłbym wielkich pieniędzy, że w najbliższym czasie nastąpi zmiana kursu polityki Moskwy. Nie oznacza to jednak, że dialog jest niemożliwy i niepotrzebny. Wręcz przeciwnie. Tylko wymaga on wzajemnego szacunku, a z tym mamy problem.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje