Rzeczpospolitej kolonie zamorskie

Środa, 23 maja 2007 (06:00)

Czy Polska miała kolonie? Odpowiedź wydawałaby się prosta: oczywiście, że nie. Rzecz rozbiła się o brak środków, silnej floty, zainteresowania władców kwestiami morskimi czy wreszcie o jeden z podstawowych polskich problemów - geopolitykę. Odpowiedź jednak prosta nie jest. I choć nasze kolonialne aspiracje były raczej śmieszne, to przecież jednak były.

Zdjęcie

/AFP
/AFP
Polska potęgą kolonialną

W roku 1647 na dworze króla polskiego Władysława IV Wazy zjawił się książę kurlandzki Jakub Kettler. Prawie wiek temu Kurlandia została wcielona do Rzeczypospolitej, a następnie oddana w lenno kettlerskiej dynastii. Polscy królowie byli dobrymi i wyrozumiałymi suwerenami, pozostawiającymi swoim wasalom dużą autonomię. Jakub Kettler z kolei był lojalnym lennikiem. Przedstawił królowi projekt szeroko zakrojonej ekspansji zamorskiej. Rzeczpospolita - wraz z Kurlandią - miałyby, według projektu, stać się morskimi potęgami. Kettler, między innymi, zaproponował Władysławowi utworzenie kompanii handlowej, która miałaby nawiązać ścisłe kontakty z Indiami Wschodnimi i Zachodnimi (wyspami karaibskimi) i Afryką. Król - niestety - odmówił. I z tego właśnie powodu odpowiedź na pytanie "czy Polska miała kolonie" wydaje się taka prosta.

Reklama

Czy imperium naszego lennika jest naszym imperium?

Zdjęcie

/AFP
/AFP
W 1651 kurlandzki - a więc poddany polskiemu królowi - statek dotarł do Gambii, gdzie wysłannicy Kettlera zakupili od kacyka Cumbo - wodza lokalnego plemienia Barra - wyspę Banjul (obecnie leży na niej stolica kraju), kawałek terytorium położonego na brzegach rzeki Gambii, oraz rzeczną wyspę, zwaną Wyspą św. Andrzeja. Na wyspie Kurlandczycy założyli fort i wybudowali kościół. Z kraju ruszyli tam osadnicy, skuszeni obietnicą zniesienia pańszczyzny. Co ciekawe, kacyk Cumbo nie uważał naszego dzielnego kolonizatora Kettlera za pana, potężnego białego bwana kubwa, tylko za swojego wasala, bowiem Kurlandczycy płacili plemieniu Barra regularnie coś w rodzaju trybutu.

Dzielny Kettler nie poprzestał na Afryce. W 1652 wszedł w posiadanie wyspy Tobago na Morzu Karaibskim. Źródła nie są zgodne co do podstawy prawnej tego kolejnego nabytku kolonialnego lennika Rzeczpospolitej. Niektórzy twierdzą, że dostał prawo do jej kolonizacji w prezencie od chrzestnego (Jakuba I Stuarta, króla Anglii). Inne źródła twierdzą z kolei, że kupił wyspę od Duńczyków. Jeśli jednak tak właśnie było, to Duńczycy nie zachowali się w porządku wobec imperialisty Kettlera i nie wpisali do swoich archiwów faktu sprzedaży. Według nich - jak pisze w swojej książce "Kolonie Rzeczpospolitej" Marek Arpad Kowalski - Tobago należało do Danii przez cały czas wytrwałej kurlandzkiej kolonizacji.

Kettler próbował na wszystkie sposoby zainteresować naszych władców swoim małym imperium. Jeden z kurlandzkich fortów na Tobago nazwać miał "grodem Kazimierza" - na cześć Jana Kazimierza, kolejnego z władców Polski, którzy odmówili udziału w zamorskim interesie ambitnego księcia.

A Kettler rysował przed naszym królem nie byle jakie perspektywy: Rzeczpospolitej przypaść miał kawał Ameryki Południowej - wszystkie jej tereny na północ od równika.

Całą kolonialną przygodę polskiego lennika zakończył potop szwedzki, podczas którego Kettler, który stanął po stronie Rzeczpospolitej, został uwięziony przez Szwedów. Imperium zaczęło się rozłazić, rozwleczone przez Holendrów i Anglików. Następca Kettlera na kurlandzkim tronie wrodził się bardziej w Kaligulę, niż w Cezara i pozwolił zatonąć resztkom marzeń o dominium maris.