Samer Masri: Zachód spóźnił się z pomocą dla Syrii

- Syryjczycy nie wrócą do swoich domów, dopóki siły reżimu zrzucają na nie bomby. Ponadto Państwo Islamskie siłą narzuca swoje prawa, a niepokornych morduje, choć nawet pokorni nie są bezpieczni - o dramatycznych losach milionów Syryjczyków rozmawiamy z Samerem Masrim, prezesem Fundacji Wolna Syria.

Dariusz Jaroń, Interia: Z powodu napiętej sytuacji w kraju wielu Syryjczyków musiało opuścić swoje domy. Jakie są ich dalsze losy?

Samer Masri, Fundacja Wolna Syria: - Tysiące syryjskich uchodźców napływają do Europy, średnio dziesięć tysięcy osób miesięcznie. Najwięcej trafia do Niemiec i Szwecji.

Reklama

Czy przyjeżdżają również do Polski?

- Tak, w Polsce status uchodźcy uzyskuje przeciętnie dziesięciu Syryjczyków miesięcznie, łącznie schronienie znalazło tu kilkaset osób. Polskie biuro Agencji ONZ ds. Uchodźców (UNHCR) zorganizowało spotkanie z tymi osobami, aby poznać ich potrzeby i problemy. Okazało się, że większość z nich znalazła się w Polsce przypadkowo. Polska miała być dla nich tylko krajem tranzytowym w drodze do Europy Zachodniej. Zaskakujące było też to, że duża część uchodźców to alawici, czyli mniejszość etniczna, do której należy prezydent Syrii Baszar Al Asad. Ludzie ci stracili wiarę, że Asad ich uratuje. Uciekają, bo boją się zemsty.

O jakiej liczbie uchodźców łącznie mówimy?

- O milionach. Syryjscy uchodźcy w tej liczbie stają się ciężarem, zwłaszcza dla sąsiadujących z Syrią państw. Władze Turcji, Libanu i Jordanii zdają sobie sprawę, że uciekający Syryjczycy nie wrócą do swoich domów, dopóki siły reżimu zrzucają na nie bomby. Ponadto Państwo Islamskie (ISIS) siłą narzuca prawo szariatu, a niepokornych morduje, choć nawet pokorni nie są bezpieczni. Stanowisko Turcji najmocniej obrazuje te obawy. Prezydent tego kraju Recep Erdogan postawił warunek -  Turcja pomoże USA w walce z dżihadystami, jeżeli Asad zmuszony zostanie do oddania władzy.

Prezydent Syrii nie próbuje nawet postawić się Państwu Islamskiemu?

- Asad pokazał, że nie ma zamiaru walczyć z umacniającym się Państwem Islamskim, a pod jego rządami są coraz większe terytoria i bogactwa naturalne, głównie ropa, przechodzą w ręce dżihadystów. Mniejszości etniczne i religijne w Syrii popierały Asada, bo sądziły, że jest zdolny do powstrzymania ISIS. Jednak coraz więcej faktów wskazuje na to, że Asad woli oddać Syrię w ręce ISIS, niż w ręce umiarkowanej opozycji, która mogłaby go zastąpić przy władzy.

Z czego to wynika?

- Na pewno nie ze słabości reżimu, bowiem Asad posiada przytłaczającą przewagę militarną nad innymi siłami w Syrii. Regularna armia i gwardia republikańska liczą prawie 300 tys. osób, dysponują dużymi siłami lotniczymi i pokaźnym arsenałem rakiet średniego zasięgu. Dla porównania, jeszcze rok temu ISIS liczyło 3000 bojowników, teraz ich liczbę szacuje się na ok. 30 tys. Jednak ISIS działa na wielu frontach. Prowadzi walki z Kurdami, Jazydami, iracką armią, irackimi plemionami, Syryjską Wolną Armią, nie dysponując przy tym lotnictwem, ani nowoczesną bronią. Dżihadystom udało się co prawda przechwycić trzy samoloty bojowe, dwa zostały jednak zniszczone.

Z tego, co Pan mówi, wynika, że armia Asada mogłaby przeciwstawić się Państwu Islamskiemu. Dlaczego tego nie robi?

- Plan Asada wydawał się doskonały: pozwolić ISIS na umocnienie się w rejonie północnej i wschodniej Syrii, opanowanym przez syryjską opozycję, aby uniemożliwić powstanie alternatywnego rządu. Na marginesie dodam, że powołany przez opozycję rząd na uchodźstwie funkcjonuje teraz w Gaziantep w Turcji. Asad obawiał się, że z pomocą Turcji opozycji syryjskiej uda się stworzyć własną administrację i - co ważniejsze - armię. Plan przewidywał więc, że oprócz prowadzonych systematycznych nalotów na miejscowości, które kontrolowane są przez opozycję, reżim będzie wspierać ISIS. Najważniejszym krokiem było jednak wypuszczenie radykalnych islamistów z więzienia w Sednaya pod Damaszkiem.

- Podobny ruch zrobił Teheran, sojusznik syryjskiego reżimu, wypuszczając więzionych u siebie członków Al-Kaidy. I jedni, i drudzy zasili szeregi ISIS. Dodatkowo siły reżimu wycofały się z rejonów, w których znajdowały się złoża ropy, pozostawiły całą infrastrukturę wydobywczą, a następnie pozwoliły na kupowanie ropy od ISIS i jej transport przez terytorium kontrolowane przez reżim.

Działalność Państwa Islamskiego i poczucie zagrożenia wymknęło się jednak spod kontroli...

- Otóż to. Od 2013 roku ISIS cały czas rośnie w siłę, lawinowo przybywają kolejni bojownicy z zagranicy, a chętnych w Syrii też nie brakuje. Dżihadyści kuszeni są nie tylko wysokim żołdem, ale także możliwością zdobycia łupów, w tym w kobiet, a przy tym wszystkim zagwarantowaniem sobie miejsca w raju. Syria stała się dla nich ziemią obiecaną. Motywami tymi kierują się jednak tylko bojownicy, ale nie osoby finansujące ich działalność, duchowni i wysokie kierownictwo ISIS.

To znaczy?

- Dla kierujących Państwem Islamskim Irakijczyków - byłych sunnickich duchownych i członków irackiej partii Baas - jest to próba powrotu na scenę polityczną Bliskiego Wschodu. Po tym jak siły koalicyjne pod przywództwem Stanów Zjednoczonych przeprowadziły inwazje na Irak i obaliły rządy Saddama Husajna, amerykański gubernator Iraku Paul Bremer wydał dekret zakazujący byłym członkom irackiej partii Bass pełnienia jakiejkolwiek funkcji publicznej lub pracy w administracji, policji czy wojsku. Zakaz ten w praktyce został rozszerzony na każdego sunnitę, który w czasie rządów Saddama pełnił ważną funkcję (np. dyrektora szkoły, dyrektora szpitala itd.). Zmiany, które zaszły na Bliskim Wschodzie w wyniku arabskiej wiosny stały się dla nich życiową szansą.

- Niższy szczebel kierownictwa ISIS, z wyjątkiem Czeczenów, oraz duchowni to przede wszystkim obywatele Arabii Saudyjskiej, których długofalowym celem jest głębsza islamizacja państw arabskich i obalenie rządów króla Arabii Saudyjskiej i całej dynastii. Dlatego najwięcej zwolenników ISIS ma właśnie w Arabii Saudyjskiej. Władze w Rijadzie mają kłopot z opanowaniem wewnętrznego ruchu, do którego przystępuje coraz więcej duchownych i zamożnych Saudyjczyków.

"Święta wojna" z Zachodem łączyła Państwo Islamskie z Al-Kaidą. Czy walka o wpływy i politykę na Bliskim Wschodzie wpłynęła na tę relację?

- Przywódca Al-Kaidy Ajman al-Zawahiri - widząc, że utracił wielką liczbę swoich bojowników w Iraku z powodu ich przystąpienia do ISIS, a sam przywódca ISIS przestał wykonywać rozkazy Al-Szury - zaczął dystansować się od ISIS, które przecież było kiedyś najważniejszym ramieniem zbrojnym Al-Kaidy i jej przedstawicielem w Iraku.  Cele ISIS po prostu przestały być zbieżne z celami globalnego dżihadu, tj. walką z Zachodem. Przywódcy Al-Kaidy, po utracie wpływów na Bliskim Wschodzie na rzecz ISIS, zaczęli aktywnie budować swoje struktury w Azji Środkowej i w Indiach.

Jak można zakończyć toczący się w Syrii konflikt?

- Interwencja w Syrii już trwa. Co prawda Stany Zjednoczone przeprowadzają naloty przeciwko ISIS, a nie reżimowi, ale ważne jest to, że Obamie udało się przekonać Amerykanów o konieczności prowadzenia operacji militarnych na Bliskim Wschodzie. Pojawia się też coraz więcej argumentów, których politycy zachodni mogliby użyć, jako uzasadnienie do interwencji lądowej w Syrii. Dochodzi do coraz większej liczby ataków sił reżimu na ludność cywilną, w tym uchodźców w rejonach przylegających do terenów zamieszkałych przez alawitów. Właśnie takie wydarzenia mogą stać się usprawiedliwieniem dla interwencji lądowej w Syrii - w celu ochrony ludności cywilnej.

Dlaczego atakowani są cywile?

- Alawici chcą zmusić sunnitów do opuszczenia terenów na zachód od linii łączącej Homs, Hama i Idlib. Te miasta wraz ze wszystkimi terenami, które leżą na zachód, aż do Morza Śródziemnego, mają stać się terenami przyszłego państwa alawitów. Paradoksalnie, interwencja lądowa najprawdopodobniej nastąpi wtedy, kiedy skończą się czystki etniczne, czyli wtedy, kiedy zaistnieje możliwość powstania państwa alawitów w zachodniej części Syrii.

Pomoc może zatem przyjść za późno...

- Zachód i tak spóźnił się z pomocą, w ciągu czterech lat Syria została zniszczona, połowa mieszkańców tego kraju zmuszona została do opuszczenia swoich domów, a setki tysięcy sierot potrzebuje pomocy. Reżim Asada prędzej czy później upadnie, są oznaki, że może to nastąpić niedługo, ale Syria zostanie podzielona i nie będzie w tej wojnie zwycięzców.

***

Od 7 do 10 stycznia 2015 roku w Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie odbędzie się wystawa i aukcja dzieł sztuki organizowana przez Fundację Wolna Syria i grupę mieszkających w Polsce Syryjczyków. Całość uzyskanych z aukcji pieniędzy zostanie przeznaczona na bezpośrednią pomoc medyczną poszkodowanym w wojnie Syryjczykom, w szczególności dzieciom. Projekt będzie realizowany na terenie Syrii we współpracy z syryjskimi organizacjami charytatywnymi.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje