Strzelanina na Florydzie. Książki uratowały mu życie

W czwartek na Uniwersytecie Stanowym na Florydzie (FSU) doszło do strzelaniny. Zamachowiec ranił trzy osoby, zanim został zastrzelony przez policję. Ofiar mogło być więcej. Jednego studenta przed poważnymi obrażeniami uratowały… książki.

"Powinienem być już martwy. Te książki dosłownie uratowały mi życie" - powiedział 21-letni Jason Derfuss, cytowany przez stację NBC News.

Reklama

W pewnej chwili chłopak usłyszał charakterystyczny huk wystrzału. Od razu rozpoznał, że ktoś strzela w pobliżu. Jason odwrócił się powoli i zobaczył uzbrojonego strzelca, ścigającego innego studenta.

"Stałem jakieś 45 metrów od niego. Pobiegłem do samochodu i zadzwoniłem do taty. Powiedział mi, żebym wezwał policję" - relacjonuje student.

Po dotarciu do domu zobaczył, że nie był tylko przypadkowym świadkiem strzelaniny, ale też celem zamachowcy. Kiedy wyjmował książki z plecaka, zobaczył, że są one zniszczone. Kolega znalazł w jednej z nich nabój.

"W jednej chwili wypożyczałem książki, w drugiej płakałem na podłodze w swoim pokoju myśląc o tym, że powinienem być martwy. Te książki mnie uratowały. Bóg mnie uratował" - dodał Jason, który szczęśliwie nie ucierpiał w strzelaninie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje