Sukces lewicy w wyborach? "Tylko wtedy, gdy wyborcy zamkną oczy i zatkają uszy"

Los lewicy zdaje się być niepewny, na co wskazują najnowsze sondaże. 4-procentowe poparcie (sondaż CBOS) plasuje lewicową koalicję poniżej progu wyborczego. Czy w Polsce zabraknie lewej strony sceny politycznej, a jeśli tak, to jakie będą tego konsekwencje. Zapytaliśmy o to politologa, dr hab. Rafał Chwedoruk.

Casus Magdaleny Ogórek bis

Do wyborów parlamentarnych coraz mniej czasu, jednak jak się okazuje, niektóre frakcje nie boją się zaskakujących rozwiązań. KKW Zjednoczona Lewica SLD+TR+PPS+Zieloni to koalicja, która 25 października powalczy o głosy wyborców.

Reklama

- W strategicznym wymiarze zjednoczenie lewicy jest posunięciem bardzo ryzykownym. Jest to casus Magdaleny Ogórek bis. Oznacza to, że zarówno podczas wyborów prezydenckich, jak i teraz jest to wielki eksperyment - komentuje powstanie koalicji politolog dr hab. Rafał Chwedoruk.

- Klasyczny elektorat lewicowy był zawsze łączony odmiennym podejściem do historii Polski, co wyrażało się większą aprobatą dla okresu PRL-u. Pomysł wystawienia młodej kobiety o liberalnych poglądach był absolutnym rozminięciem się z oczekiwaniami elektoratu. Teraz powstaje pytanie, czy wiązanie się z Palikotem (politykiem nielubianym przez wyborców SLD) ma sens? - zastanawia się ekspert.

- Stereotypowy wyborca SLD  to emerytowany oficer Wojska Polskiego mieszkający na ścianie zachodniej. Dlatego wystawienie pani Ogórek w wyborach prezydenckich było niemalże dyshonorem. Według takiego wyborcy kandydat musiał być kompetentny i doświadczony. Jeśli SLD zdoła przekonać ten elektorat, że był  to jednorazowy wybryk, to może uda się uzyskać pozytywny wynik - przewiduje politolog.

Dlaczego SLD tak bardzo ryzykuje?

Notowania partii nie są jednak zbyt optymistyczne.

- W różnych sondażach ta formacja ma 5-11 proc. Na tej podstawie możemy powiedzieć, że wiemy, że nic nie wiemy. Sytuacja lewicy jest jednak dramatyczna i być może stanęliśmy na pograniczu systemu dwupartyjnego - mówi dr hab. Rafał Chwedoruk.

Zdaniem politologa, politycy SLD podejmują wielkie ryzyko, chociaż zawsze była to partia zachowawcza i niechętna do nagłych zwrotów.

- Samodzielny start SLD przesądzałby o obecności tej partii w Sejmie. Aktualna skłonność do ryzyka w SLD jest moim zdaniem pochodną wpływów młodszej generacji polityków tej partii. Chodzi o polityków w wieku 35-45 lat. Jest ich w SLD niewielu, ale wiązali się oni z tym ugrupowaniem wtedy, gdy wszystkim się wydawało, że będzie to obóz władzy na wiele lat. Tymczasem zapisali się oni do partii, która gwałtowanie straciła większość swoich wyborców i która musiała się zachowywać jak mała partia opozycyjna. Wspomniani politycy są teraz w takim wieku, że jest to ostatnia chwila, by mogli zacząć żyć z polityki, czyli by stali się liderami partii, prezydentami miast, czy burmistrzami - wyjaśnia ekspert.

Jak tłumaczy politolog, utrwalenie się SLD jako trzeciej siły, znacząco mniejszej od PiS i PO, oznaczałoby konieczność oczekiwania na kolejną wielką falę zmian w systemie partyjnym, wywołaną np. kryzysem gospodarczym. Tylko wtedy taka wyraziście lewicowa partia mogłaby powrócić do roli wielkiego, rządzącego ugrupowania, siłą rzeczy umiarkowanego w poglądach i działaniach. 

Politolog, powołując się na przykład Irlandii, żartuje, że czekanie na taki rozłam mogłoby potrwać nawet 90 lat.

- Posłowie lewicy nie chcą czekać 90 lat. Albo teraz wszystko się uda albo los lewicy się drastycznie zmieni - dodaje.

Zjednoczona Lewica kontynuacją SLD?

Oprócz problemów z elektoratem, lewica musi zmagać się także z wewnętrznymi sporami. Powstaje wobec tego pytanie, czy spory nie przyczynią się do niewypracowania spójnego programu wyborczego.

- Szczęście tego ugrupowania polega na tym, że wyborcy nie czytają programów. W takiej sytuacji, jaka jest wewnątrz lewicy, lepiej żeby nikt tego nie przeczytał, bo program na pewno będzie ogólnikowy i w wielu aspektach niespójny - komentuje dr hab. Rafał Chwedoruk.

- Podstawowym pytaniem dla żelaznego elektoratu SLD jest to, czy Zjednoczona Lewica będzie kontynuacją SLD. Jeśli tak, to myślę, że taka forma lewicy może liczyć na 8 proc. Jeśli nie, to lewica musi liczyć już tylko na jeszcze większy kryzys w PO - dodaje.

Jeśli lewica nie osiągnie progu wyborczego, spora część Polaków zostanie pozbawiona swojej reprezentacji w parlamencie. Czy wobec tego zjednoczenie nie było zbyt ryzykownym posunięciem?

- Strategia dawnej lewicy była zupełnie inna, w tym momencie mamy do czynienia z wielką improwizacją. Jeśli ta improwizacja zakończy się sukcesem, to tylko wtedy jeśli wyborcy lewicy kolejny raz zamkną oczy i zatkają uszy i zagłosują z historycznego sentymentu, a nie dlatego, że to zjednoczenie było świetnie przygotowanym manewrem politycznym - podsumowuje ekspert.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje