Szaleniec wjechał w tłum. "Ludzie byli śmiertelnie przestraszeni"

22 osoby trafiły do szpitala po tym, jak rozpędzony samochód wjechał w tłum ludzi w Sopocie. - Ludzie byli śmiertelnie przestraszeni - relacjonuje dziennikarz INTERIA.PL Mateusz Lubiński. Okoliczności szaleńczego rajdu wyjaśnia pomorska policja. Nie jest wykluczone, że 32-letni kierowca był pod wpływem narkotyków.

Wszystko rozegrało się w sobotę, tuż po godz. 23. - Spacerowałem koło fontanny na Skwerze Kuracyjnym niedaleko molo. Nagle pojawił się ten samochód. Jakieś 10 metrów przede mną z piskiem opon skręcił w prawo w kierunku plaży - relacjonuje dziennikarz INTERIA.PL. Mateusz Lubiński, który przebywa w Sopocie na urlopie wypoczynkowym.

Reklama

- Przeleciał przez stojące tam balustrady, czy ogródki, i wpadł na plażę. Ludzie zaczęli biec w tamtym kierunku. Chwyciłem za telefon, ale po krótkiej chwili krzyczący tłum wylał się z plaży i rozstąpił, a z niego wyskoczył rozpędzony samochód. Zacząłem uciekać w kierunku drzew, zgubiłem na moment telefon - opowiada.

Aż trudno uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Przerażenie świadków i uczestników zdarzenia sięgało zenitu. - Ludzie byli śmiertelnie przestraszeni. Udzielaliśmy pomocy kobiecie w ciąży, która była w totalnym szoku. Twierdziła, że przejechał tuż koło niej - relacjonuje dziennikarz INTERIA.PL. 

"To cud, że nikt nie zginął"

- Pierwsze na miejscu były karetki pogotowia po jakichś, jak się wydaje, piętnastu minutach - dodaje. - W samym centrum miasta są o tej porze tysiące ludzi. To cud, jeśli to prawda, że nikt nie zginął. Z tego, co widziałem, w ogóle ciężko uwierzyć, że nie doszło do większej tragedii - stwierdza.

- Na ulicach Sopotu, gdzie o tej porze są setki odurzonych alkoholem ludzi w ogóle prawie nie widać policji - dodaje. - Ludzie przychodzili na skwer z innych miejsc zupełnie nieświadomi zagrożenia - mówi. - Miasto wygląda na zupełnie nieprzygotowane na takie sytuacje - komentuje.

Z najnowszych informacji, jakimi dysponuje policja wynika, że poszkodowane zostało w sumie 22 osoby. Trzy spośród nich mają poważne urazy kończyn i twarzoczaszki.

Wiadomo już, że 32-letni kierowca był trzeźwy. Teraz policja sprawdza, czy nie był pod wpływem narkotyków.

32-latek był wcześniej notowany

- Mężczyzna był wcześniej notowany  m.in. za pobicia i uszkodzenia ciała. Nie został jeszcze przesłuchany. Policjanci skupiają się teraz przede wszystkim na czynnościach niecierpiących zwłoki, czyli przesłuchiwaniu  pokrzywdzonych - wyjaśniła  w rozmowie z PAP rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Sopocie Karina Kamińska.

Na dzisiaj zaplanowano przesłuchanie świadków.  Policja apeluje do wszystkich świadków zdarzenia, aby zgłaszali się na komendę. Funkcjonariusze  zabezpieczyli już ślady na miejscu zdarzenia, teraz mają sprawdzać zapis z monitoringu.

32-latek może usłyszeć zarzut spowodowania katastrofy w ruchu lądowym.




Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje