Szydło, Kopacz, Ogórek, Nowacka na jednym wozie. "Lekko zużyci panowie zasłaniają się kobietami"

Konstytucja mówi jasno: "Prezydent Rzeczypospolitej desygnuje Prezesa Rady Ministrów, który proponuje skład Rady Ministrów" (art. 154, ust. 1). Wszystko wskazuje na to, że Andrzej Duda wyznaczy na stanowisko premiera Beatę Szydło. Nawet jeśli to ona zaproponuje skład rządu, pozostaje pytanie, kto go wcześniej ustali? O instrumentalnym traktowaniu Szydło i podobnych przypadkach w polskiej polityce rozmawiamy z dr Renatą Mieńskowską-Norkiene.

Najprawdopodobniej, zgodnie z kampanijnymi zapowiedziami, szefową rządu zostanie kandydatka PiS. Prezydent Andrzej Duda podczas wizyty we Francji pod koniec października mówił o "nowym rządzie z panią Beatą Szydło na czele". Zobacz TUTAJ.

Reklama

Skoro Prezes Rady Ministrów ma zostać wiceszefowa PiS, to ona wskaże skład Rady Ministrów. Mówi o tym konstytucja. Szydło może wskazać, ale kto zdecyduje o kandydatach?

Mariusz Błaszczak, szef klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości, powiedział w poniedziałek, że rząd będzie gabinetem PiS, a nie Beaty Szydło. coraz częściej mówi się o tym, że będziemy mieli do czynienia z rządem Jarosława Kaczyńskiego.

Słuszna decyzja Kaczyńskiego

O tym, czy kobiety polskiej polityki są marionetkami w rękach swoich partyjnych kolegów, kto i dlaczego bywa wdzięczny za "namaszczenie przez lidera" rozmawiamy z dr Renatą Mieńkowską-Norkiene, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

- Nikt chyba nie miał wątpliwości, że to Jarosław Kaczyński ma zasadniczy wpływ na to, kto zasiądzie w rządzie. Przynajmniej wśród politologów pogląd na ten temat był jasny - zaznacza na wstępie ekspertka. - Prawo i Sprawiedliwość jest partią, w której prezes odgrywa absolutnie najważniejszą rolę. To on ma zawsze ostatnie słowo - podkreśla Mieńkowska-Norkiene.

W jej opinii, prawdopodobnie ktoś podpowiedział Jarosławowi Kaczyńskiemu, że on sam jako kandydat na premiera nie da rady przekonać wyborców do głosowania na PiS. W związku z tym lider podjął decyzję, że nie tylko nowa, kobieca twarz może być dobrym rozwiązaniem dla partii. - Przyklasnął temu pomysłowi, co, jak się okazało, było słuszną decyzją - wskazuje. 

Według naszej rozmówczyni, Beata Szydło - mimo wcześniejszych zapewnień - mogła nie być "planowana" na stanowisko premiera nawet po wyborach. - Wydaje mi się, że w tej kwestii ostateczna decyzja została podjęta, gdy PiS otrzymało wyniki wyborów - zaznacza politolog.

Niebezpieczny trend. Zaczęło się od Magdaleny Ogórek

Ktoś zatem porusza wiceprezes PiS jak marionetką? Zdaniem Mieńkowskiej-Norkiene, to zbyt daleko idące sformułowanie. - Z całą pewnością jednak już od momentu wystawienia Magdaleny Ogórek przez SLD w wyborach prezydenckich możemy mówić o instrumentalizacji kobiet w polskiej polityce - przyznaje.

- Na świecie, w krajach zachodu, np. w Niemczech, w USA, w krajach skandynawskich mamy do czynienia z coraz większą liczbą kobiet w polityce. Tam sytuacja wygląda jednak inaczej - mówi politolog. Zaznacza jednak, że tam wynika to w dużej mierze z inicjatywy kobiet.

- U nas często mamy do czynienia z procesem odwrotnym. Panowie, którzy są postrzegani jako "zużyci" politycznie - pionierem był Miller - wiedzą, że w kwestii wizerunkowej nie mogą odgrywać pierwszych skrzypiec. Albo "opatrzyli się" społeczeństwu, albo ich poglądy są na tyle dobrze znane, że nie wnoszą powiewu świeżości. Wówczas tacy politycy wystawiają kobiety. To twarze nowe i spełniają kryterium parytetowe - wyjaśnia.

- Patrząc z tej perspektywy absolutnie można mówić o instrumentalizacji. Jeżeli te kobiety nie przebijają się do pierwszych szeregów, idąc własną drogą, to siłą rzeczy w początkowej fazie swojej bytności w polityce są spolegliwe, spłacając niejako dług wdzięczności za bycie wystawionymi i za ten wizerunkowy awans - mówi politolog.

Oto wspólny mianownik Kopacz, Szydło i Nowackiej

Ekspertka wskazuje, że premier Ewa Kopacz też była osobą nominowaną na swoje stanowisko przez Donalda Tuska. - To bardzo podobny przypadek, jak sprawa Beaty Szydło. Niezła twarz kobiety, która w polityce ma pewne doświadczenie i uznawana jest za dosyć skuteczną. Jest wystawiana na premiera z namaszczenia lidera partii, który jest mężczyzną i w polityce już odegrał swoją rolę i to rolę znaczącą - wyjaśnia.

- Podobieństwo widzę też w przypadku Barbary Nowackiej wystawionej przez Leszka Millera i Janusza Palikota - dodaje. W tym przypadku politolog podkreśla jednak, że widać pewne różnice prawdopodobnie związane z faktem, że Nowacka startowała jako twarz koalicji a nie pojedynczej partii. - Poza tym widać wiele wspólnych mianowników. Znowu ten sam przypadek: "lekko zużyci panowie" zasłaniają się twarzą kobiety, która jest powszechnie uważana za skuteczną, sprawną organizacyjnie, lubianą - podsumowuje.

Rozmawiała Justyna Tomaszewska


Dowiedz się więcej na temat: Beata Szydło | Barabra Nowacka | Ewa Kopacz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje