Tajemnice alianckich szpiegów

"Szpiedzy i komisarze" to obraz bezprecedensowej walki o wpływy, pieniądze i rząd dusz w dniach, kiedy władza w Rosji leżała na ulicy. Bezwzględni milionerzy, alianccy szpiedzy infiltrujący szeregi Armii Czerwonej i amerykański ambasador w Rosji. Jaką naprawdę odegrali rolę? Kto był najlepszym przyjacielem Trockiego i dlaczego wydano na niego wyrok śmierci? I czy rzeczywiście świat zachodni zawiązał spisek mający na celu zniszczenie komunistów?

Robert Service, światowej sławy specjalista od dziejów Rosji, sięga do nieznanych dotąd materiałów, by odkryć wewnętrzne mechanizmy najważniejszej rewolucji XX wieku. Pod jego mistrzowskim piórem historia początków Związku Radzieckiego ożywa na nowo.

Wyobraźnia szpiega

Reklama

"Zachodnie szpiegostwo i działalność wywrotowa były prowadzone w trudnych warunkach - a brak normalnych stosunków dyplomatycznych między sowiecką Rosją i aliantami oznaczał, że musieli działać z wyobraźnią" - pisze Robert Service w swojej książce, w której pokazuje narodziny komunistycznego imperium zła z zupełnie nowej perspektywy.

Autor podkreśla, że agenci musieli stosować "rozmaitość wcieleń": "z jednej strony był szpieg Sidney Reilly, który gromadził informacje potajemnie i współorganizował spisek mający na celu obalenie rządów komunistycznych. Z drugiej strony jego zwierzchnik Robert Bruce Lockhart potajemnie zainicjował ten spisek, działając jednocześnie oficjalnie na rzecz brytyjskiego rządu i korzystając ze swego rodzaju oficjalnej akredytacji przy Kremlu".

Kłopotliwi agenci

"Państwa alianckie wysyłały również misje wojskowe, które skrycie płaciły Rosjanom za zbieranie informacji i prowadzenie akcji wywrotowej. Jean Lavergne zajmował się właśnie tym dla Francji. Ale misje wojskowe zawsze były traktowane przez bolszewików z podejrzliwością, wobec tego alianci w swoich kontaktach z przywództwem komunistycznym musieli posługiwać się mniej oficjalnymi agentami" - czytamy w książce.

"Raymond Robins z amerykańskiego Czerwonego Krzyża był głównym pośrednikiem ambasady USA. Był on amerykańskim patriotą szczerze przekonanym, iż zbliżenie między USA i Rosją Lenina leży w interesie obydwu krajów. Brytyjski reporter Arthur Ransome, informator Biura Tajnej Służby, podzielał to przekonanie. Był sympatykiem bolszewików, odrzucającym jednocześnie pomysł przeniesienia ich idei i systemu na grunt Wielkiej Brytanii. Francuska ambasada w podobny sposób korzystała z usług Jacques'a Sadoula do czasu, aż uznano, że przysparza on więcej kłopotów niż korzyści, kiedy bezwarunkowo opowiedział się po stronie bolszewików" - pisze Service.

Dyplomacja niekonwencjonalna

"Przypadek Lockharta był przełomowy dla zachodnich agencji wywiadowczych. Ponieważ niekonwencjonalne sposoby uprawiania dyplomacji stały się z jego powodu niemożliwe, ambasady aliantów spakowały manatki i wyprowadziły się całkowicie z Rosji. Przywódcy bolszewiccy, zrażeni doświadczeniami z podstępnością Lockharta, stali się ostrożniejsi. Niemniej jednak Ransome w dalszym ciągu był mile witany podczas swoich wizyt, a raporty dla brytyjskich służb wywiadowczych na temat polityki Kremla świadczyły o bezpośredniości jego kontaktów. Natomiast Robins nigdy nie wrócił do Rosji, a Sadoul pozostał w Moskwie, ale jako skazany za dezercję i zdradę, stracił bezpośredni związek z życiem publicznym we Francji" - czytamy.

"Agenci aliantów wyzbyli się wszelkich skłonności do ekstrawagancji. Przychodziło to z trudem takim ludziom jak George Hill, który lubił mieszać humor z niebezpieczeństwem. Po przybyciu do Rosji pod koniec lata 1917 roku spędzał wieczory z młodymi wielkimi książętami w obozowiskach cygańskich w Strielnej . Miał kumpla, pułkownika Joe Boyle'a, Kanadyjczyka, który był kiedyś amerykańskim mistrzem bokserskim w wadze ciężkiej, i używał swoich pięści, gdy tylko ktoś go sprowokował - albo nawet gdy sobie wyobrażał, że ktoś próbował go sprowokować . Hill i Boyle nie aprobowali rewolucji październikowej. Mimo to zaoferowali swoje usługi bolszewikom w przywróceniu ruchu pociągów w gubernialnej sieci kolejowej wokół Moskwy, ponieważ zachodni alianci mieli jeszcze nadzieję, że Rosja będzie nadal uczestniczyć w wojnie" - pisze Service.

"Adolf Joffe, pracujący w tym czasie w Wojskowo-Rewolucyjnym Komitecie Piotrogrodzkiego Sowietu, z wdzięcznością podpisał dla nich osobiście oświadczenia - ignorując zrzędliwy ton upierania się Boyle'a, że powinno się ich tytułować wojskowym stopniem, a nie zwracać się do nich per towarzyszu Boyle i towarzyszu Hill" - czytamy w kolejnym fragmencie.

"Ich największa eskapada wiązała się z transportem rumuńskich rezerw złota oraz klejnotów koronnych przez Rosję i Ukrainę do Jass we wschodniej Rumunii na zamówienie ambasadora Diamandy'ego w grudniu 1917 roku. Na czas wojny Rumuni zdeponowali je na przechowanie w Moskwie. Boyle i Hill podróżowali z Piotrogrodu pociągiem numer 451 w wagonie byłej carycy . Kosztowności przetrzymywano w rosyjskim skarbcu państwowym i zezwolenie na zabranie ich trzeba było uzyskać od wojskowego komendanta Moskwy Nikołaja Murałowa. Był to czas, kiedy bolszewicy i alianci wciąż jeszcze starali się uniknąć całkowitego zerwania wzajemnych stosunków, więc Murałow wydał zgodę. Boyle i Hill roztropnie zapakowali drogocenności do wiklinowych koszy, aby uniknąć niepożądanego zainteresowania w trakcie transportu ciężkich ładunków przez Moskwę do czekającego na nich pociągu. Następny etap podróży przebiegał trasą przez linię frontu rosyjskich i ukraińskich wojsk, ustawionych naprzeciw siebie w pobliżu Briańska . Kiedy tylko przebyli ten niebezpieczny etap, lokomotywa utknęła w zaspach śnieżnych około dwustu kilometrów na północ od Kijowa. Na dodatek obsługa pociągu została ostrzelana przez oddział armii ukraińskiej, który doszedł do wniosku, że są to rosyjscy napastnicy - była to rzeczywiście chwila chaotycznej niepewności. Boyle i Hill interweniowali, aby pociąg jechał dalej do Kijowa, gdzie znaleźliby jakieś tymczasowe bezpieczne schronienie przed podjęciem ostatniego etapu podróży do Rumunii" - pisze dalej Service.

Podwójne życie Hilla

Kiedy wyruszyli w kierunku granicy ukraińsko-rumuńskiej, użyli podstępu i pewnego stopnia przymusu, włącznie z przystawieniem pistoletu do głowy maszynisty. Po trwającej dziewięć dni podróży dotarli 24 grudnia do Jass. Otrzymali podziękowania od premiera Ionela Brătianu. Król zaś udekorował Boyle'a Wielkim Krzyżem Korony Rumunii, a Hilla Wielkim Krzyżem Orderu Korony Rumunii.

"Gdy Hill wrócił do Moskwy po zawarciu traktatu w Brześciu Litewskim, prowadził podwójne życie. Pomagając Trockiemu w tworzeniu sowieckiego lotnictwa wojskowego, zorganizował jednocześnie tajną sieć informatorów i kurierów na terenie Rosji i Ukrainy . Nawiązał również współpracę z Sawinkowem . W ciągu tych samych tygodni kierował nieregularnymi oddziałami żołnierzy w nocnych napadach na obozowiska armii niemieckiej na terenie Ukrainy i finansował je. Wysadzał w powietrze gazomierze w miastach, w których stacjonowali Niemcy - i nadzorował sabotaże w kopalniach węgla kamiennego polegające na wsypywaniu piasku do systemu pomp . Skoro szczegóły jego działalności zostały zauważone przez niemiecką służbę wywiadowczą, oddelegowano agenta, który miał zabić Hilla w moskiewskiej technicznej bazie lotniczej. Hill zauważył niebezpieczeństwo w ostatnim momencie. Pokonał agenta w zaułku, zostawiając go z krwawiącą głową, i triumfalnie odebrał mu mauzera . Niemcy podjęli następną próbę, podkładając bombę z opóźnionym zapłonem w jego biurze. Szósty zmysł dopomógł Hillowi i pozbył się urządzenia, nim zdołało wybuchnąć . Nie wszyscy jego kurierzy mieli tyle szczęścia. Dwóch z nich rozpoznano i zamordowano w czasie podróży do Murmańska. Dalszych sześciu zginęło w jeszcze innej zorganizowanej przez niego operacji" - kontynuuje Service.

Pracowało dla niego kilka młodych kobiet...

"Po zajęciu Archangielska przez aliantów Hill dowiedział się, że Trocki wydał rozkaz, żeby go aresztować . Zaczął się ukrywać. Do tego momentu nosił mundur, ale obecnie spalił swoją angielską odzież. Pracowało dla niego kilka młodych kobiet. Cenił sobie ich umiejętności w posługiwaniu się szyframi oraz zaszywaniu wiadomości w odzieży - wiadomości zapisywano z wykorzystaniem słownika i karty kodów. Hill trzymał w zasięgu butelkę benzyny na wypadek nalotu Czeka, kiedy musiałby zniszczyć dowody . Razem z trzema swoimi kobietami wynajmował lokal jako rzekomy właściciel szwalni i używał fałszywego nazwiska George Bergmann, udając Rosjanina o pochodzeniu bałtycko-niemieckim . Przez kilka dni pozostał w domu, żeby zapuścić brodę, a sąsiadom powiedział, że leczy się z ataku malarii. Następnie znalazł pracę w studiu filmowym przy wywoływaniu filmów. Z rudą brodą i rękoma poplamionymi chemikaliami mógł poruszać się po całej Moskwie nierozpoznany. Stałe zatrudnienie upoważniało go do kartek żywnościowych, co oznaczało, że mógł zaopatrywać się w jedzenie bez afiszowania się pieniędzmi i zwracania na siebie niepożądanej uwagi. Godziny pracy - od szóstej wieczorem do jedenastej w nocy - umożliwiały mu działalność szpiegowską w ciągu dnia . Inną korzystną stroną tej pracy było to, że mógł oglądać najnowsze wydania kronik filmowych przed ich ukazaniem się" - czytamy.

Wynajmował 8 mieszkań

Latem 1918 roku Hill utworzył dwie sieci informatorów i kurierów: jedna sięgała na południe do Morza Czarnego, druga docierała na północ do Morza Białego . W Moskwie wynajmował potajemnie osiem mieszkań dla własnych agentów . Na jesieni posługiwał się już setką kurierów . Dla swojej północnej sieci zorganizował trasę z Moskwy do Wiatki Koleją Transsyberyjską, następnie lokalną linią kolejową do Kotłasu i jeszcze dalej . I chociaż przyspieszyło to dostarczanie raportów, w dalszym ciągu przekazywanie wiadomości do brytyjskiej bazy w Archangielsku zabierało dwanaście do piętnastu dni .

Hill również płacił znajomym w stacji radiowej Chodynka, działającej na północ od Moskwy, za wysyłanie radiotelegramów bezpośrednio do Ministerstwa Wojny w Londynie do dalszej retransmisji na północ Rosji - to nie Czeka, lecz niemiecki kontrwywiad położył kres temu wybiegowi.

"W październiku 1918 roku Hill wyjechał z grupą Lockharta do Finlandii, ale zamiast natychmiast wracać do Zjednoczonego Królestwa, otrzymał rozkaz powrotu do północnej Rosji w celu udzielenia pomocy w naprawie niedawnych szkód organizacyjnych. Po wykonaniu zadania dotarł do Londynu w dniu podpisania w Compigne zawieszenia broni . Mimo zmęczenia otrzymał zadanie wyjazdu w grudniu na południe Rosji razem z Sidneyem Reillym. Wcześniej w tym roku Reilly kierował odrębnymi operacjami równolegle do Hilla. Obecnie połączyli siły. Według instrukcji mieli udać się do głównej kwatery Armii Ochotniczej w Rostowie nad Donem przebrani za kupców zabiegających o przywrócenie handlu zagranicznego . Przybyli krótko przed Nowym Rokiem i żachnęli się na protekcjonalność okazywaną im przez brytyjskich oficerów" - pisze.

Churchill i Curzon

"Rezultaty działalności zachodniego wywiadu były mieszane, chociaż nie z winy samych agentów. W rzeczywistości nie ma dowodów, że Churchill lub Curzon zajęli antysowiecką postawę dlatego, iż zdecydowanie wpłynęły na nich tajne raporty Dukesa, Reilly'ego i Hilla lub też artykuły Harolda Williamsa w 'Timesie'" - pisze Service.

"Churchill i Curzon byli politycznymi bojownikami z bolszewizmem od momentu, kiedy się dowiedzieli o rewolucji październikowej, i wojowniczość tych ludzi została tylko wzmocniona materiałami dostarczanymi im jako ministrom. Podobnie niemożliwe jest wykazanie, że Lloyd George złagodził swoje traktowanie Rosji w rezultacie łagodnych wypowiedzi Ransome'a. Niewątpliwie pełni energii tajni agenci oraz eksperci w odczytywaniu szyfrów w państwach alianckich dostarczali swoim politycznym mistrzom informacji wysokiej jakości. Próbując wpływać na politykę, kierowali się patriotyzmem oraz chęcią przygody (a w przypadku Reilly'ego - żądzą pieniędzy). Wszyscy oni, prócz Ramsome'a, nienawidzili komunizmu - i nawet Ransome nie chciał komunizmu w Wielkiej Brytanii. I chociaż często próbowali postępować jak pasażerowie pouczający kierowcę, osoby zajmujące najwyższe publiczne urzędy - Wilson, Lloyd George i Clemenceau - nie zwracały na to uwagi, chyba że były to informacje zgodne z ich własnymi przekonaniami".

Dowiedz się więcej na temat: Rosja | historia | Armia Czerwona | dyplomaci | szpiedzy | rewolucja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy