Tragedia w Szanghaju. Nowe fakty

Najstarsza z ofiar miała 37 lat, najmłodszy był 12-letni chłopiec - podaje CNN. W sumie w skutek popłochu, jaki zapanował w tłumie zginęło 36 osób. Szanghajskie władze ujawniają szczegóły tragedii, do której doszło w sylwestrową noc.

Przyczyny masowej paniki, która miała miejsce na bulwarze Bund w Szanghaju, są wciąż badane. 30 minut przed północą zapanował tam powszechny chaos. Tłum stratował 36 osób. 49 rannych trafiło do szpitala. Jak wynika z informacji przekazanych przez władze, 13 z nich jest w stanie ciężkim.

Reklama

Lokalne media opierając się na wypowiedziach świadków podają, że koszmar rozpoczął się, gdy część osób próbująca dostać się nad brzeg promenady, starła się z ludźmi usiłującymi go opuścić.

W tragedii zginęło wielu młodych ludzi. Jak podają chińskie media, średnia wieku ofiar wynosiła 22 lata.

"Nie udało mi się jej ochronić"

Wśród osób, które zginęły jest 21-letnia studentka, która udała się na bulwar, by świętować nowy rok i swoje urodziny - podaje CNN. Przyjaciele opisywali ją jako cichą osobę, pasjonującą się literaturą, operą i modą. Wraz z nią w tłumie był jej chłopak. "Widziałem, jak traci przytomność w moich ramionach, jej oddech i puls stawały się coraz słabsze i słabsze. Inni ciągle na nas napierali. Nie udało mi się jej ochronić" - opisywał zdarzenie.

Nabrzeże, na którym rozegrał się koszmar, stało się w mieście tradycyjnym już miejscem wspólnego witania nowego roku. Od kilku lat władze organizują tam różne atrakcje, m.in. trójwymiarowy pokaz świateł laserowych i sztucznych ogni.

Jak podają chińskie media, w tym roku oficjalne uroczystości miały zostać odwołane w obawie, że zbierze się zbyt wielu ludzi, którym nie uda się zapewnić dostatecznego  bezpieczeństwa. Ludzie jednak kierowani coroczną tradycją przybyli nad brzeg rzeki Huangpu. Jak poinformowała państwowa agencja informacyjna Xinhua, obecny w tym roku tłum był porównywalny do tego z roku 2013, kiedy w zabawie uczestniczyło 300 tys. osób.

Chiński prezydent Xi Jinping wezwał do jak najszybszego wyjaśnienia okoliczności  tragicznego zdarzenia.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje