​USA: Kto rywalem Hillary Clinton?

To że Demokraci namaszczą Hillary Clinton na swojego prezydenckiego kandydata jest pewne jak wołowina w amerykańskim hamburgerze. Tymczasem u Republikanów trwa zażarta walka, w której trudno wskazać jednoznacznego faworyta.

Powtórka z 2008 roku jest mało prawdopodobna: wtedy to początkowej faworytce Hillary Clinton nominację w ostatniej chwili odebrał Barack Obama.

Reklama

Teraz z Clinton mogliby ewentualnie rywalizować wiceprezydent USA Joe Biden i burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio. Ale nawet gdyby zdecydowali się na start w prawyborach - a daleko im do tego - i tak mieliby małe szanse na nominację.

Zatem w wyborach w 2016 roku kandydatem Demokratów prawdopodobnie będzie Hillary Clinton. I prawdopodobnie... przegra. Dlaczego? Tylko raz w ostatnim półwieczu zdarzyło się, by partia, która miała swojego prezydenta USA przez dwie kadencje, wygrała kolejne wybory prezydenckie. Ponadto w Stanach panuje ostatnio "pogoda na prawicę", która przejęła kontrolę nad obiema izbami Kongresu.

Oczy amerykańskiej opinii publicznej zwrócone więc będę na obóz Republikanów, a tam kolejni kandydaci wyrastają jak grzyby po deszczu.

Ostatnio zgłosił się Donald Trump, ekscentryczny miliarder, którego dyskwalifikuje jednak arogancja i pogardliwy stosunek do najuboższych.

Liczba ubiegających się o republikańską nominację zbliża się już do 20. Wiemy jednak, kto na pewno nie wystartuje: Sarah Palin, była kandydatka na wiceprezydenta USA, oraz Mitt Romney, kandydat Republikanów w poprzednich wyborach. Oboje byli gorąco namawiani przez swoich zwolenników, jednak ostatecznie nie zdecydowali się wystartować.

W Polsce najwięcej mówiło się o 62-letnim Jebie Bushu - a to za sprawą wizyty byłego gubernatora Florydy w naszym kraju i spotkań z najważniejszymi politykami nad Wisłą. Młodszy brat George'a W. Busha i syn George'a Busha seniora - dwóch byłych prezydentów USA - rzeczywiście jest w czołówce pretendentów, ale na równi z kilkoma innymi politykami.

Niewątpliwie obciążeniem dla Jeba Busha będzie dziedzictwo starszego brata. Dziedzictwo w najlepszym wypadku kontrowersyjne. Jeb Bush już teraz wypytywany jest o wojnę w Iraku. Polityk mocno kluczył, zanim wreszcie przyznał, że decyzja o interwencji - przy dzisiejszym stanie wiedzy - była pochopna. Jeb Bush ewidentnie jednak nie chce odcinać się od brata, o krytyce na ma nawet mowy, co z pewnością skrzętnie wykorzystają media.

Jeśli więc nie Jeb, to kto? W czołówce wyścigu bez dwóch zdań znalazł się 44-letni Marco Rubio. Jest stosunkowo młody, a przede wszystkim ma latynoskie - kubańskie - korzenie. Obserwatorzy przewidują, że głosy obywateli latynoamerykańskich będą kluczowe w wyborach w 2016 roku. To właśnie dlatego Jeb Bush przemawiał na jednej z niedawnych konwencji po hiszpańsku. Rubio po hiszpańsku przemawiać nie musi, wystarczy samo nazwisko. Od 2011 roku reprezentuje Florydę w Senacie i uważa się go za jedną z największych nadziei Partii Republikańskiej.

W większości sondaży dot. republikańskich pretendentów do prezydenckiej nominacji Rubio figuruje w czołowej trójce - obok Jeba Busha i Scotta Walkera, 47-letniego gubernatora Wisconsin. Scott Walker nie ogłosił jeszcze swojego startu, ale przy obecnych notowaniach jest to wielce prawdopodobne. Tym bardziej, że nie ukrywa, iż "sonduje swoje możliwości" (czyt.: formuje komitety poparcia i zbiera fundusze). 

Walker jest jednak politykiem o skrajnie konserwatywnych poglądach, co w prawyborach może być atutem, ale w wyborach ogólnokrajowych wręcz przeciwnie. Walker jest przeciwnikiem aborcji bez względu na okoliczności (również w przypadku gwałtu), głosował za wpisaniem do stanowej konstytucji zakazu zawierania małżeństw homoseksualnych, popiera powszechny dostęp do broni, jest politykiem antyimigracyjnym i deklaruje, że nigdy nie wprowadzi żadnego podatku ekologicznego. Dużą popularność przysparza mu bezkompromisowa walka ze związkami zawodowymi.

Dodać jednak należy, że Marco Rubio ma w gruncie rzeczy zbliżone poglądy do Scotta Walkera, natomiast Jeb Bush plasuje się zdecydowanie bliżej centrum - m.in. dopuszcza aborcję w przypadku gwałtu, jest nieco bardziej wyrozumiały dla nielegalnych imigrantów i uznaje dowody na globalne ocieplenie.

Wymieniona trójka wysunęła się na czoło republikańskiego wyścigu, jednak z powodzeniem gonią ich czarnoskóry pisarz i neurochirurg Ben Carson (kolor skóry ma o tyle istotne znaczenie, że Afroamerykanie do tej pory w miażdżącej większości popierali Demokratów) oraz były gubernator Arkansas Mike Huckabee. 59-letni polityk już raz startował w republikańskich prawyborach - w 2008 roku - i zajął trzecie miejsce, za Johnem McCainem i Mittem Romneyem.

Na tle wymienionych pretendentów zdecydowanie wyróżnia się Rand Paul, syn Rona Paula. 52-letni senator jest libertarianinem (w polskich warunkach powiedzielibyśmy, że "korwinistą") - domaga się obniżenia lub zniesienia wszelkich danin i podatków. Rand Paul, w odróżnieniu od większości Republikanów, wielokrotnie krytykował działania wojenne USA, zwłaszcza w Iraku, a także sprzeciwiał się inwigilowaniu obywateli w imię walki z terroryzmem oraz atakom z użyciem dronów (giną w nich często niewinni cywile). Ten pakiet poglądów umiejscawia Paula na obrzeżach partii, ale nie odbiera mu całkowicie szans.

Republikańskie prawybory rozpoczną się 1 lutego 2016 roku głosowaniem w Iowa i zakończą się 7 czerwca, kiedy to swoje zdanie wyrażą m.in. Kalifornijczycy. 

Dowiedz się więcej na temat: USA | Republikanie (USA) | wybory prezydenckie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy