​USA: Republikanie stworzyli "potwora". Donald Trump wymknął się spod kontroli

Partia Republikańska latami nadskakiwała miliarderowi Donaldowi Trumpowi, a on hojnie sponsorował jej kandydatów. Trump był gwiazdą sympatyzującej z Republikanami stacji Fox News i najostrzejszym krytykiem Baracka Obamy. Karmiony pochlebstwami Trump w końcu sam zdecydował się wystartować w prawyborach i, ku przerażeniu swojej partii, idzie jak burza.

Najnowszy sondaż, przeprowadzony przez Ipsos i Reutera, jest wstrząsem niezależnie od afiliacji politycznych. Donald Trump z 30-procentowym poparciem wśród Republikanów miażdży pozostałych konkurentów do nominacji w wyborach prezydenckich.

Reklama

Drugiego w rankingu Jeba Busha popiera raptem 11 proc. konserwatywnych wyborców, a żaden z pozostałych kandydatów nie uzyskał dwucyfrowego wyniku.
Donald Trump, 69-letni miliarder, rośnie w siłę z dnia na dzień. To sprawia, że pozostali kandydaci zaczynają się od niego gwałtownie odcinać. Zrobił to na przykład Rick Perry (przez 15 lat był gubernatorem Teksasu), który określił Trumpa "nowotworem konserwatyzmu".

"Hipokryta!" - odpowiedział Trump, publikując wspólne zdjęcie z Perrym. "Kiedy był w moim biurze, zgrywał przyjemniaczka i błagał o moje wsparcie i pieniądze" - skomentował miliarder.

Knajacki język, radykalne sądy i robienie szeroko pojętego show - choć wątpliwej intelektualnie jakości - przyniosło Trumpowi popularność, której pozostali kandydaci mogą pozazdrościć. Może właśnie dlatego - z zadrości - Mike Huckabee, kontrkandydat z Arkansas, zaczął opowiadać, że Barack Obama prowadzi "najgorszą politykę zagraniczną w historii USA" i że "zaprowadziłby Żydów prosto do pieca".

Jednak w tej dyscyplinie Trump zostawił kolegów daleko z tyłu. Meksykanów w USA opisał następująco: "Przynoszą narkotyki. Przynoszą przestępczość. Są gwałcicielami. Niektórzy z nich, zakładam, są też dobrymi ludźmi".

O weteranie wojennym, niezwykle cenionym w partii Johnie McCainie powiedział, że jest "głuptaskiem" i "loserem". "On wcale nie był bohaterem wojennym" - stwierdził na wiecu w Iowa. Chwilę później rozwinął swoją myśl: "Był bohaterem tylko dlatego, że dał się złapać. Ja lubię ludzi, którzy nie dają się złapać".

Donald Trump na każdym kroku podkreśla, jak bardzo jest bogaty, nieraz też dawał wyraz temu, że uważa biednych za leni i nierobów.

Bogacz uwodzi wyborców zapowiedzią rozprawienia się z imigrantami i "uczynienia Ameryki znów wspaniałą". Na każdy problem ma gotowe rozwiązanie, choć niektórych nie chce ujawnić. Państwo Islamskie zniszczyłby właściwie od ręki. Opowiada o swoich sukcesach w biznesie i zapewnia, że tak samo świetnie poradzi sobie z rządzeniem krajem.

Amerykańska prasa zauważa, że Trump zamienił kampanię wyborczą w reality show, a wyborcy lubią być bawieni (w przeciwieństwie do bycia zanudzanymi).

Republikanie muszą wypić piwo, które sobie nawarzyli: przez lata karmili Trumpa pochlebstwami, zapraszali go gdzie się da, nadskakiwali mu, nawet jeśli ewidentnie przekraczał granice. Sami wybudowali piedestał, z którego teraz tak usilnie próbują go zrzucić.

Gdyby Trump ostatecznie wygrał prawybory i otrzymał nominację Partii Republikańskiej - w co wciąż trudno uwierzyć - Demokraci mogliby właściwie otwierać szampana. Radykalizm, odwoływanie się do tzw. twardego elektoratu, owszem, pomaga w prawyborach, ale uniemożliwia zwycięstwo w skali całego kraju. Ponadto Trump utrwala stereotyp republikańskiego ksenofoba, seksisty i rasisty. Stereotyp, od którego Republikanie za wszelką cenę próbują się odciąć.

Hillary Clinton - faworytka Demokratów - ma jednak swoje problemy: jak pokazują badania, w oczach wyborców uchodzi za osobę niezbyt uczciwą i prawdomówną, ponadto coraz lepiej wychodzi 73-letniemu socjaliście Berniemu Sandersowi pogoń za liderką, a do wyścigu może się jeszcze włączyć wiceprezydent Joe Biden.

Dowiedz się więcej na temat: Donald Trump

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje