​Waldy Dzikowski: Być może ludzie oczekiwali czegoś więcej

Co Platforma Obywatelska ma do powiedzenia wyborcom, którzy uważają ją za sytą partię władzy, partię ośmiorniczek, żyjącą z dala od problemów zwykłych ludzi? O to zapytaliśmy posła PO Waldego Dzikowskiego.

Po przegranych przez Bronisława Komorowskiego wyborach prezydenckich nad Platformą zawisła groźba utraty władzy już jesienią, kiedy to odbędą się wybory do Sejmu i Senatu.

Reklama

Michał Michalak, Interia: W dzisiejszej prasie pojawiają się różne scenariusze dla PO przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi. Czy pana zdaniem przekształcenie Platformy w dużą partię centrolewicową - bo to jest jeden z tych scenariuszy - to dobry pomysł?

Waldy Dzikowski, Platforma Obywatelska: - Media są od tego, żeby kreślić różne scenariusze i na to nie powinniśmy się oczywiście obrażać. Ale my będziemy kreślić swój życiorys polityczny.

Właśnie o wasz scenariusz na te wybory chciałem zapytać...

- My mamy swój status, który określa nasze miejsce: partia centroprawicowa o konserwatywnych poglądach i liberalna jeśli chodzi o pojmowanie kwestii związanych z rynkiem. W moim mniemaniu i sumieniu nic się nie zmieniło w tej sprawie.

To inaczej: czy przed jesienią będą korekty w kursie i przekazie?

- Jeżeli chodzi o kurs polityczny, to powinniśmy trwać przy tych wartościach, o których przed chwilą powiedziałem, ale ważne jest także, by otwierać się na rzeczywistość, która się zmienia dookoła nas. Obieramy kurs na ludzi, na ich problemy, na ich życie, na to, żeby słuchać, rozmawiać, dyskutować. Nawet jak są gdzieś kłopoty, to trzeba je przyjmować, nie uciekać od nich. To jest niezmiernie ważne. Obierać kurs na ludzi, a nie na siebie i swoje wewnętrzne problemy.

A czy będziecie ostro konfrontować się z PiS-em czy zniknie ten silnie polaryzujący przekaz?

- Siłą rzeczy oczywiście, że konkurencja partyjna, zewnętrzna jest, mamy odpowiednie partie na rynku i z nimi trzeba rywalizować. Ale przede wszystkim trzeba mówić do ludzi, nie do partii. Chciałbym, żeby ten przekaz był przede wszystkim dla nich.

To co by pan w takim razie powiedział tym ludziom - myślę, że jest ich już dużo - którzy uważają, że Platforma to jest syta partia władzy, ośmiorniczek, która oderwała się od obywateli?

- No, mówi pan o taśmach prawdy. One oczywiście nam nie służyły.

Nie tylko o taśmach, generalnie.

- Ja twardo stąpam po ziemi, doskonale wiem, co to jest pokora. Myślę, że 11 lat wójtowania mnie nauczyło tego, że każdy człowiek jest ważny, każdy ze swoim problemem. Często trzeba być w tych rozmowach księdzem, sędzią, radcą prawnym, czasami kogoś przytulić do serca, bo ma problem osobisty. Taka narracja powinna przyświecać każdej partii, nawet jak jest partią władzy. 

- Jasne, że ludzie są zmęczeni, czasami znudzeni władzą i trudniej ich do siebie przekonać, tym bardziej, że oczekiwania są zawsze o wiele większe niż możliwości. Ale trzeba tłumaczyć, dlaczego coś było niemożliwe, pokazywać także sukcesy. W Polsce żyje się lepiej, ale jednak ludzie być może oczekiwali czegoś więcej. I nie należy tego lekceważyć.

Czy w Platformie jest pomysł, jak, że tak brzydko powiem, zagospodarować prezydenta Komorowskiego?

- Prezydent Komorowski zawsze znajdzie swoje miejsce. To jest wielka karta historii, ja wyrażam wielki szacunek dla jego dokonań. Wielu ludzi może się dziś wypowiadać i oddawać swój głos także dzięki niemu. Myślę, że te pięć lat było bardzo spokojne, wyważone. Polacy poprzez ten wybór będą mogli ocenić i porównać, która prezydentura była lepsza.

A co dalej?

- Trudno mi powiedzieć, to zależy również od samego prezydenta Komorowskiego. Przed nami wybory parlamentarne i musimy się zastanowić, jak dotrzeć do ludzi i odbudować zaufanie. Żeby nie zawieść, żeby nie słyszeć później: "a nie mówiłem"?

Dowiedz się więcej na temat: Waldy Dzikowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy