"Wujowie i inni". Kuzyni po dwóch stronach barykady

Wybuch drugiej wojny światowej brutalnie odebrał im dzieciństwo i bliskich. Zakończenie wojny i zmiana okupanta rozdzieliły rodzinę. Maciej Morawski został w Paryżu korespondentem Radia Wolna Europa, Kazimierz Morawski piął się w kraju po szczeblach dziennikarskiej i politycznej kariery.

O trudnych losach rodziny naznaczonej piętnem napaści hitlerowskich Niemiec i latach sowieckiej okupacji opowiada film dokumentalny Jana Ledóchowskiego pt. "Wujowie i inni".

Reklama

Film to zapis rozmów reżysera z jego wujami: Dominikiem Horodyńskim, Maciejem Morawskim i Kazimierzem Morawskim. W głównych rolach, kuzynów rozdzielonych żelazną kurtyną i poglądami politycznymi, wystąpili dwaj ostatni.

Dominik Horodyński w czerwcu 1943 roku stracił rodziców i wielu bliskich. Po przyjęciu weselnym w Noc Kupały hitlerowcy wpadli do dworu w Zbydniowie i z zimną krwią zamordowali 19 osób. Przeżyli jedynie bracia: Zbigniew i Andrzej Horodyńscy, ukryci przez matkę na strychu. Kobieta nie chcąc naprowadzić morderców z SS na swoich synów, wróciła na pewną śmierć do pomieszczeń, gdzie toczyła się krwawa rzeź i szybko została rozstrzelana.

Dominika Horodyńskiego tego dnia nie było w rodzinnym dworku. Działał wówczas w wileńskim oddziale Armii Krajowej. Brał udział w Powstaniu Warszawskim, po wojnie był dziennikarzem i publicystą, redaktorem naczelnym tygodnika "Kultura".

- Ta historia była i jest wstrząsająca. Zbydniów to alegoria polskiego cierpienia z rąk Niemców - podkreśla Jan Ledóchowski w rozmowie z Interią. Zdaniem twórcy filmu opowieść o losach rodziny i historii Polski po wojnie nie byłaby pełna, bez pokazania okrucieństwa hitleryzmu i niemieckiej napaści z 1939 roku.

Jan Ledóchowski: Nie można pokazać jedynie zbrodni NKWD i UB w czasach stalinowskich, nie pokazując wcześniejszych zbrodni niemieckich. Nie można tępić decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego, nie mówiąc o Powstaniu Warszawskim, bo ci którzy byli przy władzy w 1981 roku to właśnie ci, którzy przeżyli Powstanie, Syberię czy podobne straszne rzeczy. Łatwo jest krytykować, trudno jest być decyzyjnym i odpowiedzialnym za takie doniosłe i ryzykowne decyzje.

Wojna rozdzieliła głównych bohaterów dokumentu.  Na zjednoczenie czekali kilkadziesiąt lat, wcześniej byli dziennikarzami, pracującymi po przeciwnych stronach żelaznej kurtyny. Maciej Morawski wyjechał do Paryża i został korespondentem Radia Wolna Europa, jego kuzyn Kazimierz został w kraju i piął się po szczeblach kariery za rządów generała Wojciecha Jaruzelskiego.

- Szczególnie na Zachodzie niewielka jest wiedza o koszmarze epoki stalinowskiej i NKWD w Polsce. Chciałem pokazać, jak dwóch bliskich sobie przyjaciół z dzieciństwa, Maciej i Kazimierz Morawscy, znaleźli się w przeciwnych, walczących ze sobą obozach politycznych i trwali w tej patowej sytuacji przez całą epokę komunizmu - zwraca uwagę Jan Ledóchowski.

Reżyser chciał opowiedzieć o losach swojej rodziny, póki żyli świadkowie dawnych zdarzeń. Dziś z trójki bohaterów produkcji żyje już tylko Maciej Morawski. Dominik Horodyński zmarł w 2008 roku, a Kazimierz Morawski cztery lata później. Z dwugodzinnej rodzinnej historii, realizowanej na potrzeby najbliższego otoczenia, powstała uniwersalna opowieść o więzach rodzinnych, lojalności i trudnych wyborach milionów Polaków podczas drugiej wojny światowej i po jej zakończeniu.

- Jestem bardzo wdzięczy widzom, którzy mówią, że obraz jest uniwersalny. Konstrukcja filmu z czasem sama ewoluowała. Z racji tego, że wielu potencjalnych odbiorców mało wie o historii Polski - film jest często pokazywany za granicą, spotkałem się też z głosami, że młodzież w kraju też mało wie o okresie komunistycznym - uważałem, że film nie może oszukać, musi pokazać problemy takie, jakie one rzeczywiście były. Nie mogłem pokazać tylko jednej strony polskiej historii, bo byłoby to niezgodne z prawdą - przekonuje Jan Ledóchowski.

Autor filmu również odczuł rozłam wśród Polaków, jaki nastąpił po 1945 roku. Jan Ledóchowski wychował się w RPA, ale jego rodzice utrzymywali stosunki z przedstawicielami obydwu stron barykady.

- Pamiętam, że utrzymywanie relacji z PRL-em, jeżdżenie do kraju, jak robili to moi rodzice, było wówczas bardzo kontrowersyjne. Emigracja czasem uważała, że ten, kto zwiedza kraj, zdradza kraj. Film koncentruje się na rodzinie mojej matki. Jej brat i kuzyni ciągle próbowali pogodzić lojalność rodzinną z przeciwnymi poglądami politycznymi. Po 1989 roku przyszła wielka zmiana, wszyscy mówili, że możemy się teraz spotykać i być na tych samych zjazdach rodzinnych. Raczej się nie mówiło, publicznie i wśród dzieci, o różnicach, jakie wcześniej obowiązywały. Nawet dzisiaj każdy ma swoje prywatne zdanie na temat tego, co należało robić w czasie PRL-u, i - naturalnie - zdania te są różne - dodaje Jan Ledóchowski.

Te różnice są obecne w debacie publicznej i wielu polskich domach. Wystarczy przy niedzielnym obiedzie rzucić hasło "okrągły stół" i możemy być pewni, że rozgorzeje burzliwa dyskusja. Autor filmu spotyka się z przeciwstawnymi opiniami po projekcji filmu. Sam - przeprowadzając rozmowy ze swoimi wujami na ekranie - nie osądza, tylko stawia pytania o ich wybory.

Jan Ledóchowski: Ktoś po emisji filmu w Londynie napisał na mojej stronie internetowej "może rzeczywiście obecna polska kultura wchłonęła na stałe elementy sowiecko-partyjne, które zaakceptowała ugoda okrągłego stołu? Jeżeli akceptują to potomkowie Morawskich i Horodyńskich, to ja wysiadam". Ktoś inny napisał "dla mnie Jaruzelski jest zdrajcą", a jeszcze ktoś "gratulacje, bardzo ciekawy film". Różnie bywa. To kontrowersyjne, owszem, ale uważam, że Polska i tak dużo osiągnęła po 1989 roku.

Gorzkich słów oszczędzili sobie bohaterowie filmu, chociaż los umieścił ich po przeciwnych stronach ideologicznego konfliktu. Kiedy Maciej Morawski odkłamywał komunistyczną propagandę, za co wielokrotnie dostawał pogróżki, jego kuzyn Kazimierz dorobił się członkostwa w Radzie Państwa PRL.

- Nie mogłem ich przekonać, żeby się krytykowali wzajemnie. Żadnej krytyki nie wyciąłem z materiału, bo jej zwyczajnie nie było. Widzowie pewnie woleliby zobaczyć skłóconą rodzinę, ale tutaj tak nie było. Może to zły marketing z mojej strony? Może mogłem dobrać innych bohaterów, którzy chętniej by się ze sobą kłócili? Ale spodobała mi się koncepcja filmu o wzajemnej lojalności. Po upadku reżimu udowodnili, jak silna może być lojalność wobec rodziny i przyjaciół - puentuje Jan Ledóchowski.

***

W marcu odbędzie się kilka pokazów filmu "Wujowie i inni", m.in. w Białymstoku (18.03, galeria im. Sleńdzińskich), Supraślu (19.03, sala kinowa Liceum Plastycznego), Krakowie (26.03, Instytut Goethego), we Wrocławiu (28.03, Dolnośląska Biblioteka Publiczna) i Warszawie (31.03, Muzeum Niepodległości).

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje