Wybory prezydenckie. Komorowski będzie miał trudniej

Zmierzenie się z młodymi kandydatami PiS, SLD i PSL w wyborach prezydenckich może okazać się dla Bronisława Komorowskiego trudniejszym zadaniem, niż starcie z Jarosławem Kaczyńskim, Leszkiem Millerem i Januszem Piechocińskim - uważa profesor Andrzej Rychard, dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk.

Liderzy Prawa i Sprawiedliwości, Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Polskiego Stronnictwa Ludowego zaskoczyli opinię publiczną stawiając w nadchodzących wyborach prezydenckich na kandydatów z przynajmniej drugiego szeregu politycznego. Zamiast przywódców partii, o głosy wyborców powalczą już za kilka miesięcy Andrzej Duda (PiS), Magdalena Ogórek (SLD) i Adam Jarubas (PSL).

Reklama

Profesor Andrzej Rychard, dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk, w poniedziałek wygłosił gościnny wykład na Wydziale Humanistycznym Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Po spotkaniu z kadrą naukową i studentami AGH, znalazł czas na rozmowę z naszym portalem.

Dariusz Jaroń, Interia: Podczas wykładu stwierdził pan profesor, że konfrontacja z młodymi kandydatami w wyborach prezydenckich może być dla prezydenta Bronisława Komorowskiego trudniejsza, niż starcie z liderami PiS, SLD czy PSL. Skąd to przekonanie?

Prof. Andrzej Rychard: Kiedy wszystkie śmiechy związane z tymi kandydaturami umilkną, być może okaże się, że osoby te wniosą coś nowego do polskiego dyskursu politycznego, co przełożyłoby się na trudniejsze wyzwanie dla urzędującego prezydenta. W ostatecznym rozrachunku Bronisław Komorowski wybory zapewne wygra, ale musi mieć jakiś pomysł na kampanię w otoczeniu młodych kandydatów, w innym wypadku może mu zabraknąć głosów, żeby wygrać w pierwszej turze.

W czym można upatrywać szans kandydatów PiS, SLD i PSL na dobry wynik w wyborach prezydenckich?

- Czegokolwiek byśmy nie powiedzieli o pani Ogórek, panu Dudzie czy panu Jarubasie, nie możemy podważać tego, że są, delikatnie rzecz ujmując, znacznie lepiej wykształceni od przeciętnego polskiego polityka. Reprezentują pewien rodzaj młodego, jak na polską scenę polityczną, pokolenia, są też radykalnie odmienni od liderów swoich ugrupowań. Kandydatka SLD nie jest kopią Millera, kandydat PiS nie jest kopią Kaczyńskiego, a kandydat PSL nie jest kopią Piechocińskiego, Pawlaka czy Kalinowskiego, tylko reprezentuje nowy typ lidera ludowców.

Co ten "powiew świeżości" będzie oznaczał w kampanii dla urzędującego prezydenta?

- Na pewno stworzy dla prezydenta Komorowskiego nieco trudniejszą sytuację w której dotychczasowy sposób prowadzenia kampanii może nie wystarczyć, podkreślam, do wygrania w pierwszej turze. Prezydent Komorowski w miarę dobrze wie, jak sobie radzić z Kaczyńskim, wie czego się po nim w kampanii spodziewać. Wie też, jak sobie radzić z Piechocińskim czy Millerem. Teraz musi mieć nowy pomysł. Musi też znaleźć sposób, żeby przyciągnąć w swoją stronę uwagę opinii publicznej, bo ta w jakiejś części, zainteresowana jest właśnie tym "efektem nowości", jaki niesie za sobą trójka młodych kandydatów.

- Prezydent Komorowski będzie się musiał przez ten "efekt nowości" przebić. To pokazuje, że kandydaci, z których nie wszyscy byli traktowani poważnie, mogą okazać się większym problemem dla urzędującego prezydenta, niż liderzy ugrupowań, które reprezentują. Żaden z tej trójki kandydatów, nawet pan Duda, w ostatecznym rozrachunku nie zagrozi panu prezydentowi, ale cała trójka może stworzyć nową sytuację w kampanii wyborczej, z którą prezydent Komorowski będzie się musiał zmierzyć. Jak wybrnie z tej sytuacji sprawnie, to my - obywatele - jako wyborcy tylko na tym skorzystamy, bo jakość debaty publicznej w Polsce jest dramatycznie niska.

Dlaczego liderzy PiS, SLD czy PSL sami nie zdecydowali się kandydować? Lęk przed porażką?

- Pewnie tak. Zdali sobie sprawę z tego, że by przegrali, a każda przegrana w wyborach uderza osobiście w lidera ugrupowania. Dlatego wystawiają osoby, które dobrze wypadną, ale nie na tyle dobrze, żeby zagrozić pozycji przywódcy partii. Nie wiem jednak, czy oni będą chcieli do końca stać w cieniu swoich promotorów.

- W polityce na szczęście jest spora doza dynamiki i nieprzewidywalności, nawet na tak zabetonowanej scenie politycznej jak w Polsce. Kto wie, czy ich losy w kampanii nie przyczynią się do budowy nowej jakości w polskiej polityce? Nie chcę mówić, że będzie rewolucja, bo żaden kandydat nie zagrozi prezydentowi Komorowskiemu, ale stwarza się na polskiej scenie politycznej nowa sytuacja. Powinniśmy to przyjąć z zadowoleniem.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje