Zagadka serbskiego geniusza

Galopujące ceny ropy sprawiają, że świat stoi w obliczu prawdziwej wojny o zasoby paliw kopalnych i energii. Ktoś, kto odkryłby obecnie jakąś nową formę pozyskiwania energii, mógłby zostać prawdziwym, ziemskim zbawcą ludzkości. Mało kto wie, że w XIX i XX wieku żył człowiek, który prawdopodobnie wiedział, jak to zrobić...

Był rok 1931. Firma Pierce-Arrow, produkująca luksusowe samochody, testowała w Buffalo (USA), jako alternatywę wobec paliwożernych jednostek spalinowych, silnik elektryczny. Nie znano wówczas jednak na tyle wydajnych akumulatorów, aby mogły przez dłuższy czas napędzać 80-konny motor. Został on więc zamontowany i pozostawiony bez żadnego źródła zasilania.

Reklama

Pewnego dnia na miejsce testów przybył Nikola Tesla. Obejrzał silnik, po czym udał się do pobliskiego sklepu, gdzie zakupił dwanaście lamp elektronowych, trochę kabli i oporników. Zmontowane w tajemniczy układ komponenty zapakował do małego pudełka, z którego wystawała jedynie antena i dwa krótkie kable. Następnie całość podłączył do silnika. Ze spokojem i pewnością uruchomił napęd testowanego pojazdu i... odjechał!

Opętany wynalazca

Niezwykły wyczyn wynalazcy opisywany był w gazetach, a on sam przez prawie tydzień poruszał się po okolicy pojazdem rozwijającym prędkości do 140 km na godzinę.

Niestety, zamiast wypytywać naukowca o szczegóły tego bez wątpienia cudownego wynalazku, ludzie oskarżyli go o kontakty ze złymi mocami.

Teslę tak to rozwścieczyło, że wypiął z pojazdu swoje urządzenie i odjechał. Do dzisiaj nie wiadomo, jaka była zasada działania jego wynalazku. Pytany o pochodzenie energii zasilającej silnik, mówił jedynie, że pochodzi "z eteru".

300 + 1?

Nikola Tesla - człowiek mogący odmienić losy świata, którego wynalazki ofiarowywały energię pozwalającą na napędzanie urządzeń praktycznie za darmo. Uznawany za jeden z najwybitniejszych umysłów epoki. Wciąż stawiany przez niektórych ponad takimi gigantami, jak Edison czy Einstein.

Autor około trzystu patentów, wynalazca między innymi baterii słonecznych, dynama rowerowego i - o czym niewielu wie - radia. Największe dzieło tego naukowca wciąż otacza jednak aura tajemnicy. O czym mowa? O urządzeniu przetwarzającym wolną energię.

Energia za darmo?

Czym jest owa "wolna energia"? Pod pojęciem tym rozumie się wszelkie, obecnie szerzej nieznane, niekonwencjonalne, tanie (czy nawet darmowe) źródła zasilania różnych obiektów. Niektórzy sądzą, że może do tego posłużyć energia zawarta w próżni kosmicznej czy promieniowaniu elektromagnetycznym.

Podobnego zdania był Tesla, który podjął prace nad opracowaniem urządzenia zdolnego dostarczać właśnie taką energię "z niczego". Co ciekawe, są źródła świadczące o tym, że odkrycie owego urządzenia mu się powiodło...

Kilka kabli i szczypta geniuszu

Trzydzieści lat przed słynnym epizodem z samochodem Pierce-Arrow do urzędu patentowego w Stanach Zjednoczonych wpłynął wniosek Tesli o opatentowanie "Aparatu do Wykorzystywania Energii Promienistej".

Urządzenie to składało się z metalowej płytki wystawionej w górę, połączonej z kondensatorem oraz uziemieniem, a także z czymś, co w bardzo krótkich odstępach czasu rozładowywało zgromadzoną energię, tworząc z niej prąd elektryczny.

Mimo kłopotów w urzędzie, patent został przyjęty. Urządzenie nigdy nie stało się jednak powszechnie znane.

Za wysoka cena?

Do czasów obecnych niewielu słyszało o wynalazku Nikoli Tesli. Sto lat po jego odkryciach energię nadal pozyskuje się z popularnych i wtedy źródeł.

Ropa naftowa to podstawowy surowiec energetyczny. Stosowana do produkcji wszelkiej maści paliw, ale także asfaltu i smarów, stanowi w przypadku jakiejkolwiek katastrofy ogromne zagrożenie dla środowiska. Jeszcze bardziej niebezpieczna jest ewentualna katastrofa związana z energetyką jądrową oraz wydzielające się przy jej produkcji promieniowanie.

Wymieniać wady tych i pozostałych tradycyjnych źródeł energii można by jeszcze długo. Wobec wszystkich wad, jakie niesie korzystanie z konwencjonalnych źródeł energii, zbawiennym wręcz byłoby przełączenie się na energię " z eteru".

Nie ulega też wątpliwości, że nie wszystkim byłoby to jednak na rękę. Zarabiające miliardy dolarów rocznie koncerny straciłyby majątek. Czy jest możliwe, żeby to one blokowały rozpowszechnianie rewolucyjnej technologii Tesli?

Naukowy sceptycyzm

Zanim zaczniemy dywagować na temat jakiejś spiskowej teorii związanej z przemilczanym wynalazkiem naukowca serbskiego pochodzenia, warto poznać opinię naukowców na temat jego domniemanego genialnego wynalazku.

Zapytany o opinię pracownik naukowy Politechniki Śląskiej całą historię rzekomo epokowego odkrycia skwitował śmiechem: - Nie wydaje mi się, żeby taki wynalazek naprawdę działał. Gdyby pozyskiwanie energii było takie proste, to na pewno byśmy z podobnego dobrodziejstwa korzystali. Patenty przyznaje się różnym przedmiotom, czasem bez sprawdzenia ich rzekomej skuteczności i przydatności...

Wytyczony szlak

Inni współcześni znawcy tematu także nie wyrażają się inaczej o pomysłach Tesli na - jak on to nazwał - "ujarzmianie wolnej energii". Znalazło się jednak wielu takich, którzy studiując jego prace, postanowili szukać wolnej energii na własną rękę.

Tworzyli silniki wytwarzające więcej energii niż pobierały, działające na zasadzie perpetuum mobile, jak np. silnik Adamsa. Powstawały też takie, w których kluczową rolę odgrywał elektromagnes (silnik N) czy wreszcie prawdziwy rodzynek, generator efektu Searla, którego zasada działania stanowi, poza źródłem wolnej energii, również hipotetyczny sposób napędzania pozaziemskich obiektów latających.

Mimo że większość z tego typu silników została skonstruowana i funkcjonowała, podobnie jak zagadkowe odkrycia genialnego Serba, nie doczekały się one rozpowszechnienia. Może więc coś z tymi teoriami o blokowaniu ich upowszechniania jednak jest na rzeczy...

Tomasz Czernich

Dowiedz się więcej na temat: Serbia | energia | wynalazek | fizyka | paliwa | nauka | motoryzacja

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje