Zaginione polskie plemiona

Wszyscy wiemy: Polacy mieszkają na zachodniej Ukrainie, na Białorusi, Litwie, w Kazachstanie. Wiadomo: Polonia ma się dobrze w chicagowskim Jackowie i nowojorskim Greenpoincie. Wiemy też, że tanie linie lotnicze łączące Wyspy Brytyjskie z krajem zamieniają się powoli w osobowy relacji Warszawa - Otwock czy Kraków - Miechów.

Istnieją jednak miejsca, często egzotyczne, o których - jak można sądzić - polska zbiorowa świadomość zapomniała, o ile w ogóle kiedykolwiek o nich pamiętała. Mieszkający tam Polacy zazwyczaj pamiętają o swoich korzeniach. Niektórzy z nich mówią literacką polszczyzną, niektórzy - powoli roztapiają się w kulturze autochtonów. Niektórzy mają czarną skórę, kręcone włosy i - błękitne oczy.

Reklama

Opowiedzmy o kilku z takich miejsc.

Polonezkoy

Najpierw trzeba dojechać do samego końca Europy, do Stambułu. Z krajobrazu znikną katedry i kościoły, a pojawią się masywne, rozsiadłe kopuły meczetów, otoczone przez wyglądające, jakby miały wzbić się w niebo minarety.

Trzeba wsiąść na prom i przepłynąć Bosfor, by znaleźć się po azjatyckiej stronie. Tam, pośród kłębiącego się tłumu i nawoływań bazarowych sprzedawców, trzeba złapać "dolmusz" - turecką wieloosobową taksówkę. Potem jeszcze jeden, potem autobus. Dojedziemy w końcu do położonej w azjatyckiej części Turcji polskiej wsi.

Kiedyś nazywała się Adampol, od inicjatora jej założenia - Adama Jerzego księcia Czartoryskiego. Przywódca "Hotelu Lambert" chciał wesprzeć tułających się po Turcji uczestników zdławionego powstania listopadowego. Nakazał przedstawicielowi "Hotelu" - Michałowi Czajkowskiemu - wykupić ziemię niedaleko Bosforu i osiedlić tam Polaków. Być może planował sformować z mieszkańców Adampola polski legion w Turcji. Osadnicy zajmowali się rolnictwem i hodowlą. Ktokolwiek trafił do tej zagubionej pośród nabosforskich wzgórz osady, mógłby przysiąc, że znalazł się w starym kraju. Tylko klimat był przyjemniejszy.

"Ojczyzną naszą jest Polska, a Adampol to Polska z jej tradycjami na ziemi tureckiej" - to słowa adampolanki Zofii Ryży, zmarłej w 1986 roku działaczki kulturalnej. Pani Ryży aktywnie wspierała podtrzymywanie polskiego charakteru wsi, przypominała o Adampolu w Polsce, do której często jeździła opowiadać o "małej Rzeczpospolitej nad Bosforem".

O ile Adampol był ważną i istotną polską kolonią wtedy, kiedy Polski nie było, o tyle w latach pięćdziesiątych XX w. zaczął stopniowo tracić swój polski charakter. Dawniej osiedlali się w nim Polacy z emigracji, zjeżdżali syberyjscy zesłańcy, osada była "żywą częścią kraju, który nie istniał".

W międzywojniu Adampol stał się w Polsce popularny. Wysyłano tam dary, jeżdżono na wczasy. Turcja była przyjaznym Polakom miejscem, ale asymilacji nie dało się powstrzymać. Mieszkańcy polskiej wsi otrzymali w 1938 roku obywatelstwo tureckie. W czasie II wojny światowej Turcja, której zależało na neutralności, odebrała Adampolowi polski sztandar, przechowywany jak relikwię. W latach pięćdziesiątych zaczęli osiedlać się tam anatolijscy Turcy. Odkryto turystyczne zalety położonej w przyjemnym krajobrazie Polskiej Wsi - po turecku Polonezkoy. Ta właśnie nazwa stała się w końcu obowiązująca.

Dziś po polsku mówią tylko ludzie starsi i te osoby, którym szczególnie zależy na pielęgnowaniu polskich tradycji. Większość ludności stanowią już Turcy. Adampol traci swoją polskość. Tylko na wójta wybiera się tradycyjnie Polaka.

Dowiedz się więcej na temat: zaginięcie | potomkowie | Rumunia | kraj | plemiona | WSI | Haiti | zaginione

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy