Żydzi walczą z Arabami za pomocą porno

Internet łamie wszelkie granice. Obyczajowe i geograficzne. Dobitnie widać to na przykładzie Izraela i państw arabskich. Ponad 10 proc. użytkowników izraelskich stron internetowych oferujących erotykę to właśnie pruderyjni muzułmanie.

Włoski dziennik "Corriere della Sera" wylicza, że izraelskie strony z materiałami pornograficznymi odwiedzają mieszkańcy m.in. Arabii Saudyjskiej, Tunezji, Egiptu, Jordanii, a nawet... Palestyńczycy.

Reklama

Arabscy użytkownicy wpływają na zakazane wody nie tylko dlatego, że nie mają podobnych stron we własnym języku. Izraelscy administratorzy stron podejrzewając, że w publiczności muzułmańskiej kryje się olbrzymi potencjał rozwojowy, coraz częściej umieszczają na swoich stronach filmy, które mogą przyciągnąć Arabów: krótkie historie z udziałem agentów Mosadu, policjantek, urzędników i kobiet-żołnierzy. Dostępne są też filmy z udziałem pań w hidżabie.

Najpopularniejszy film - "Zakodowane imię - dogłębne śledztwo" - to pornoparodia operacji agentów służb specjalnych ścigających Mordechaia Vanunu, byłego technika nuklearnego skazanego za ujawnienie informacji na temat reaktora w Dimonie. - Otrzymaliśmy wiele podziękowań za nowe sekcje na naszych stronach od Arabów - mówi Nir Shahar, właściciel strony "Ratuv" - Niektórzy pytają nawet, czy żołnierki występujące w naszych filmach naprawdę pełnią służbę w armii izraelskiej.

Wzrost użytkowników internetu w państwach arabskich od 2000 roku jest najszybszy na świecie. 60 proc. z nich żyje jednak w rejonie Zatoki Perskiej, gdzie obowiązują najbardziej restrykcyjne zasady korzystania z internetu. W Arabii Saudyjskiej internauta, który odwiedzi zakazaną stronę jest automatycznie blokowany przez policję. - W wielu krajach muzułmańskich ze względów politycznych nie jest możliwe otworzenie stron izraelskich. Komputery nie akceptują końcówki "co.il', która identyfikuje nasze adresy - tłumaczy administrator strony "SexV", Gil Naftali i dodaje - Nie mamy wersji w języku arabskim, ponieważ oferujemy zdjęcia i filmy, które nie wymagają tłumaczenia.

Materiały po arabsku i turecku oferuje natomiast najpopularniejsza izraelska strona erotyczna "Domina". - 10 proc. naszych użytkowników mówi po arabsku - mówi Tzahi, odpowiedzialny za tę część strony - Izraelczycy i Arabowie nie komunikują się poprzez naszą stronę. Nie sądzę też, że przez porno uda nam się zaprowadzić między nimi pokój, ale przynajmniej odbierzemy naszym wrogom trochę pieniędzy - dodaje z przekąsem.

Dowiedz się więcej na temat: filmy | Arabowie | żydzi | porno

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje