Biegli: Do śmierci niemowlęcia z Olecka nie przyczyniły się inne osoby

- Do śmierci 4-miesięcznej dziewczynki z Olecka, którą matka pozostawiła samą w domu na 10 godzin, nie przyczyniły się inne osoby; była to tzw. śmierć łóżeczkowa - podała prokuratura rejonowa w Olecku, powołując się na opinię biegłych.

32-letnia matka w postępowaniu dotyczącym śmierci dziecka jest osobą podejrzaną, prokurator postawił jej w połowie grudnia ub. roku zarzut umyślnego narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia 4-miesięcznej córki.

Reklama

Jak powiedziała zastępca prokuratora rejonowego w Olecku Lucyna Buczek-Borowska biegli, którzy wydali opinię po sekcji zwłok dziewczynki, ustalili, że nie miała ona urazów, wad rozwojowych czy widocznych wrodzonych a okoliczności zdarzenia i wiek dziecka wskazują, iż mogło dojść do zespołu nagłej śmierci niemowlęcia. Potocznie taki zgon nazywany jest śmiercią łóżeczkową.

Prokuratora na razie nie wycofuje się z postawionego kobiecie zarzutu. - O dalszych czynnościach zdecyduje prokurator rejonowy w Olecku najprawdopodobniej w lutym - dodała Buczek-Borowska.

32-letnia kobieta miała być jeszcze przebadana przez psychiatrów, by ocenili czy miała ona ograniczoną poczytalność. Do prokuratury nie dotarły jeszcze wyniki tych badań.

W połowie grudnia ub. roku Prokuratura Rejonowa w Olecku postawiła 32-letniej Annie K. zarzut umyślnego narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia 4-miesięcznej córki. Kobiecie postawiono zarzut po badaniach wariografem. Mówiła bowiem najpierw, że zostawiła dziecko pod opieką niani, a gdy to okazało się nieprawdą wyjaśniła śledczym, że rano 8 listopada ub. roku, kiedy wychodziła do pracy, dziewczynka żyła. Chciała ją zostawić tylko na chwilę, by poprosić w pracy o zwolnienie. Jednak - jak tłumaczyła - "nie miała śmiałości" i pozostała w pracy do godz. 17.30. Według relacji Anny K., gdy wróciła do domu, dziecko nie żyło. Inna jej wersja jest taka, że gdy rano się obudziła, dziewczynka nie żyła, poszła więc do pracy, zostawiając dziecko w łóżeczku.

O śmierci niemowlęcia policję powiadomił dyspozytor pogotowia ratunkowego. Karetkę wezwali sąsiedzi kobiety, którym Anna K. miała powiedzieć, że dziecko nie oddycha.

Prokurator zastosował wobec Anny K. dozór policyjny i zakazał opuszczania kraju. Zabrano jej także paszport. Kobiecie grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy