Śmierć noworodków w Iławie. Śledczy: Jedno z dzieci urodziło się żywe

Prokuratura Okręgowa w Elblągu przejęła śledztwo ws. śmierci dwóch noworodków, których zwłoki znaleziono na balkonie jednego z bloków w Iławie. Ze wstępnej opinii biegłego wynika, że jedno z dzieci urodziło się żywe - podali we wtorek śledczy.

"Wstępne ustalenia biegłego wskazują, że jedno z dzieci urodziło się żywe. To potwierdza przyjętą w sprawie kwalifikację prawną (podejrzenie dzieciobójstwa - PAP). Był to chłopiec" - powiedziała PAP rzeczniczka elbląskiej prokuratury Iwona Piotrowska.

Jak dodała, nie ma jeszcze informacji, co do drugiego dziecka - trwa sekcja zwłok i oficjalna opinia biegłych powinna być znana w środę. Śledczy czekają też na wyniki badań histopatologicznych. Na razie nie wypowiadają się o przyczynach śmierci noworodków. Oficjalnie nie informują również, czy były to dzieci jednej matki i czy urodziły się z ciąży bliźniaczej.

Martwe dzieci na balkonie

Reklama

Martwe noworodki znaleziono w ub. czwartek na balkonie mieszkania 35-letniej kobiety, która trafiła do szpitala z silnym krwotokiem z dróg rodnych. Pacjentkę przywieziono w stanie krytycznym, zmarła w piątek nad ranem. Lekarze stwierdzili, że była po porodzie, który odbył się poza szpitalem - dlatego zawiadomili policję.

Kobieta wychowywała samotnie pięcioro dzieci w wieku 3-15 lat. Policja i opieka społeczna nie miały wcześniej sygnałów świadczących, że może dojść do tragedii. W ich ocenie, rodzina miała dobrą opinię, a w domu nie dochodziło do przemocy.

Podano zarazem, że rodzina miała przydzielonego kuratora sądowego i asystenta rodziny z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. W obu przypadkach powodem miały być "problemy wychowawcze". Jak tłumaczyła PAP rzeczniczka iławskiej policji mł. asp. Joanna Kwiatkowska, chodziło głównie o to, że "nastoletnia córka czasem nie dogadywała się z mamą".

Według dyrektor iławskiego MOPS Ireny Kasprzyckiej, nadzór nad rodziną ze strony tej instytucji był właściwy. Jak zapewniała w rozmowie z PAP, 35-latka nie zgłaszała, żeby "miała jakieś straszne problemy". "O ciąży nie wiedziała nawet najbliższa rodzina, a co dopiero my" - mówiła Kasprzycka.

Jej zdaniem, sytuacja tej rodziny nie była zła; korzystała głównie ze świadczeń rodzinnych, a nie z pomocy społecznej. Jak relacjonowała, w domu "zawsze było czysto posprzątane, lodówka pełna jedzenia, a dzieci ładnie ubrane".

Osierocona piątka dzieci jest obecnie pod opieką babci. O ich dalszym losie zadecyduje sąd, który w takich przypadkach ustanawia tzw. rodzinę zastępczą lub umieszcza dzieci w odpowiedniej placówce opiekuńczo-wychowawczej.

Postępowanie, które od prokuratury rejonowej w Iławie przejęła elbląska prokuratura okręgowa, prowadzone jest w kierunku dzieciobójstwa. Zgodnie z kodeksem karnym, matce, która zabija dziecko - w okresie porodu pod wpływem jego przebiegu - grozi od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje