Utopił psa w rzece został skazany na rok prac

Piątek, 9 kwietnia 2010 (11:29)

Wyrok sądu w Lidzbarku Warmińskim, który skazał sprawcę utopienia swojego psa w rzece na rok ograniczenia wolności i wykonywanie w tym czasie 30 godzin prac społecznych miesięcznie, utrzymał w mocy Sąd Okręgowy w Olsztynie.

Apelację od wydanego w listopadzie przez lidzbarski sąd wyroku złożyło Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Jego działacze - Teresa Abramska z Olsztyna i Leszek Sierputowicz z Lidzbarka - chcieli, by sąd wydał w tej sprawie wyrok skazujący oskarżonego na karę więzienia bez zawieszenia.

Sąd oddalił ich apelację uznając, że kara bezwzględnego więzienia wiązałaby się z wysokimi kosztami społecznymi. - Skazany siedziałby w więzieniu na koszt społeczeństwa, które w tym czasie zapewne musiałoby także wspomóc opieką dwoje jego dzieci. Taki wyrok sprawia, że to skazany będzie pracował na rzecz społeczeństwa, a ma on pracować w sumie 360 godzin - zaznaczyła sędzia sprawozdawca Małgorzata Tomkiewicz.

Reklama

Sędzia podkreśliła, że skład rozpoznający apelację zgodził się z działaczami TOZ, że w sprawach dotyczących znęcania się nad zwierzętami należy wydawać surowe wyroki, tak, by do świadomości społecznej dotarło, że "zwierzę nie jest rzeczą". Sędziowie uznali jednak, że w realiach sprawy dotyczącej utopienia psa wyrok nakazujący skazanemu prace społecznie użyteczne spełni znacznie lepiej swoją rolę, niż wsadzenie mężczyzny do więzienia.

Sędzia Tomkiewicz podkreśliła także, że zdaniem sędziów zajmujących się sprawą należy przeprowadzić w Polsce zmiany legislacyjne, które umożliwiłyby sądowi zakazywanie osobie znęcającej się nad zwierzętami posiadania kolejnych pupili. - Pijanym kierowcom zabiera się prawo jazdy, rodzicom można odbierać dzieci, a nie można orzec zakazu posiadania zwierząt dla osób, które się nad nimi znęcają - zauważyła sędzia Tomkiewicz zachęcając działaczy TOZ, by w kierunku zmiany przepisów w tym zakresie też skierowali swoją aktywność.

Uzasadniając wyrok sędzia Tomkiewicz zwróciła uwagę także na niedoskonałości prawne dotyczące adopcji zwierząt ze schronisk. - Utopiony pies został wzięty ze schroniska przez inną osobę niż skazany. Nikt nie kontrolował losów tego zwierzęcia - zauważyła sędzia. Dodała, że także lokalne społeczeństwo jest winne tragedii utopionego psa.- "Nikt nie zwrócił uwagi, że właściciel sobie z nim nie radzi, a gdy sąsiedzi zaczęli utyskiwać na uciążliwe zachowanie psa, skazany postanowił się go pozbyć - mówiła sędzia.

Andrzej P. utopił swego psa w maju ub. roku przywiązując do obroży psa worek z kamieniami. Na rozprawę w sądzie apelacyjnym P. nie przyjechał.

Utrzymanie wyroku i argumenty sędziów o społecznym wymiarze kary w tej sprawie nie przekonały działaczy TOZ. Po wyroku w rozmowach z mediami Abramska i Sierputowicz twierdzili, że lepiej by się stało, gdyby Andrzej P. "choć na kilka miesięcy trafił do więzienia". Ich zdaniem kara ograniczenia wolności jest w tej sprawie zbyt łagodna.

INTERIA.PL/PAP